Przez wiele lat przemilczałam i znosiłam postępowanie mojej mamy. Jednak pewne wydarzenie odmieniło całe moje życie

newsempire24.com 23 godzin temu

Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co ostatnio bardzo mnie przytłoczyło. Gdy miałam siedemnaście lat, tata wyprowadził się z domu. Mama została sama, pracowała w Warszawie na dwa etaty, ledwie zarabiając na życie. Każdy grosz się liczył, oszczędzałyśmy na wszystkim. W domu tylko na Boże Narodzenie pojawiały się mandarynki i pierniczki. Nie byłam w stanie poprosić mamę o nic dodatkowego, starałam się sama zarobić na swoje potrzeby. Mam młodszą siostrę, Hanię. Razem z mamą starałyśmy się robić wszystko, żeby Hania nie czuła się odtrącona.
Ale śmierć taty to był dopiero początek naszych problemów. Niedługo potem mama trafiła do szpitala z udarem. Od tamtego czasu nie była w stanie chodzić. Dostała rentę inwalidzką parę tysięcy złotych, ale to nie wystarczało. Ciężko było uwierzyć, iż kiedyś będzie lepiej Ale próbowałam to w sobie znaleźć.
Musiałam rzucić studia. Od tej pory tylko ja utrzymywałam naszą rodzinę. Opieka nad mamą i Hanią była naprawdę trudna. Wielu znajomych oferowało pomoc ale ja nie chciałam korzystać. Przed chorobą mama była bardzo ciepłą i otwartą osobą, bardzo serdeczną. Po udarze stała się zupełnie inna.
Najpierw narzekała na swoje życie, później zaczęła obwiniać mnie i Hanię. Uważała, iż źle gotujemy, za mało sprzątamy, albo za dużo wydajemy na siebie pieniędzy. Próbowałam nie brać tego do siebie, bo wiedziałam, iż mama jest chora Ale było mi smutno. Robiłam dla niej co mogłam, a ona nigdy nie była wdzięczna. Znajomi namawiali mnie, żeby zatrudnić pielęgniarkę i zmienić pracę. Wiedziałam, iż mogłabym zarabiać więcej, ale wtedy nie miałabym jak dbać o mamę. Jak obca osoba miałaby się nią zajmować, skoro ma dwie córki?
W końcu jej pretensje były coraz częstsze. Potrafiła mieć do mnie żal o każdą wydaną złotówkę, choć naprawdę ciągle oszczędzałyśmy.
Byłam już bardzo wycieńczona, ale jedno wydarzenie zmieniło wszystko. Zachorowałam miałam wysoką gorączkę, kaszel, okropny ból głowy.
Nie spałam całą noc, rano zdecydowałam, iż muszę iść do lekarza. Hania zobaczyła, w jakim jestem stanie. Przygotowała się do szkoły, przytuliła mnie i poprosiła, żebym nie czekała z wizytą u lekarza. Mama jak zwykle powiedziała, iż nie potrzebuję leczenia. Młoda osoba poradzi sobie sama ja mam gorzej, teraz nie ma na co wydawać pieniędzy. Słyszałam, iż wydam wszystkie oszczędności na badania, a pewnie to tylko grypa. Powiedziała mi wprost, iż nie dbam o nią i iż chcę, żeby umarła.
To wszystko sprawiło, iż rozpłakałam się cicho. Nie miałam już siły. Przecież dla mamy rzuciłam studia, ciężko pracowałam, choć mogłam wybrać inną drogę. W końcu wybuchłam powiedziałam mamie, co czuję.
Okazało się, iż to zapalenie płuc. Lekarz sugerował pobyt w szpitalu, ale to nie wchodziło w grę nie mogłam zostawić Hani z mamą. Kupiłam leki, pojechałam do mojej przyjaciółki Moniki.
Monika od razu wpuściła mnie do siebie, ochrzaniła, iż szlajam się po mieście zamiast leżeć pod kocem. Długo rozmawiałyśmy. Opowiedziałam jej o mamie, poprosiłam o pomoc w znalezieniu pielęgniarki. Potrzebowałam też nowego lokum nie wytrzymywałam już w domu.
Monika zaproponowała, żebym została u niej, a potem wróciła po najpotrzebniejsze rzeczy. W domu czekała zdenerwowana mama. Znów nie zapytała, jak się czuję, tylko robiła awanturę o pieniądze. Nakarmiłam ją i poszłam odpocząć. Wiedziałam, iż to koniec.
Monika gwałtownie pomogła, znalazła pielęgniarkę panią Wiktorię i pozwoliła mi zamieszkać u siebie. Zmieniłam pracę i przestałam odwiedzać mamę. Może wyglądam na bezduszna, może to okrutne, ale zrobiłam dla niej naprawdę wszystko. Nigdy choćby nie usłyszałam podziękowania. Czy poświęcenie miało sens? Myślę, iż wszystko jeszcze przede mną.
Co miesiąc przeznaczam pieniądze na mamę i opłacenie pielęgniarki. Daję choćby więcej niż trzeba. Wiktoria mówi, iż mama coraz mniej nas pamięta. Nie składa nam życzeń na urodziny, choć ja i Hania pamiętamy o niej. Ale to już nie najważniejsze. Udało mi się zmienić pracę i niedługo wyprowadzę się od Moniki. Razem z Hanią planujemy wynająć mieszkanie. Hania mnie wspiera i zawsze powtarza: Rodziców trzeba wspierać, ale tylko wtedy, kiedy oni nie niszczą cię od środkaGdy patrzę na Hanię, widzę w jej oczach spokojną nadzieję. Znaleźliśmy w sobie siłę, której wcześniej nie dostrzegałam nie dlatego, iż wszystko się ułożyło, tylko dlatego, iż razem przetrwałyśmy to, co najtrudniejsze. Teraz planujemy przyszłość: Hania chce studiować psychologię, ja będę wspierać ją tak, jak tylko potrafię. Może uda się wyjechać na krótkie wakacje choćby nad jezioro, żeby po raz pierwszy poczuć, iż można oddychać pełną piersią bez poczucia winy.
Czasem w nocy myślę o mamie o tej, którą znałam przed chorobą. Chyba wybaczyłam jej więcej, niż kiedykolwiek wierzyłam, iż potrafię. Przestałam czekać na podziękowanie; zamiast tego nauczyłam się dziękować sobie za każdy krok naprzód.
Życie nie stało się bajką, ale pewnego wieczoru siedząc z Hanią, jedząc mandarynki i pijąc herbatę w nowym mieszkaniu zrozumiałam, iż to my decydujemy, czym dla nas jest szczęście. I może właśnie zaczęłyśmy tworzyć własną wersję rodzinnych świąt, ze śmiechem, ciepłem i spokojem. Dziś wiem, iż choćby największe ciemności można rozjaśnić czasem wystarczy czyjaś obecność. Uczę się ufać przyszłości. I wiem, iż choć jeszcze wiele przed nami, już nie boję się żyć.

Idź do oryginalnego materiału