Gdybym weszła na wystawę we wrocławskim Muzeum Etnograficznym nie wiedząc o tym, iż pokazano tu prace współczesnej artystki Ali Savashevich, prawdopodobnie pomyślałabym, iż znalazłam się na wystawie sztuki ludowej, typowej dla tej instytucji. Narzędzia do wyczesywania lnu wiszą obok rzeźby wykonanej z lnianej pakuły; niedaleko nich umieszczone są sierpy, którymi ten materiał był pozyskiwany. Na kubikach stoją wazy, na ścianach wisi przeskalowana wycinanka i zdjęcia zrobione na powojennej wsi, a „ludowe” rzeźby zostały usadowione wśród kłosów zbóż wykonanych z metalu. Dosłownie zostałyśmy wyprowadzone w pole. interesujące tylko, czy wystawa zdoła nas z niego wyprowadzić.
Czy wystawy w muzeach etnograficznych faktycznie przybliżają nas do doświadczeń, których te obiekty były towarzyszami? Czy mogą przybliżyć nam, mieszczkom, doświadczenia, których same nie posiadamy?
Wyeksponowane obiekty układają się w pewną opowieść – o pracy z materiałem od momentu jego pozyskania do twórczego wykorzystania go w pracy artystycznej. Stąd jedno z głównych pytań towarzyszących wystawie brzmi: „czy można zrozumieć, czym jest praca bez jej wykonywania?”[ref]Tekst kuratorski otwierający wystawę Ali Savashevich w Muzeum Etnograficznym.[/ref]. Pytanie to można czytać jako komentarz do sensowności wystaw etnograficznych jako takich – czy faktycznie przybliżają nas do doświadczeń, których te obiekty były towarzyszami? Czy mogą przybliżyć nam, mieszczkom (skoro jednak w miastach powstają tego typu placówki), doświadczenia, których same nie posiadamy? Czy jednak, w jakiś sposób, mogą budować z nami nić porozumienia – poprzez nawiązanie do wspólnej chłopskiej historii? To istotne kwestie, ale odpowiedź nie jest wcale jednoznaczna.
Ala Savashevich, rzeźbiarka, Białorusinka wiejskiego pochodzenia mieszkająca od lat w Polsce, stara się ją znaleźć, wykorzystując w swojej twórczości nie tylko stosunkowo typowe materiały, jak metal, ale także takie, jak len czy słoma. Jak zwraca uwagę kuratorka wystawy i kierowniczka Muzeum Etnograficznego Marta Derejczyk, „w akcie twórczym artystka powtarza czynności, które wykonywane były przez jej mamę i babcię w ramach codziennych, dawniej oczywistych obowiązków domowych i gospodarczych”[ref]Tamże.[/ref]. Wykorzystanie materiałów, których obróbka wymaga czasu (a choćby bywa celowo wydłużana przez artystkę), ma nawiązywać do wysiłku wkładanego w prace wykonywane przez poprzednie pokolenia – czy wręcz go odtwarzać.
Dla Savashevich wazy nie są po prostu przedstawieniem kobiet przy pracy, ale swego rodzaju historyczną interwencją w gatunek, w którym dominowały przedstawienia mężczyzn, a praca wykonywana przez kobiety była niewidzialna.
Savashevich z wachlarza prac rolnych wybiera specyficzne aktywności – te związane z domem, tkactwem czy też pozornie mniej męczącymi pracami rolnymi – a w istocie takimi, które nie wymagały użycia ciężkiego sprzętu. Innymi słowy, wybiera prace, do których były oddelegowywane kobiety (często w ramach wyobrażonych „naturalnych predyspozycji”). Tym sposobem szerokie pytanie o dziedzictwo wiejskiego znoju – zostaje zawężone do kwestii pracy chłopek.
Zamierzeniu artystki odpowiada dobór prac. Dziewczyny, kujcie żelazo póki gorące to dwie wazy wykonane ze słomianej intarsji. Znajdują się na nich tytułowe postaci – jedna stojąca dumnie z rękami opartymi na biodrach, otoczona przez iskry, druga przedstawiona przy pracy, wycierająca pot z czoła w przerwie od obróbki metalu – pewnie ze względu na żar. Wazy nawiązują do naczyń ze starożytnej Grecji, a konkretnie do hydrii, naczynia stosowanego do przechowywania wody, w domyśle – służącej do umycia rąk po ciężkiej pracy. Tak jak w antycznych naczyniach, także i tu uproszczone różowe figury kontrastują ze „słomianym” tłem.
Dla Savashevich wazy nie są po prostu przedstawieniem kobiet przy pracy, ale swego rodzaju historyczną interwencją w gatunek, w którym dominowały przedstawienia mężczyzn, a praca wykonywana przez kobiety była niewidzialna. Dlatego obok wyeksponowane zostało trzecie naczynie – garnek „ładyszka”, używany niegdyś do przechowywania mleka i pochodzący z białoruskiego Polesia. Garnek został umieszczony na lnianym ręczniku pochodzącym z I połowy XX wieku, a wazy – na lnianych ścierkach.
Wazy tworzą spójny pejzaż etnograficznych mistyfikacji. Towarzyszy im monumentalna płaskorzeźba Na głowach, na rękach, na nogach. Symetryczny obiekt w formie zdobionej bramy, wykonany w tej samej technice co wazy, również przedstawia uproszczone sylwetki kobiet. Tym razem ich wysiłek polega na podtrzymywaniu architektonicznej konstrukcji – niczym greckie kariatydy, unoszą portyk pracą swoich rąk, głów i siermiężnych nóg. Symetryczna słomiana brama niemal dosłownie ramuje opowieść o pracy kobiet na wsi. Jednak gdy płaskorzeźba obrazuje aktualny wyzysk, tak tytuł, który artystka nadała wazom, jest zawołaniem pobudzającym do działania – wywołania zmiany status quo, przekuciu znoju w coś rewolucyjnego.
Savashevich prowadzi pierwszoosobową narrację, w której przytacza historie i inspiracje stojące za poszczególnymi realizacjami. Artystka wskazuje, iż to sposób organizacji pracy i jej „uświęcenie” podtrzymywały międzypokoleniową ciągłość między babcią i wnuczką.
O ile powyższe obiekty przedstawiały anonimowe – symboliczne, a przez to zbiorowe – wyobrażenia kobiet, o tyle Nadzia przy pracy dotyczy konkretnej osoby. Czarno-biała fotografia przedstawia babcię artystki podczas obierania jabłek. Towarzyszą jej dwa zdjęcia sadu, z którego prawdopodobnie pochodziły jabłka. Dodatkowo przez ramę fotografii Nadzi została przewieszona szarfa wykonana z kolczugi. Widnieje na niej hasło Miss Worker.
Warto zatrzymać się przy tytule, jakim artystka honoruje swoją babcię. Hasło zestawia tytuł miss – czyli pięknej, młodej kobiety poddawanej ocenie – z angielskim słowem oznaczającym pracownika. Tytuł przywodzi na myśl figurę przodownika pracy – tego, który przekraczał normy produkcji w celu budowania dobrobytu państwa. Jednak tytuł przodownika dotyczył ciężkiej, „męskiej” pracy– w fabryce czy na budowie. Rzadziej honorowano nim pracownice sektorów opieki zdrowotnej, kultury czy edukacji (wyzwolenie kobiet miało dokonywać się między innymi poprzez pracę – „przez cierpienie do gwiazd”)[ref]Kobiety miały do tych sektorów prawnie ograniczony dostęp w ramach umacniania upłciowionego podziału pracy, a kiedy go miały – to często do prac niżej płatnych. Jedna z wzmianek o kobietach jako przodownikach pracy pojawia się w kontekście pracy górniczek w 1954 roku, chwile przed zmianami, które ograniczały kobietom dostęp do ciężkich i lepiej płatnych zawodów. M. Fidelis, Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce, Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2015, s. 176. Dodatkowo uznanie faktu wykonania innej pracy niż domowej za warunek wyzwolenia kobiet za gest emancypacji często reprodukuje dewaluację pracy reprodukcyjnej i niskopłatnej, która pozostaje oddelegowywana do kobiet z klas ludowych przez kobiety z klas wyższych. Dużo mówią o tym feministki marksistowskie.[/ref]. Nadanie babci artystki tytułu „Miss Worker” stanowi więc gest emancypacyjny: uwypukla skalę prac, które muszą wykonywać kobiety – szczególnie te z klas ludowych – nie tylko w polu, ale i w domu.
Dlaczego po robocie znów gadamy o robocie? „Thank you for my work” w Bunkrze Sztuki
Aleksy Wójtowicz
Tego, iż babcia Savashevich należała do licznej grupy tytanek pracy dowiadujemy się nie tylko z samej pracy, ale również z towarzyszących jej tekstów. Savashevich prowadzi pierwszoosobową narrację, w której przytacza historie i inspiracje stojące za poszczególnymi realizacjami. W kontekście Miss Worker artystka wskazuje, iż „praca, zwłaszcza ta wykonywana manualnie, fizyczna, tworzyła w mojej rodzinie ciąg osobistych historycznych połączeń. Mówiło się, iż powinna ona służyć udanemu życiu”[ref]Opis towarzyszący pracy Nadzia przy pracy.[/ref]. Artystka wskazuje więc, iż to sposób organizacji pracy i jej „uświęcenie” podtrzymywały międzypokoleniową ciągłość między babcią i wnuczką.
Jednak Miss Worker to również świadectwo znoju samej Savashevich – artystki, freelancerki, próbującej utrzymać się w polu, tym razem sztuki. Bardziej dobitnie traktuje o tym praca 82 godziny. Tytuł wskazuje, ile czasu przepracowała artystka przygotowując indywidualną wystawę w 2024 roku. Na obiekt składa się wieszak z siedmioma lnianymi ręcznikami z manualnie wyhaftowanymi godzinami pracy, które Savashevich spędziła nad opracowywaniem ekspozycji. Kolejno było to: 14 godzin pracy w poniedziałek, 10 godzin we wtorek, 14 w środę, 11 w czwartek, 13 w piątek i po 10 w sobotę i niedzielę. Na ostatnim ręczniku artystka wyhaftowała zdanie „Thank you for my work”. Wraz z Miss Worker prace te można odebrać jako ironiczny komentarz do warunków pracy artystycznej i charakteryzujących ją sprzeczności. Uznawana jako hobby, widzimisię czy aktywność pozazawodowa, delegowana jest do sfery czasu wolnego – czyli nie-pracy. Mimo to artystka prowadzi ewidencję godzin pracy – coś charakterystycznego dla umowie o pracę czy zleceniu, co w przypadku pracy artystycznej, wykonywanej głównie w ramach umowy o dzieło, zdarza się rzadko. W ten sposób Savashevich nie pozwala oddzielić owoców jej pracy od warunków ich powstawania.
To właśnie praca stanowi najbardziej wszechogarniający aspekt naszego życia. Wystawa nie stara się opowiadać o jakimś uniwersalnym „kobiecym doświadczeniu” (które okazuje się być doświadczeniem białych i bogatych), ale doświadczeniu tych, których głos jest rzadko słyszany.
Współczesna praca artystyczna i prace wykonywane przez kobiety w polu i domu mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się zdawać. Jedna i druga jest dewaluowana i sprowadzana do sfery prywatnej. Obie często uznawane są za bezwartościowe, choć przecież generują produkty i „usługi” posiadające wymierną wartość. Dodatkowo artystka zwraca uwagę na czasochłonność, która łączy oba rodzaje pracy. Nie da się ich wykonywać w prosty i powtarzalny sposób czy też zautomatyzować, co jeszcze bardziej zbliża prace wykonywane tradycyjnie przez kobiety do pracy artystycznej.
Tytuł wystawy Savashevich nawiązuje do słynnego hasła z plakatów Barbary Kruger Twoje ciało to pole walki, które zaistniało w polskiej przestrzeni publicznej na początku lat 90. XX wieku. Akcja oplakatowania Warszawy, zorganizowana w 1991 i 1992 roku w ramach współpracy artystki z CSW Zamek Ujazdowski, stanowiła komentarz do zmieniającej się sytuacji kobiet w neoliberalizującej i klerykalizującej się Polsce. Savashevich uzupełnia tę perspektywę o kwestie związane z pracą. Ciało jest polem upolitycznienia autonomii, ale przede wszystkim – jest polem pracy i jej warunków.
Prekarne figury solidarności. Estetyka selfie, słaby opór i krytyka
Ewa Majewska
Wystawa w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu formułuje więc czytelny komunikat: to właśnie praca – jej ucieleśnione doświadczenie, brzemię i materialne warunki jej wykonywania – stanowi najbardziej wszechogarniający aspekt naszego życia. Wybór miejsca ekspozycji dodatkowo podkreśla, iż prace Savashevich nie starają się opowiadać o jakimś uniwersalnym „kobiecym doświadczeniu” (które okazuje się być doświadczeniem białych i bogatych), ale doświadczeniu tych, których głos jest rzadko słyszany. Doświadczenie to jest bardzo konkretnie usytuowane – w pracy fizycznej, która wymaga szczególnej siły i która w większości jest scedowana na kobiety z klas ludowych.
Czy zatem da się zrozumieć pracę bez jej wykonywania? Savashevich odpowiada pozytywnie – da się, a to dzięki sztuce. Wykorzystując rozmaite techniki tworzenia reprezentacji pracy oraz jej dokumentacji artystka wbija klin w oficjalne tryby historii. Zaproponowana przez Savashevich ucieleśniona historia pracy pozwala na wydobycie warunków codziennych wysiłków pracujących kobiet; proponuje też intymne odczytanie historii pracy, wskazując na historycznie zmienne warunki ucisku. Jak pokazuje dyskusja nad ustawą o zabezpieczeniu socjalnym dla artystów, łatwo zbagatelizować współczesną pracę artystyczną – szczególnie kiedy porównamy ją do pracy naszych babek. Savashevich wskazuje jednak, iż punktów wspólnych jest więcej, niż mogłoby się wydawać.


![Piknik świętojański w Parku Centralnym rozpoczęty. Będą też występy i widowisko inspirowane dawnymi zwyczajami słowiańskimi [FOTO/VIDEO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/06/Piknik-Swietojanski-2026.06.26-44.jpg)



![Krakowianie zaczną walczyć z otyłością? „Ten temat okazał się hitem” [ZDJĘCIA]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/06/731093926_1339069124216036_4640208933934401464_n-603x576.jpg)





