Przygarnęła ojca pod swój dach… — Tato, skąd te nowe dekoracje? Obrobiłeś sklep z antykami? — spyta…

polregion.pl 5 godzin temu

Wpędziłam się w kłopoty

Tata, co to za nowości? Okradłeś jakiś sklep z antykami? zapytałam z niedowierzaniem, patrząc na białą, szydełkową serwetę leżącą na mojej komodzie. Nie wiedziałam, iż lubisz takie starocie. Twój gust, serio, jak u babci Zosi…

O, Krysiu! Co ty tu robisz bez zapowiedzi? odezwał się tata, wychodząc z kuchni. Ja… To znaczy my, nie spodziewaliśmy się ciebie…

Starał się wyglądać na pogodnego, ale w oczach miał coś z poczucia winy.

No chyba widzę, iż się nie spodziewałeś mruknęłam, marszcząc usta, kierując się do salonu, gdzie czekały na mnie kolejne niespodzianki. Tato, skąd to wszystko? Co tu się dzieje?

Nie poznawałam własnego mieszkania.

Gdy dostałam je po babci, wnętrze prezentowało się przygnębiająco. Stare, peerelowskie meble, wypukły telewizor na obdrapanej szafce, zardzewiałe kaloryfery, miejscami odchodzące tapety… Ale to był mój własny kątek.
Zdążyłam wtedy odłożyć trochę pieniędzy. Wykorzystałam je na remont, i nie byle jaki. Wybrałam styl skandynawski: jasne kolory, minimalizm, za pomocą którego dwupokojowe mieszkanie wydawało się większe. Z miłością dobierałam dodatki, szukałam zasłon we właściwym odcieniu, kładłam puszyste dywany…

Teraz zamiast moich grubych zasłon wisiał zwyczajny nylonowy tiul. Włoska kanapa była przykryta syntetycznym kocem w tygrysie paski. Na stoliku stał różowy plastikowy wazon, a w nim równie sztuczne, jaskraworóżowe róże.

To był dopiero początek. Najbardziej dręczyły mnie zapachy. Z kuchni dobiegał syk oleju i rybi smród. Czuć było dym z papierosów. Przecież tata nie palił…

Krysiu, słuchaj… zaczął w końcu tata. Sprawa jest taka… Nie jestem sam. Chciałem ci o tym powiedzieć wcześniej, ale jakoś wyszło inaczej.

Jak to nie sam? zmieszałam się. Tata, przecież tak się nie umawialiśmy!

Krysia, musisz zrozumieć, iż po twojej mamie moje życie się nie skończyło. Wciąż jestem młody, choćby emerytury jeszcze nie mam. Mam prawo do swojego życia, nie?

Zaniemówiłam ze zdziwienia. W teorii jasne, miał do tego pełne prawo. Ale nie w moim mieszkaniu!

Rodzice rozwiedli się rok temu. Mama znosiła taty zdradę ze stoickim spokojem, jakby pozbyła się ciężaru, i rzuciła się w wir samorozwoju. Miała tyle koleżanek, iż o samotności nie było mowy.
Tata natomiast nie radził sobie. Wrócił do swojego mieszkania sprzed ślubu i przeraził się. Przez dziesięć lat wynajmował je lokatorom aż jeden z nich zasnął z papierosem. Na remont nie miał pieniędzy, więc najpierw je zaniedbał, a potem zupełnie o nim zapomniał. Sprzedać nie chciał, ale wracać też nie planował.
Powiedzmy sobie szczerze do życia się już nie nadawało. Okopcone ściany, wybite okna, pleśń na parapetach… Mieszkanie bardziej przypominało piwnicę niż dom.

Kryśka, nie wiem, jak tu będę żył… żalił się wtedy tata ze smutkiem. Przebywanie tutaj to niebezpieczeństwo, a do zimy na remont się nie wyrobię. choćby nie mam tyle pieniędzy. No trudno, zamarznę, pewnie tak musi być.

Nie mogłam tego słuchać. Nie pozwolę przecież, żeby człowiek, który mnie wychował, mieszkał w takich warunkach. Zwłaszcza, iż moje mieszkanie stało puste właśnie wyszłam za mąż i przeniosłam się do Łukasza. Po nieprzyjemnych doświadczeniach z wynajmowaniem, nie zamierzałam tego powtarzać.

Tata, zamieszkaj chwilowo u mnie zaproponowałam. Wszystko gotowe, są wszystkie wygody. Powoli zrobisz u siebie remont, potem się przeprowadzisz. Tylko jedno: żadnych gości.

Naprawdę mogę? aż nie dowierzał. Krysiu, dziękuję z całego serca! Uratowałaś mnie. Obiecuję, wszystko będzie spokojnie.

Spokojnie, jasne.

Gdy przypominałam sobie tę rozmowę, drzwi do łazienki otwarły się i wydostała się chmura pary. Po niej wyłoniła się kobieta w wieku około pięćdziesięciu lat, w moim ulubionym szlafroku frotte. Ledwie zakrywał jej bujne kształty.

O, Olek, mamy gościa? zapytała grubym, przepalonym głosem, pobłażliwie uśmiechając się. Trzeba było dać znać, bo jestem jeszcze w domowym stroju.

A pani kim jest? zapytałam przez zęby. I dlaczego nosi pani mój szlafrok?

Jestem Żaneta, ukochana twojego taty. A ty czego tak się denerwujesz? Przecież szlafrok się po prostu wisiał.

Zacisnęłam zęby ze złości.

Proszę natychmiast zdjąć wymamrotałam.

Krysiu! tata zareagował błagającym tonem, stając między nami. Nie zaczynaj afery! Żaneta tylko…

Żaneta tylko założyła cudzą rzecz w cudzym domu! przerwałam mu. Tata, czy z tobą wszystko w porządku? Wprowadzasz tu swoją kochankę i pozwalasz jej ruszać moje rzeczy?!

Żaneta teatralnie przewróciła oczami i usiadła ciężko na kocu z tygrysem.

Ale z ciebie gówniara, powiedziała. Gdybym była Olkiem, to bym cię pasem nauczyła rozumu, bez względu na wiek. Jak ty się zwracasz do ojca? To, iż postanowił żyć z inną kobietą, to nie twoja sprawa, dziewczyno.

Zamurowało mnie. Obca baba, siedząca na mojej kanapie, upokarzała mnie bez skrupułów.

Nie moja, zgodziłam się. Dopóki to nie dzieje się w moim domu.

W twoim? Żaneta podniosła brew i spojrzała pytająco na ojca.

Stał przy ścianie, opuszczając głowę, przerzucając przestraszony wzrok między mną a bezczelną adoratorką. Modlił się chyba, iż burza sama przejdzie, ale prognoza właśnie się pogorszyła.

Ach… Tatuś zapomniał wam powiedzieć? uśmiechnęłam się lodowato. Więc powiem sama: on tu jest gościem. Mieszkanie jest moje, wszystko do ostatniego garnka kupiłam z własnych pieniędzy. Pozwoliłam mu tu mieszkać, ale nie spodziewałam się, iż będzie tu sprowadzał swoje… ukochane.

Żaneta poczerwieniała.

Olku? jej głos był lodowaty. Co ona gada? Przecież mówiłeś, iż to twoje mieszkanie. Okłamałeś mnie?

Ojciec zlał się ze ścianą, próbując zniknąć. Uszy miał czerwone ze wstydu.

No… Żaneto, nie o to mi chodziło. Źle mnie zrozumiałaś wydukał. Mam swoje mieszkanie, ale to nie tu. Nie chciałem cię obciążać.

Nie chciałeś obciążać?! Dziękuję ci bardzo! Przez ciebie mam słuchać tych pretensji!

Moja cierpliwość się skończyła.

Proszę wyjść powiedziałam cicho.

Słucham? zdezorientowała się.

Proszę natychmiast opuścić to mieszkanie. Razem. Daję wam godzinę. jeżeli po godzinie wciąż tu będziecie, porozmawiamy z policją. Już się na was zaprosiłam…

Skierowałam się w stronę drzwi, ale tata nagle odsunął się od ściany i podbiegł do mnie.

Córeczko! Wygonisz własnego ojca na bruk? Przecież wiesz, co tam się dzieje! Przecież ja tam zmarznę!

Chwycił mnie za rękaw, a moje serce się na moment zachwiało. Wspomnienia z dzieciństwa, poczucie obowiązku, litość dla prawie starszego ojca… Ścisnęło mnie w gardle.

Spojrzałam wtedy na Żanetę.

Siedziała tam, noga na nodze, w moim szlafroku, patrząc na mnie z taką wrogością, iż wszystkie wątpliwości zniknęły. Gdybym ustąpiła teraz, jutro ona zmieniłaby zamki i przemalowałaby ściany.

Tato, jesteś dorosły. Wynajmij mieszkanie odparłam, wyrywając rękaw. Sam jesteś sobie winien. Umawialiśmy się, iż będziesz tu sam, a ty sprowadziłeś obcą kobietę, pozwoliłeś jej nosić moje rzeczy i zepsuć mój dom…

Ojeju, niech ci ten dom stanie w gardle! przerwała Żaneta. Chodź, Olku. Nie proś jej więcej. Wychowała egoistkę…

Pół godziny zbierania się i po sprawie. Tata wychodził w ciszy, skulony jak staruszek. Na zawsze zapamiętam jego spojrzenie jak zbite zwierzę, wyrzucone na deszcz. Ale wytrzymałam, nie ruszyłam się choćby na moment.

Gdy wyszli, otworzyłam wszystkie okna, żeby wietrzyć ryby, papierosy i tanie perfumy. Potem zebrałam szlafrok, koc i wszystko, co Żaneta zostawiła. Wszystko powędrowało na śmietnik. Następnego dnia zamówiłam sprzątanie i ślusarza do wymiany zamków. Brzydziłam się dotykać rzeczy, których używała ta kobieta.

…Minęły cztery dni.

Teraz w mieszkaniu nie było nic zbędnego. Żadnych sztucznych kwiatów ani podejrzanych zapachów. Mieszkałam u męża, ale świadomość tego przynosiła mi ulgę.

Nie rozmawiałam już z tatą. Czwartego dnia on sam zadzwonił.

Halo odebrałam niechętnie.

No i co, Krysiu… zaczął pijanym głosem. Zadowolona? Szczęśliwa? Żaneta mnie zostawiła. Odeszła…

Ależ niespodzianka! nie powstrzymałam sarkazmu. Niech zgadnę, uciekła jak zobaczyła twoje mieszkanie i uznała, iż roboty za dużo?

Tata pociągnął nosem.

Tak… Postawiłem farelkę. Spałem na dmuchanym materacu. Wytrzymała trzy dni… Potem powiedziała, iż jestem biedak i oszust. Spakowała rzeczy, wróciła do siostry. Stwierdziła, iż zmarnowała czas… Ale przecież się kochaliśmy, Krysia!

Jakie tam uczucie… Ty szukałeś ciepłej posady, ona też. Po prostu oboje się przeliczyliście.

Zapadła cisza. Wiedziałam, iż to nie koniec.

Źle mi tu samemu, córeczko powiedział w końcu. Straszno… Mogę wrócić? Będę sam, przysięgam!

Zawiesiłam wzrok. Mój tata siedział tam, w ruinie i chłodzie. Ale tę ruinę sam sobie zgotował: zdradził mamę, okłamał mnie, omamił Żanetę.

Szkoda mi go było. Ale to współczucie tylko by nas wciągnęło w bagno.

Nie, tato. Nie wpuszczę cię odpowiedziałam. Wynajmij ekipę, zrób remont. Naucz się żyć w tym, co sobie sam stworzyłeś. Jedyne w czym mogę pomóc, to polecić dobrych fachowców. Potrzebujesz pomocy daj znać.

Po tym odłożyłam słuchawkę.

Brutalne? Może. Ale już nie chcę, by ktokolwiek zostawiał plamy na moim szlafroku. Czasem brudu nie da się usunąć można tylko go nie wpuszczać do siebie.

Idź do oryginalnego materiału