Piotr, potrzebuję twojej pomocy z prezentem dla mamy.
Katarzyna odłożyła telefon i zerknęła na męża, który rozłożył się na kanapie z pilotem od telewizora w ręce. Piotr leniwie przerzucał kanały, nie odrywając wzroku od ekranu.
Jaki znowu prezent?
Kuchenka. Porządna, z prawdziwego zdarzenia. Mama ma urodziny za dwa tygodnie. Zapomniałeś?
Piotr wreszcie raczył spojrzeć na żonę. Na sekundę przeszedł mu grymas po twarzy, ale gwałtownie przywdział uprzejmy uśmiech.
A stara co, już nie daje rady? Jak na oko jeszcze wygląda nieźle.
Katarzyna przysiadła na podłokietniku, bezwiednie wygładzając zagniecenie na domowej sukience.
Sam widziałeś ostatnio. Piekarnik ledwo zipie, dwie palniki martwe. Mama ciągle narzeka, iż drożdżówki wychodzą jak radziecki beton. Dla niej to poważna sprawa, dobrze wiesz.
…Pani Irena uwielbiała babrać się w cieście. W jej kuchni zawsze pachniało wanilią i cynamonem, na parapecie studziły się świeże rogaliki, a sąsiadki wpadały na herbatkę, bo wiadomo, iż wyjdą z obfitym zapasem łakoci. Stara kuchenka, jeszcze z PRL-u, już ledwo dyszała, ostatkiem sił podgrzewając sernik.
Dobrze, Piotr przetarł twarz dłonią i się wyprostował. I co ode mnie?
Wybierz jakąś sensowną. Ty znasz się na tym lepiej. Skocz do sklepu, zobacz, zamów dostawę. Z robotą mam teraz urwanie głowy.
Katarzyna wygrzebała z torebki niebieską kartę i podała mężowi.
Tu jest moja premia, ponad sześć tysięcy złotych. Starczy na porządną kuchenkę?
Piotr obrócił kartę w palcach, kątem ust zadrżał.
Starczy śmiało. Bez stresu, wszystko ogarnę.
Katarzyna skinęła głową. Po pięciu latach małżeństwa ufała mu w kwestiach domowych. Piotr potrafił wyłuskać rabaty, dorzucić gratis do zakupów i zawsze załatwić coś ekstra. W tym był niezły.
Nie zwlekaj tylko, dobra? Żeby na urodziny już była.
Jasne, Piotr wsunął kartę do kieszeni dresów i z rozpędu sięgnął znów po pilot.
Minął tydzień. Katarzyna wracała z pracy w zapchanym autobusie, jak zwykle sprawdziła saldo w aplikacji bankowej.
Transakcja: 6 000 zł…
Uśmiechnęła się na widok liczby. Piotr jak zawsze słowny. Sześć tysięcy to już poważna kuchnia pewnie z grillem, timerem i drzwiczkami przesuwnymi, takimi jakie Irena ceniła. Teraz jej napoleonki będą wychodzić jak marzenie.
Katarzyna wyobraziła sobie minę mamy: oczka się uśmiechają, z ust wyrywa się westchnięcie, a potem, tradycyjnie, Irena powie Oj, dzieci, po co wy tak szalejecie!. I zaraz zacznie kręcić plan, jakie ciasto upiec pierwsze.
Porządna kuchenka to inwestycja na lata. Katarzyna pamiętała opowieści babci o nieszczęsnej Mastercook, która trzymała poziom trzy dekady. Teraz sprzęt to inny świat, ale na jakości się nie oszczędza…
Urodziny wypadły w sobotę. Katarzyna od rana biegała po mieszkaniu, sklejała bukiet, zawijała drobiazgi, które dokupiła do głównego prezentu. Piotr przechadzał się leniwie między pokojami, spoglądając na zegarek.
Koperta! Nie zapomnij, Katarzyna dopięła kozaki tuż przy drzwiach. Dokumenty od kuchenki tam schowałeś?
Wszystko w komplecie, Piotr poklepał się po kieszeni marynarki.
Do Ireny dotarli w samo południe. W całym mieszkaniu unosił się zapach świeżych bułek choćby ze starym piekarnikiem mama coś wyczarowała. W przedpokoju tłok, kubki dzwonią, ktoś zagłusza ciszę śmiechem z salonu.
Katarzyna mocno uściskała mamę.
Sto lat, mamo. To dla ciebie.
Wręczyła jej grubą, kremową kopertę, którą zabrała od Piotra po drodze. Nie zaglądała do środka po co? Mąż wszystko załatwił, jej rola to serwować prezent.
Irena rozpromieniła się.
Ojej, dzieci, nie trzeba było! Ostrożnie wysunęła zawartość koperty, w oczach zawisła iskierka podniecenia.
Katarzyna patrzyła z czułością. Sekunda, druga… i nagle twarz Ireny zesztywniała. Uśmiech zgasł, oczy się rozbiegły.
Ale… co to?
Katarzyna zmarszczyła brwi, podeszła bliżej. Patrzy przez ramię mamy.
Bon do drogerii. Trzy stówy.
Trzysta.
Piotr Katarzyna obróciła się do męża, który właśnie wycofywał się do korytarza. Co to ma być?
Oj tam, świetny bon! Tam mają dobrą chemię…
A kuchenka?!
Nie odpowiedział. Szybkim ruchem zniknął na balkonie i zamknął za sobą drzwi.
Katarzyna ruszyła za nim. Trzasnęła drzwiami, aż zaszumiało w szybie.
Piotr, wyjaśnij mi to natychmiast!
Piotr przywarł do balustrady.
Słuchaj, no… Ola z pracy była już totalnie wyczerpana, potrzebowała trochę wytchnienia… I nie umiałem…
Jakie wytchnienie? Jaka Ola?! Katarzyna zrobiła krok w jego stronę, oczy jej płonęły. Dałam ci kasę na kuchenkę dla mamy!
Wyskoczył last minute za 5700, Antalya, all inclusive No by się zmarnowało. Przecież rozumiesz!
Wyciągnęła telefon z jego kieszeni jeszcze zanim zareagował. W aplikacji messenger rezerwacja z biura: daty, kwoty, wypieki Olki pełne serduszek.
Bracie, jesteś KOZAK! Lecę w piątek!
Katarzyna patrzyła na męża. Ten wyglądał, jakby chciał się rozpuścić w kafelkach.
Wybrała numer do biura podróży.
Dzień dobry, Biuro Podróży Słoneczny Szlak, z tej strony Aneta, czym mogę służyć?
Dzień dobry. Rezerwacja na nazwisko Aleksandra Nowicka, Turcja, wylot w piątek. Chcę ją odwołać.
Przepraszam, ale…
Jestem właścicielką karty, z której pobrano pieniądze. Nie wyraziłam zgody.
Piotr próbował interferować, ale Katarzyna tylko wyciągnęła dłoń jak drogowy szlaban.
Proszę chwileczkę… Tak, już widzę rezerwację. Będzie trzeba przyjechać do nas do biura, sprawę załatwimy na miejscu. Zwrot otrzyma Pani do dziesięciu dni roboczych.
Dziękuję. Wpadnę jutro.
Katarzyna rozłączyła się i rzuciła telefon w stronę Piotra.
Kasiu, no co ty… Porozmawiajmy
Ale ona już wychodziła. Przeszła przez salon, gdzie rodzina niespiesznie rozklepywała sałatkę, unikając wzroku. Podeszła do mamy, która niepewnie ściskała nieszczęsny bon.
Mamo, ubieraj się. Pojedziemy po porządny prezent.
Irena choćby nie zaprotestowała. Narzuciła płaszcz, zabrała torebkę i doczepiła się do córki, przegapiając całe przyjęcie.
W elektromarkecie pachniało nowością, plastik szeptał: kup mnie. Sprzedawca Dawid, dwadzieścia pięć lat w metryce, badge na szyi cierpliwie wyłuszczał różnice między sprzętami.
Ta jest topowa, Dawid wskazał smukłą, białą kuchenkę. Idealna dla zapalonych cukierników. Równomierne grzanie, grill, timer, konwekcyjny piekarnik.
Irena przesunęła palcem po tafli.
Piękniutka, westchnęła.
Kupujemy, Katarzyna kiwnęła. Dostawa na jutro ogarniecie?
Jasne, między dziewiątą a dwunastą.
Formalności zamknęły się w kwadransie. W drodze do domu Irena milczała, dopiero przy klatce złapała córkę za rękę.
Kasiu, dziękuję ci, kochana. Ale martwię się o ciebie.
Nie martw się, mamo.
Piotr… przecież wy…
Katarzyna objęła mamę.
Poradzę sobie, obiecuję. Dzisiaj bawimy się.
Wróciła do domu późnym wieczorem. Piotr czekał na kanapie, odpalony telewizor snuł się w ciszy.
Musimy pogadać, zaczął, wstając.
Katarzyna przemknęła obok. Otworzyła szafę, zaczęła układać jego koszule w walizce.
Co robisz? Piotr podskoczył. Kasiu, przestań! Chciałem tylko pomóc siostrze, ona ledwo zipie, jedyna okazja do odpoczynku!
T-shirty, spodnie, skarpetki. Katarzyna metodycznie wyciągała ciuchy z półek.
Rozwalasz naszą rodzinę przez jakąś kuchenkę?! No i to będzie na ciebie!
Zamarła, odwróciła się.
Powierzyłam ci pieniądze, które zarobiłam. Prosiłam o prezent dla mojej mamy, a ty roztrwoniłeś wszystko na swoją siostrę!
No, roztrwoniłem, to dużo powiedziane…
choćby nie spytałeś! Po prostu zdecydowałeś za mnie! I jeszcze skłamałeś!
Piotr sięgnął, próbował ją objąć. Katarzyna zablokowała go swetrem.
Zostaw mnie!
Ola naprawdę nie dawała rady, zrozum!
Pakuj się i wychodź.
…Miesiąc później Katarzyna siedziała w kuchni u Ireny. Kuchnia błyszczała bielą, piekarnik działał aż miło, zapach waniliowego biszkopta roznosił się po bloku.
Wyobraź sobie, zapisałam się na kurs cukierniczy! Irena promieniała. Sąsiadka Elżbieta poleciła, ponoć prowadzi Francuz z prawdziwym dyplomem!
Katarzyna ugryzła kawałek tortu. Krem rozpływał się w ustach.
Pycha, mamo. Niebo w gębie.
Rozwód poszedł szybko, bez zbędnych cyrków. Piotr nie mógł pojąć, dlaczego żona nie wybaczyła niewinnej przysługi. Ola poleciała na własne oszczędności albo i nie, Katarzyna miała to gdzieś.
Patrzyła, jak mama krząta się przy nowej kuchence szczęśliwa, zajęta, u siebie. Za oknem szarzał zmierzch. Przed nią nowe życie bez ściemy, bez wykrętów i bez człowieka, który traktował cudze pieniądze i zaufanie jak zużywalne produkty.
Katarzyna uśmiechnęła się, sięgając po drugi kawałek tortu. Bo czemu nie?












