Przez wiele lat przemilczałam i znosiłam zachowanie mojej mamy. Jednak jedno wydarzenie odmieniło całe moje życie

polregion.pl 22 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci się zwierzyć. Kiedy miałam siedemnaście lat, mój tata zmarł do dziś pamiętam ten dzień. Mama została sama z nami, pracując w Warszawie na dwa etaty. Wiesz, nie zarabiała dużo, ledwo wystarczało na opłaty i podstawowe rzeczy. Oszczędzałyśmy na wszystkim, choćby zwykłe jabłko czy czekolada pojawiały się tylko na Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Nie miałam sumienia prosić jej o cokolwiek. Starałam się jakoś dorabiać korepetycje, praca w osiedlowym sklepie, by mieć własne pieniądze. Mam młodszą siostrę, Zosia, zawsze chciałyśmy, by czuła się dobrze, choć kilka miałyśmy.
Niestety, śmierć taty to nie był koniec naszych problemów. Mama trafiła do szpitala po udarze. Od tamtej pory prawie nie wychodzi już z łóżka, dostała rentę, ale to ledwie 1800 złotych miesięcznie to za mało, żeby żyć normalnie. Próbowałam mieć nadzieję, iż będzie lepiej, ale nie było łatwo.
Musiałam porzucić studia na UW, by zostać jedyną osobą utrzymującą rodzinę. Niezwykle trudno było ogarnąć opiekę nad mamą i Zosią. Wiele osób proponowało pomoc, ale odmawiałam, bo czułam, iż to nasza sprawa. Mama przed chorobą była serdeczna, taka prawdziwa warszawska kobieta szczera i otwarta. Ale po udarze bardzo się zmieniła.
Najpierw narzekała na swoje życie, potem przerzuciła się na krytykę wobec mnie i Zosi. Mówiła, iż źle gotujemy, iż bałagan w domu, iż wydajemy za dużo na siebie. Robiłyśmy, co tylko mogłyśmy, ale ciągle miała pretensje.
Starałam się puszczać jej słowa mimo uszu przecież była schorowana, rozumiałam ją. Ale bolało mnie to, iż nie doceniała naszych wysiłków. Wszyscy radzili mi, by zatrudnić pielęgniarkę i zmienić pracę, coś lepiej płatnego. Miałam opcję pracy biurowej, ale wtedy nie miałabym jak opiekować się mamą. Jak to? Obca osoba miałaby się nią zająć, skoro ma dwie córki?
Matka coraz bardziej się złościła choćby za zakupy spożywcze się czepiała, chociaż naprawdę oszczędzałyśmy każdy grosz.
Długo znosiłam to wszystko w ciszy i z cierpliwością, ale jedno wydarzenie zmieniło wszystko. Zachorowałam. Czułam się fatalnie ogromny ból głowy, gorączka, kaszel.
Nie zmrużyłam oka przez całą noc, rano zdecydowałam się iść do lekarza. Zosia zauważyła, iż jestem w kiepskim stanie. Przytuliła mnie, szykując się do szkoły, i błagała, żebym nie zwlekała z wizytą u lekarza. A mama, jak zwykle, powiedziała, iż młodzi gwałtownie się regenerują, nie trzeba żadnego leczenia. Powiedziała, iż ona cierpi bardziej i potrzebuje więcej pieniędzy. Według niej wydaję za dużo na wizyty i leki, a pewnie mam tylko zwykłą grypę. Oskarżyła mnie, iż nie dbam o nią i iż chcę jej śmierci.
Słuchałam tego i płakałam cicho byłam wykończona. Rzuciłam swoje plany, skończyłam studia i pracowałam ciężko, tylko po to, by ona miała opiekę mogłam wybrać inną drogę, ale wybrałam rodzinę. Wtedy pierwszy raz się zdenerwowałam i powiedziałam wszystko mamie wprost. Nie wytrzymałam.
W gabinecie lekarz stwierdził, iż mam zapalenie płuc. Zalecił pobyt w szpitalu, ale to nie wchodziło w grę nie mogłam zostawić Zosi z mamą. Kupiłam leki, pojechałam do mojej przyjaciółki.
Monika znasz ją, prawdziwa warszawska dusza wpuściła mnie do mieszkania. Ochrzaniła mnie, iż chodzę po mieście, zamiast leżeć pod kocem. Długo gadałyśmy. Opowiedziałam jej o sytuacji z mamą, poprosiłam, by pomogła znaleźć pielęgniarkę, i zapytałam, czy mogę u niej chwilowo zamieszkać. Nie mogłam już dłużej mieszkać z mamą.
Monika zaprosiła mnie do siebie, powiedziała, iż mam wrócić po rzeczy i zamieszkać z nią, póki nie ogarnę spraw. W domu czekała już mama gdy tylko weszłam, zaczęła krzyczeć jak szalona. Nie zapytała, jak się czuję, tylko znowu liczyła pieniądze. Nakarmiłam ją, poszłam odpocząć do pokoju. Stwierdziłam, iż już dłużej tam nie zostanę.
Monika gwałtownie znalazła pielęgniarkę, Wiktorię, i pozwoliła mi zostać u siebie. Znalazłam nową pracę, lepiej płatną. Od tego czasu nie odwiedzam mamy. Może wyjdę na bezduszną córkę, ale zrobiłam wszystko, co mogłam. Nigdy nie usłyszałam dziękuję. Czy warto się poświęcać? Jeszcze wszystko przede mną.
Co miesiąc przeznaczam pieniądze na potrzeby mamy i opłacam pielęgniarkę. Płacę choćby więcej, niż trzeba. Wiktoria mówi, iż mama z każdym dniem coraz mniej mnie pamięta; nie składa nam życzeń na urodziny, choć my jej zawsze piszemy. Ale nie to jest najważniejsze. Udało mi się zmienić pracę, niedługo razem z Zosią wynajmiemy mieszkanie. Zosia wspiera mnie i powtarza: Trzeba dbać o rodziców, ale nie kiedy oni niszczą cię od środka.Patrząc przez okno na wczesny poranek, poczułam w sobie cichy spokój taki, jakiego nie znałam od lat. Wiem, iż nie da się naprawić przeszłości, ani zmienić mamy. Ale wybrałam siebie i Zosię. Mamy szansę, by zbudować coś swojego dom wolny od strachu i wyrzutów. Każda trudna decyzja bolała, ale dopiero gdy zaczęłam oddychać własnym życiem, zrozumiałam, iż czasem trzeba się odciąć, by móc naprawdę żyć.
W końcu mogę usiąść przy stole bez lęku, śmiać się z Zosią z głupich seriali, planować zakupy, cieszyć się drobnostkami. przez cały czas wysyłam mamie kartki na urodziny. Nigdy nie przestanę to moja droga, choć nie będzie już odpowiedzi. Może kiedyś znajdę odwagę wybaczyć jej i sobie za te wszystkie niewypowiedziane słowa.
Dziś, kiedy dziewiętnastoletnia Zosia idzie do szkoły z jabłkiem w torbie i czekoladą na kolację, wiem, iż udało nam się wygrać więcej, niż mogłam się spodziewać. Mamy siebie i nadzieję, która, choć cicha, świeci najjaśniej wtedy, kiedy wszystko wydaje się ciemne.

Idź do oryginalnego materiału