Kiedy miałam siedemnaście lat, mój tata odszedł. Moja mama, pani Jadwiga, pracowała dzień i noc dwa etaty w bydgoskiej kawiarni i lokalnej piekarni. Mimo ogromnych wysiłków, jej wypłata ledwo starczała na podstawowe rzeczy. Oszczędzałyśmy na wszystkim: ubrania kupowałyśmy używane, a na owoce czy czekoladę pozwalałyśmy sobie tylko podczas Bożego Narodzenia. Nigdy nie miałam odwagi poprosić mamę o dodatkowe pieniądze, sama więc próbowałam zarobić, udzielając korepetycji dzieciom sąsiadów.
Moja młodsza siostra, Małgorzata, była oczkiem w głowie mamy i moim. Robiłyśmy wszystko, by nigdy nie czuła się gorsza od innych. Śmierć taty, pana Stanisława, nie zakończyła jednak naszej serii nieszczęść. Kilka miesięcy później mama dostała udaru i trafiła do szpitala wojewódzkiego. Od tego momentu nie była w stanie wstać z łóżka. Otrzymała rentę, ale 1700 zł miesięcznie nie wystarczało choćby na leki i opłaty.
Nie było łatwo, ale starałam się wierzyć, iż z czasem będzie lepiej. Musiałam przerwać studia na Uniwersytecie w Toruniu od tej pory byłam jedyną osobą zarabiającą w rodzinie. Codzienność opieka nad chorą mamą, troska o Małgorzatę przytłaczała mnie, choć znajomi z osiedla oferowali pomoc. Odrzucałam ją, bo mama zawsze była dumna i nie chciała, by obcy ludzie wspierali nas.
Po udarze pani Jadwiga zmieniła się. Wcześniej była ciepła, empatyczna, zawsze żartowała. Teraz jej narzekania dotyczyły wszystkiego wytykała Małgorzacie i mnie, iż niedokładnie sprzątamy, źle gotujemy, wydajemy za dużo pieniędzy, choć przecież liczyłyśmy każdy grosz.
Starałam się zrozumieć, iż choroba zmieniła mamę, ale jej słowa raniły mnie coraz bardziej. Znajomi namawiali mnie, żebym zatrudniła opiekunkę i podjęła pracę w Warszawie, gdzie mogłam zarobić więcej. Ale jak miałabym tak po prostu oddać mamę obcej osobie? Pani Jadwiga miała dwie córki, a to nie pielęgniarki powinny się nią zajmować.
Narzekania z dnia na dzień stawały się coraz bolesniejsze. Mama nieustannie liczyła nasze wydatki, oskarżała o marnotrawstwo pieniędzy. Przez długi czas znosiłam to milczałam, tłumiłam łzy i dbałam o nią z całych sił.
Aż pewnego wieczoru zachorowałam. Ból głowy był tak silny, iż nie spałam całą noc. Gorączka, kaszel wiedziałam, iż powinnam iść do lekarza. Małgorzata dostrzegła mój stan, przytuliła mnie na pożegnanie przed szkołą i prosiła, żebym nie zwlekała z wizytą u lekarza. Mama, jak zawsze, uznała, iż nie potrzebuję leczenia. Powiedziała: Jesteś młoda, samo przejdzie. Po co wydawać pieniądze? Wyrzuciła mi, iż chcę, by umarła, iż nie zależy mi na niej.
Płakałam cicho, słuchając tych słów. Nie miałam już siły. Rzuciłam studia, przyjęłam każdą pracę, by żywić rodzinę, a i tak nie słyszałam od mamy ani słowa wdzięczności. Zmęczenie, żal, rozczarowanie sprawiły, iż wybuchłam. Powiedziałam jej w końcu wszystko, co leżało mi na sercu.
W przychodni okazało się, iż mam zapalenie płuc. Lekarz nalegał na leczenie szpitalne, ale nie wyobrażałam sobie zostawić Małgorzaty z mamą samą. Kupiłam leki za oszczędności i pojechałam do mojej przyjaciółki, Moniki.
Monika przyjęła mnie do swojego mieszkania w Gdańsku. Zmartwiła się i nakrzyczała, iż nie powinnam chodzić po mieście, ale odpoczywać. Wieczorem, przy herbacie, zwierzyłam się ze wszystkiego poprosiłam ją o pomoc w znalezieniu pielęgniarki i mieszkania. Nie mogłam już wracać do domu.
Monika gwałtownie załatwiła opiekunkę, panią Wiktorię, i zaproponowała, żebym została u niej tak długo, jak będę potrzebować. Kiedy wróciłam do domu po rzeczy, mama znów krzyczała. Nie spytała, jak się czuję, tylko liczyła pieniądze. Nakarmiłam ją i zamknęłam się w pokoju wiedziałam, iż nie wrócę już na stałe.
Od tamtej pory zmieniłam pracę mam lepsze stanowisko i wyższe wynagrodzenie. Co miesiąc wpłacam pieniądze na rachunki mamy i pielęgniarki, czasem więcej, niż trzeba. Pani Wiktoria opowiada, iż mama coraz mniej nas pamięta, nie składa już życzeń z okazji urodzin, chociaż my zawsze dzwonimy. To nie jest najważniejsze. Ważne, iż udało mi się zmienić swoje życie. Niedługo razem z Małgorzatą wynajmiemy mieszkanie. Moja siostra powtarza mi: Rodzice są ważni, ale nie wtedy, gdy ranią własne dzieci. Wiem, iż mam przed sobą przyszłość, której sama jestem panią.















