Przeczytałam wiele historii Polek, które dopuściły się zdrady, i choć staram się nie oceniać, jest c…

twojacena.pl 20 godzin temu

Dzisiaj po raz kolejny natknęłam się na historie kobiet, które zdradzały swoich mężów. Choć staram się nie oceniać, jest coś, czego naprawdę nie potrafię pojąć. Nie dlatego, iż uważam się za lepszą po prostu zdrada nigdy mnie nie kusiła.

Mam 34 lata, jestem mężatką i prowadzę zwyczajne życie w Warszawie. Pięć razy w tygodniu idę na siłownię, zwracam uwagę na to, co jem, lubię o siebie dbać. Moje włosy są długie i proste, istotny jest dla mnie wygląd, czuję, iż jestem atrakcyjną kobietą. Ludzie mi to mówią, a ja widzę ich spojrzenia.

Na siłowni często zdarza się, iż jakiś mężczyzna próbuje nawiązać ze mną rozmowę. Jedni pytają o ćwiczenia, inni podrzucają komplementy, są też tacy, którzy proponują coś wprost. To samo dzieje się, gdy wychodzę z koleżankami na kawę na Nowy Świat podchodzą nieznajomi, zagadują, dopytują, czy jestem sama. Nigdy nie udawałam, iż tego nie zauważam. Wręcz przeciwnie, jestem tego świadoma. Nigdy jednak nie przekroczyłam granicy. Nie dlatego, iż się boję, ale po prostu nie chcę.

Mój mąż, Tomasz, jest kardiologiem, pracuje w Szpitalu Klinicznym przy ulicy Banacha. Zdarzają się dni, kiedy wychodzi z domu jeszcze przed świtem i wraca dopiero, kiedy z Zosią zjadamy kolację, a czasem choćby później. Przez większość dnia jestem sama opiekuję się naszą córką, dbam o dom, robię swoje rzeczy. W praktyce mam dużo „przestrzeni”, by robić to, na co się zdecyduję, nikt mnie nie kontroluje. A mimo to nigdy choćby nie przyszło mi do głowy, żeby wykorzystać ten czas na zdradę.

Gdy jestem sama, wypełniam sobie czas ćwiczę, czytam, sprzątam, oglądam seriale na Netflixie, gotuję coś nowego z przepisów Magdy Gessler, chodzę na spacery po Łazienkach. Nie doszukuję się braków, nie szukam potwierdzenia siebie na zewnątrz. Nie twierdzę, iż moje małżeństwo jest idealne, bo nie jest. Zdarzają się kłótnie, różnice zdań, czasem wszyscy jesteśmy zmęczeni. Ale jest coś kluczowego: uczciwość.

Nie żyję w nieustannym podejrzeniu wobec męża. Ufam mu. Znam Tomasza, znam jego codzienne rytuały, sposób myślenia i charakter. Nie sprawdzam jego telefonu, nie snuję scenariuszy jak z filmów. Ten spokój bardzo dużo daje. Gdy nie szukasz ucieczki, nie musisz cały czas zostawiać sobie otwartych drzwi.

Dlatego, kiedy czytam o zdradach nie z potępieniem, raczej z niezrozumieniem myślę sobie, iż to nie zawsze kwestia pokusy, urody, wolnego czasu czy atencji innych. W moim życiu po prostu nie było to nigdy opcją. Nie dlatego, iż nie mogę. Nie chcę być taką osobą. I z tą myślą czuję się dobrze.

Ciekawa jestem, jak inni podchodzą do tego tematu.

Idź do oryginalnego materiału