Przepis na szczęście… Cała klatka schodowa obserwowała, jak do mieszkania na drugim piętrze wprowa…

polregion.pl 20 godzin temu

Przepis na szczęście…

Cała klatka schodowa obserwowała, jak do mieszkania na drugim piętrze wprowadzają się nowi lokatorzy. Była to rodzina kierownika wydziału dużej fabryki, ważnego zakładu w niewielkim polskim miasteczku.

I czemu oni się do starej kamienicy wprowadzili? dopytywała emerytka Nina Andrzejczak swoje koleżanki Przy swoich kontaktach to przecież w blokach mogliby mieszkanie dostać!

Nie oceniaj według siebie, mamo. Po co im blok, skoro tutaj prawdziwa kamienica z duszą sufity wysokie, pomieszczenia przestronne i osobne, przedpokój wielki, a balkon to niemal jak osobny pokój… odpowiedziała jej trzydziestoletnia, jeszcze niezamężna córka Apolonia, z intensywnym makijażem. I jeszcze od razu telefon założyli, a mało kto u nas w domu ma telefon ledwie trzy na dziewięć mieszkań…

Tylko żebyś znowu nie gadała przez ten telefon godzinami, pouczyła Apolonię matka już wszyscy w bloku mają cię dość. Tylko nie waż się chodzić do tych nowych! To poważni ludzie, zajęci…

No już bez przesady, mają córkę, dziewięć lat, Martynka ma na imię odparła Apolonia, patrząc na matkę z lekką urazą Młode małżeństwo, są może najwyżej o pięć lat starsi ode mnie.

Nowi sąsiedzi okazali się mili i uprzejmi. Lidia pracowała w szkolnej bibliotece, a Jan miał już dziesięcioletni staż w fabryce.

Wszystko to Apolonia opowiadała przed blokiem wieczorami, gdzie matka lubiła przesiadywać z sąsiadkami.

Skąd ty to wszystko już wiesz? dopytywały kobiety No, dziewczyna prokurator!

Po prostu wpadam czasem do nich zadzwonić. Oni, w przeciwieństwie do niektórych, pozwalają, rzucała dobitnie, nawiązując do sytuacji, gdy sąsiedzi nie otwierali jej drzwi, wiedząc, iż rozmowa zajmie pół godziny.

Tak też Apolonia zyskała dostęp do nowego telefonu i dość często korzystała z tej uprzejmości, dzwoniąc raz do przyjaciółek, raz do współpracowników. Wpadała w nowych ciuchach, to znów w domowym szlafroku, wyraźnie szukając kontaktu z młodym małżeństwem.

Zauważyła kiedyś, iż Jan demonstracyjnie zamyka drzwi do pokoju, gdzie oglądał telewizję, kiedy ona przychodziła zadzwonić. Sytuacja niedługo zaczęła się powtarzać. Apolonia uśmiechała się do Lidki, dziękowała, zerkając do kuchni po zakończonej rozmowie, ale Lidia jedynie kiwnęła głową i prosiła, by zamknęła za sobą drzwi.

Zamknąć nie mogę, mam ręce w mące, pokazywała Lidia a tu zamek mamy automatyczny, niemiecki.

O, a co dziś pieczesz? Znowu drożdżówki? Nie przestajesz piec… A ja nie umiem, westchnęła Apolonia.

Tak, na śniadanie będę piekła serniczki z twarogiem. Rano nie mam kiedy, więc nastawiam teraz, odpowiadała Lidia z lekkim uśmiechem i wracała do wyrabiania ciasta.

Apolonia krzywiła się i odchodziła niezadowolona, czując, iż nie chcą już z nią rozmawiać.

Lidia, ja rozumiem, iż niezręcznie ci odmówić, napomknął któregoś razu Jan ale nasz telefon jest ciągle zajęty przez tę dziewczynę. Moi znajomi nie mogą się dodzwonić. Tak nie może być.

Też zauważyłam, iż weszła tu jak do siebie… przyznała żona.

Tego wieczoru Apolonia, wystrojona, znów usiadła w korytarzu na pufie i długo rozmawiała przez telefon.

Apolonia, długo jeszcze? Czekamy na istotny telefon, powiedziała po dziesięciu minutach Lidia.

Apolonia skinęła głową i rozłączyła się, po czym wyjęła z kieszeni czekoladę:

Przyszłam dziś ze słodkim! Może napijemy się herbaty na zdrowie naszej znajomości?

Położyła tabliczkę na stole w kuchni.

Nie, proszę, zabierz ją. Martynka zobaczy i będzie jej przykro, bo nie wolno jej słodyczy alergia. U nas czekolada to temat tabu. Przykro mi, z herbatą nic z tego nie będzie.

Co? Jakie tabu? zaczerwieniła się Apolonia No trudno, chciałam tylko podziękować…

Podziękowań nie trzeba, a i dzwonić proszę nie przychodź za często. Wyjątek tylko na lekarzy, pogotowie, albo straż to rzecz święta, choćby w środku nocy. Mój mąż czeka teraz na istotny telefon z pracy, Martynka odrabia lekcje i nie chcemy robić zamieszania, wyjaśniła Lidia.

Apolonia zabrała czekoladę i wyszła, nic nie mówiąc. Nie mogła zrozumieć, czemu ją tak traktują. Uznała wszystkim za winę zazdrość sąsiadki o męża.

Widzisz mamo, ona wie, iż jestem młodsza i ładniejsza, to się zaczęła pojawiać zazdrość. Wiedziałam, iż nie będzie ze mną normalnej rozmowy choćby herbaty ze mną nie wypiła! Mimo iż przyniosłam czekoladę…

Głupiaś ty i uparta, skarciła ją Nina Andrzejczak może źle cię wychowałam. Nie pchaj się do cudzej rodziny. Twoje telefony nikomu niepotrzebne. To nie jest miejsce, gdzie się idzie jak do siebie. Dostałaś sygnał, iż jesteś tam niemile widziana. Teraz się obrażasz i jeszcze wymyślasz zazdrość. Znajdź sobie męża, załóż telefon i niech sąsiedzi do ciebie chodzą dzwonić.

Ostatnią próbę zbliżenia Apolonia podjęła, przychodząc ze specjalnym notesem chciała zapisać przepis na ciasto do serniczków.

Przyszłam prosić o przepis na serniczki, może czas, żebym i ja coś upiekła… Zapiszę sobie, od razu spróbuję.

A może zapytaj mamę, nasze mamy wiedzą tyle rzeczy! zdziwiła się Lidia Ja zagniatam wszystko na oko, nie znam dokładnych proporcji. Ręce już same wiedzą, co robić, uśmiechnęła się a dziś naprawdę się spieszę. Idź do mamy!

Apolonia zarumieniła się i wróciła do domu. Oczywiście wiedziała, iż w kuchennej szafce jest stara, nieco powycierana zeszyt-matka, gdzie wszystko spisane drobnym, ozdobnym pismem przepisy na sałatki, kotlety, zupy, a choćby karpia w galarecie. Wypieki to był kiedyś żywioł mamy.

Ale sama nie miała ochoty piec, a mama od dawna już nie wypiekała, odkąd walczyła z nadwagą i nawracającym nadciśnieniem.

Mimo to Apolonia wyjęła zeszyt i przeglądając kartki, znalazła dokładnie ten przepis, którego szukała, co niezmiernie zdziwiło mamę.

Ty chcesz coś upiec?! aż przysiadła Nina Andrzejczak.

Co cię to tak dziwi? Apolonia zamknęła zeszyt, zaginając stronę.

Z powodu Sławka to coś? Już myślałam, iż się rozstaliście, jak z wszystkimi poprzednimi…

Nie rozstaliśmy się! zirytowała się Apolonia jak będę chciała, to znów zacznie zabiegać.

To zacznij chcieć. Już dawno ci do ślubu pora. Co tam jeszcze wyszukiwałaś w zeszycie? Może coś ci podpowiem?

Nie trzeba. Przygotowuję się mentalnie, odburknęła córka.

Jednak już po kilku dniach, gdy mama wróciła ze spaceru, dom wypełnił się zapachem ciepłych wypieków.

Co jest, świat stoi na głowie dom pachnie ciastem! aż westchnęła kobieta. Ty się chyba zakochałaś, bo nie przypominam sobie, żebym jeszcze widziała cię z wałkiem.

Nie krzycz tak na cały blok, uśmiechnęła się z kuchni Apolonia chodź lepiej, spróbuj. To nie ciasto, tylko serniczki. Z twarogiem. Klasyczne.

Czajnik już bulgotał na kuchence, a na stole czekały kubki, zaparzacz i talerz z rumianymi jak słońce serniczkami.

Dobrze, iż jeszcze coś z ciebie wyrosło powiedziała mama Myślałam, iż wszystko już wywietrzało, a tu proszę, bardzo smaczne… dobra robota.

Nie chwal mnie bez sensu, naprawdę się udały? dopytywała Apolonia.

A masz swój język? Spróbuj, przecież to pycha! odparła. Apolonia nagle przypomniała sobie ojca właśnie tak mówił: pycha największa pochwała.

No to niedługo zaproszę Sławka na herbatę. Na takie właśnie serniczki. Myślisz, iż mu posmakują?

Nie ma się nad czym zastanawiać. Twojego ojca na takie serniczki złapałam uwielbiał je i mnie! roześmiała się mama Piecz, zapraszaj, a ja wtedy pójdę do sąsiadki na film. Wreszcie zaczęłaś myśleć sensownie. Same kosmetyki i stroje nie zachwycą mężczyzny.

Od tego czasu Sławek regularnie odwiedzał Apolonię. Kłócili się coraz rzadziej, a mama przywykła, iż córka więcej czasu spędza w kuchni, a Sławek jej pomaga i razem się śmieją.

Gdy Apolonia ogłosiła, iż razem ze Sławkiem złożyli wniosek o ślub, Nina Andrzejczak aż się wzruszyła. Nareszcie…

Apolonia się zmieniła schudła, przygotowywała się do wesela. Sławek pytał:

Już nie pieczesz serniczków? A na wesele upieczesz ciasta?

Na domowe wesele przygotowania trwały dwa dni. Pomagały mama i ciotka, siostra Niny Andrzejczak. Gości miało być około dwudziestu, głównie rodzina.

Młodzi zamieszkali w dużym pokoju trzypokojowego mieszkania. Po roku już wszyscy mieszkańcy bloku mieli własne telefony. Apolonia była zadowolona dzwoniła do wszystkich, ale teraz już bardzo krótko.

Rita, muszę kończyć. Ciasto mi wyrasta, a Sławek zaraz wraca z pracy. Pa!

Pędziła do kuchni, gdzie ciasto rosło jak puszysta poduszka. Była już w ciąży i szykowała się do urlopu macierzyńskiego. Ale wyciszyć się nie umiała: codziennie gotowała i piekła, chcąc dogodzić mężowi. Zresztą sama uwielbiała serniczki z twarogiem, domowym. Pycha! Sławek ją uwielbiał, za te wypieki i za czułość…

I tak właśnie Apolonia odnalazła swój przepis na szczęście w zwyczajnym ciepłym domu, z miłością, własnym miejscem i bliskimi sercu ludźmi, których warto doceniać. Bo prawdziwe szczęście nie szuka rozgłosu ono piecze się w domowym piekarniku, wśród tych, którzy są naprawdę ważni.

Idź do oryginalnego materiału