Przodowniczki pracy. „Twoje ciało to pole pracy” Ali Savashevich w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu

magazynszum.pl 11 godzin temu

Gdybym weszła na wystawę we wrocławskim Muzeum Etnograficznym nie wiedząc o tym, iż pokazano tu prace współczesnej artystki Ali Savashevich, prawdopodobnie pomyślałabym, iż znalazłam się na wystawie sztuki ludowej, typowej dla tej instytucji. Narzędzia do wyczesywania lnu wiszą obok rzeźby wykonanej z lnianej pakuły; niedaleko nich umieszczone są sierpy, którymi ten materiał był pozyskiwany. Na kubikach stoją wazy, na ścianach wisi przeskalowana wycinanka i zdjęcia zrobione na powojennej wsi, a „ludowe” rzeźby zostały usadowione wśród kłosów zbóż wykonanych z metalu. Dosłownie zostałyśmy wyprowadzone w pole. interesujące tylko, czy wystawa zdoła nas z niego wyprowadzić.

Czy wystawy w muzeach etnograficznych faktycznie przybliżają nas do doświadczeń, których te obiekty były towarzyszami? Czy mogą przybliżyć nam, mieszczkom, doświadczenia, których same nie posiadamy?

Wyeksponowane obiekty układają się w pewną opowieść – o pracy z materiałem od momentu jego pozyskania do twórczego wykorzystania go w pracy artystycznej. Stąd jedno z głównych pytań towarzyszących wystawie brzmi: „czy można zrozumieć, czym jest praca bez jej wykonywania?”[ref]Tekst kuratorski otwierający wystawę Ali Savashevich w Muzeum Etnograficznym.[/ref]. Pytanie to można czytać jako komentarz do sensowności wystaw etnograficznych jako takich – czy faktycznie przybliżają nas do doświadczeń, których te obiekty były towarzyszami? Czy mogą przybliżyć nam, mieszczkom (skoro jednak w miastach powstają tego typu placówki), doświadczenia, których same nie posiadamy? Czy jednak, w jakiś sposób, mogą budować z nami nić porozumienia – poprzez nawiązanie do wspólnej chłopskiej historii? To istotne kwestie, ale odpowiedź nie jest wcale jednoznaczna.

Ala Savashevich, rzeźbiarka, Białorusinka wiejskiego pochodzenia mieszkająca od lat w Polsce, stara się ją znaleźć, wykorzystując w swojej twórczości nie tylko stosunkowo typowe materiały, jak metal, ale także takie, jak len czy słoma. Jak zwraca uwagę kuratorka wystawy i kierowniczka Muzeum Etnograficznego Marta Derejczyk, „w akcie twórczym artystka powtarza czynności, które wykonywane były przez jej mamę i babcię w ramach codziennych, dawniej oczywistych obowiązków domowych i gospodarczych”[ref]Tamże.[/ref]. Wykorzystanie materiałów, których obróbka wymaga czasu (a choćby bywa celowo wydłużana przez artystkę), ma nawiązywać do wysiłku wkładanego w prace wykonywane przez poprzednie pokolenia – czy wręcz go odtwarzać.

Ala Savashevich, „Szeptem tkana”, 2025, Kolekcja Fundacji Rodziny Śmiechowskich; na ścianie: szczotki do lnu ze zbiorów Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu, fot. Wojciech Rogowicz
Dla Savashevich wazy nie są po prostu przedstawieniem kobiet przy pracy, ale swego rodzaju historyczną interwencją w gatunek, w którym dominowały przedstawienia mężczyzn, a praca wykonywana przez kobiety była niewidzialna.

Savashevich z wachlarza prac rolnych wybiera specyficzne aktywności – te związane z domem, tkactwem czy też pozornie mniej męczącymi pracami rolnymi – a w istocie takimi, które nie wymagały użycia ciężkiego sprzętu. Innymi słowy, wybiera prace, do których były oddelegowywane kobiety (często w ramach wyobrażonych „naturalnych predyspozycji”). Tym sposobem szerokie pytanie o dziedzictwo wiejskiego znoju – zostaje zawężone do kwestii pracy chłopek.

Zamierzeniu artystki odpowiada dobór prac. Dziewczyny, kujcie żelazo póki gorące to dwie wazy wykonane ze słomianej intarsji. Znajdują się na nich tytułowe postaci – jedna stojąca dumnie z rękami opartymi na biodrach, otoczona przez iskry, druga przedstawiona przy pracy, wycierająca pot z czoła w przerwie od obróbki metalu – pewnie ze względu na żar. Wazy nawiązują do naczyń ze starożytnej Grecji, a konkretnie do hydrii, naczynia stosowanego do przechowywania wody, w domyśle – służącej do umycia rąk po ciężkiej pracy. Tak jak w antycznych naczyniach, także i tu uproszczone różowe figury kontrastują ze „słomianym” tłem.

Dla Savashevich wazy nie są po prostu przedstawieniem kobiet przy pracy, ale swego rodzaju historyczną interwencją w gatunek, w którym dominowały przedstawienia mężczyzn, a praca wykonywana przez kobiety była niewidzialna. Dlatego obok wyeksponowane zostało trzecie naczynie – garnek „ładyszka”, używany niegdyś do przechowywania mleka i pochodzący z białoruskiego Polesia. Garnek został umieszczony na lnianym ręczniku pochodzącym z I połowy XX wieku, a wazy – na lnianych ścierkach.

Wazy tworzą spójny pejzaż etnograficznych mistyfikacji. Towarzyszy im monumentalna płaskorzeźba Na głowach, na rękach, na nogach. Symetryczny obiekt w formie zdobionej bramy, wykonany w tej samej technice co wazy, również przedstawia uproszczone sylwetki kobiet. Tym razem ich wysiłek polega na podtrzymywaniu architektonicznej konstrukcji – niczym greckie kariatydy, unoszą portyk pracą swoich rąk, głów i siermiężnych nóg. Symetryczna słomiana brama niemal dosłownie ramuje opowieść o pracy kobiet na wsi. Jednak gdy płaskorzeźba obrazuje aktualny wyzysk, tak tytuł, który artystka nadała wazom, jest zawołaniem pobudzającym do działania – wywołania zmiany status quo, przekuciu znoju w coś rewolucyjnego.

Na postumentach: garnek „ładyszka”, twórca nieznany, lata 20./30. XX w., Pińsk (Białoruś); ręcznik, twórca nieznany, lata 50. XX w., Bosznia (Białoruś) ze zbiorów Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu; Ala Savashevich, „Dziewczyny, kujcie żelazo, póki gorące III”, 2025; po lewej stronie: Ala Savashevich, „Nadzia przy pracy”, 2024; po prawej stronie: Ala Savashevich, „Na głowach, na rękach, na nogach”, 2024, fot. Wojciech Rogowicz
Ala Savashevich, „Pole kłosów”, 2026; rzeźby kobiet przy pracy ze zbiorów Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu, fot. Wojciech Rogowicz
Savashevich prowadzi pierwszoosobową narrację, w której przytacza historie i inspiracje stojące za poszczególnymi realizacjami. Artystka wskazuje, iż to sposób organizacji pracy i jej „uświęcenie” podtrzymywały międzypokoleniową ciągłość między babcią i wnuczką.

O ile powyższe obiekty przedstawiały anonimowe – symboliczne, a przez to zbiorowe – wyobrażenia kobiet, o tyle Nadzia przy pracy dotyczy konkretnej osoby. Czarno-biała fotografia przedstawia babcię artystki podczas obierania jabłek. Towarzyszą jej dwa zdjęcia sadu, z którego prawdopodobnie pochodziły jabłka. Dodatkowo przez ramę fotografii Nadzi została przewieszona szarfa wykonana z kolczugi. Widnieje na niej hasło Miss Worker.

Warto zatrzymać się przy tytule, jakim artystka honoruje swoją babcię. Hasło zestawia tytuł miss – czyli pięknej, młodej kobiety poddawanej ocenie – z angielskim słowem oznaczającym pracownika. Tytuł przywodzi na myśl figurę przodownika pracy – tego, który przekraczał normy produkcji w celu budowania dobrobytu państwa. Jednak tytuł przodownika dotyczył ciężkiej, „męskiej” pracy– w fabryce czy na budowie. Rzadziej honorowano nim pracownice sektorów opieki zdrowotnej, kultury czy edukacji (wyzwolenie kobiet miało dokonywać się między innymi poprzez pracę – „przez cierpienie do gwiazd”)[ref]Kobiety miały do tych sektorów prawnie ograniczony dostęp w ramach umacniania upłciowionego podziału pracy, a kiedy go miały – to często do prac niżej płatnych. Jedna z wzmianek o kobietach jako przodownikach pracy pojawia się w kontekście pracy górniczek w 1954 roku, chwile przed zmianami, które ograniczały kobietom dostęp do ciężkich i lepiej płatnych zawodów. M. Fidelis, Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce, Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2015, s. 176. Dodatkowo uznanie faktu wykonania innej pracy niż domowej za warunek wyzwolenia kobiet za gest emancypacji często reprodukuje dewaluację pracy reprodukcyjnej i niskopłatnej, która pozostaje oddelegowywana do kobiet z klas ludowych przez kobiety z klas wyższych. Dużo mówią o tym feministki marksistowskie.[/ref]. Nadanie babci artystki tytułu „Miss Worker” stanowi więc gest emancypacyjny: uwypukla skalę prac, które muszą wykonywać kobiety – szczególnie te z klas ludowych – nie tylko w polu, ale i w domu.

1
Krytyka 13.03.2026

Dlaczego po robocie znów gadamy o robocie? „Thank you for my work” w Bunkrze Sztuki

Aleksy Wójtowicz

Tego, iż babcia Savashevich należała do licznej grupy tytanek pracy dowiadujemy się nie tylko z samej pracy, ale również z towarzyszących jej tekstów. Savashevich prowadzi pierwszoosobową narrację, w której przytacza historie i inspiracje stojące za poszczególnymi realizacjami. W kontekście Miss Worker artystka wskazuje, iż „praca, zwłaszcza ta wykonywana manualnie, fizyczna, tworzyła w mojej rodzinie ciąg osobistych historycznych połączeń. Mówiło się, iż powinna ona służyć udanemu życiu”[ref]Opis towarzyszący pracy Nadzia przy pracy.[/ref]. Artystka wskazuje więc, iż to sposób organizacji pracy i jej „uświęcenie” podtrzymywały międzypokoleniową ciągłość między babcią i wnuczką.

Jednak Miss Worker to również świadectwo znoju samej Savashevich – artystki, freelancerki, próbującej utrzymać się w polu, tym razem sztuki. Bardziej dobitnie traktuje o tym praca 82 godziny. Tytuł wskazuje, ile czasu przepracowała artystka przygotowując indywidualną wystawę w 2024 roku. Na obiekt składa się wieszak z siedmioma lnianymi ręcznikami z manualnie wyhaftowanymi godzinami pracy, które Savashevich spędziła nad opracowywaniem ekspozycji. Kolejno było to: 14 godzin pracy w poniedziałek, 10 godzin we wtorek, 14 w środę, 11 w czwartek, 13 w piątek i po 10 w sobotę i niedzielę. Na ostatnim ręczniku artystka wyhaftowała zdanie „Thank you for my work”. Wraz z Miss Worker prace te można odebrać jako ironiczny komentarz do warunków pracy artystycznej i charakteryzujących ją sprzeczności. Uznawana jako hobby, widzimisię czy aktywność pozazawodowa, delegowana jest do sfery czasu wolnego – czyli nie-pracy. Mimo to artystka prowadzi ewidencję godzin pracy – coś charakterystycznego dla umowie o pracę czy zleceniu, co w przypadku pracy artystycznej, wykonywanej głównie w ramach umowy o dzieło, zdarza się rzadko. W ten sposób Savashevich nie pozwala oddzielić owoców jej pracy od warunków ich powstawania.

W gablocie: sierp z pochwą, kon. XIX w., Huculszczyzna (Ukraina); na ścianie: „Św. Notburga”, obraz na szkle, twórca nieznany, XIX w., Dolny Śląsk; wokół obrazu: sierpy ze zbiorów Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu, fot. Wojciech Rogowicz
Na postumentach: garnek „ładyszka”, twórca nieznany, lata 20./30. XX w., Pińsk (Białoruś); ręcznik, twórca nieznany, lata 50. XX w., Bosznia (Białoruś) ze zbiorów Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu; Ala Savashevich, Dziewczyny, kujcie żelazo, póki gorące III, 2025; w głębi: Ala Savashevich, „Szeptem tkana”, 2025, Kolekcja Fundacji Rodziny Śmiechowskich; na ścianach i w gablocie: szczotki do lnu, sierpy oraz „Św. Notburga”, obraz na szkle ze zbiorów Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu, fot. Wojciech Rogowicz
To właśnie praca stanowi najbardziej wszechogarniający aspekt naszego życia. Wystawa nie stara się opowiadać o jakimś uniwersalnym „kobiecym doświadczeniu” (które okazuje się być doświadczeniem białych i bogatych), ale doświadczeniu tych, których głos jest rzadko słyszany.

Współczesna praca artystyczna i prace wykonywane przez kobiety w polu i domu mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się zdawać. Jedna i druga jest dewaluowana i sprowadzana do sfery prywatnej. Obie często uznawane są za bezwartościowe, choć przecież generują produkty i „usługi” posiadające wymierną wartość. Dodatkowo artystka zwraca uwagę na czasochłonność, która łączy oba rodzaje pracy. Nie da się ich wykonywać w prosty i powtarzalny sposób czy też zautomatyzować, co jeszcze bardziej zbliża prace wykonywane tradycyjnie przez kobiety do pracy artystycznej.

Tytuł wystawy Savashevich nawiązuje do słynnego hasła z plakatów Barbary Kruger Twoje ciało to pole walki, które zaistniało w polskiej przestrzeni publicznej na początku lat 90. XX wieku. Akcja oplakatowania Warszawy, zorganizowana w 1991 i 1992 roku w ramach współpracy artystki z CSW Zamek Ujazdowski, stanowiła komentarz do zmieniającej się sytuacji kobiet w neoliberalizującej i klerykalizującej się Polsce. Savashevich uzupełnia tę perspektywę o kwestie związane z pracą. Ciało jest polem upolitycznienia autonomii, ale przede wszystkim – jest polem pracy i jej warunków.

1
Krytyka 24.03.2017

Prekarne figury solidarności. Estetyka selfie, słaby opór i krytyka

Ewa Majewska

Wystawa w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu formułuje więc czytelny komunikat: to właśnie praca – jej ucieleśnione doświadczenie, brzemię i materialne warunki jej wykonywania – stanowi najbardziej wszechogarniający aspekt naszego życia. Wybór miejsca ekspozycji dodatkowo podkreśla, iż prace Savashevich nie starają się opowiadać o jakimś uniwersalnym „kobiecym doświadczeniu” (które okazuje się być doświadczeniem białych i bogatych), ale doświadczeniu tych, których głos jest rzadko słyszany. Doświadczenie to jest bardzo konkretnie usytuowane – w pracy fizycznej, która wymaga szczególnej siły i która w większości jest scedowana na kobiety z klas ludowych.

Czy zatem da się zrozumieć pracę bez jej wykonywania? Savashevich odpowiada pozytywnie – da się, a to dzięki sztuce. Wykorzystując rozmaite techniki tworzenia reprezentacji pracy oraz jej dokumentacji artystka wbija klin w oficjalne tryby historii. Zaproponowana przez Savashevich ucieleśniona historia pracy pozwala na wydobycie warunków codziennych wysiłków pracujących kobiet; proponuje też intymne odczytanie historii pracy, wskazując na historycznie zmienne warunki ucisku. Jak pokazuje dyskusja nad ustawą o zabezpieczeniu socjalnym dla artystów, łatwo zbagatelizować współczesną pracę artystyczną – szczególnie kiedy porównamy ją do pracy naszych babek. Savashevich wskazuje jednak, iż punktów wspólnych jest więcej, niż mogłoby się wydawać.

Idź do oryginalnego materiału