Potrafią zjeść choćby 10 tysięcy kalorii dziennie. O tym syndromie mówi się rzadko

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
"Najedz się jeszcze ten jeden raz". Taka myśl pojawia się w głowach wielu osób, które w niedalekiej przyszłości zamierzają rozpocząć odchudzanie. Eksperci taki zwyczaj nazywają syndromem "ostatniej wieczerzy". - Jedzenie stanowi silny regulator emocji. W momencie napięcia psychicznego, emocje jakby "pożyczają" energię z jedzenia - wyjaśnia psychoterapeutka Adrianna Sobol.
Magda ma za sobą wiele epizodów związanych z odchudzaniem. Zanim nauczyła się zdrowego odżywiania, często stawiała na stresujące i niezwykle restrykcyjne diety. Jak wspomina, zawsze przed ich rozpoczęciem urządzała sobie "uczty". - Robiłam ogromne zakupy spożywcze. W moim koszyku lądowały wówczas czekolady, czipsy i ciastka. Potrafiłam zjeść to wszystko w ciągu kilku godzin. Nie mam teraz choćby odwagi, by policzyć, ile kalorii przyjmowałam w ciągu jednego wieczora - opowiada.

REKLAMA







Zobacz wideo Jak wygląda diety Magdy Gessler?



Przed przejściem na dietę urządzały sobie "uczty"
w tej chwili Magda nie ma już takich pragnień. - Kilka lat temu pozwoliłam sobie na jedzenie wszystkiego. Dzięki temu, iż raz na jakiś czas zjem czekoladę lub ciastko, nie myślę już obsesyjnie o słodyczach. Moja waga stoi w miejscu i nie potrzebuje diet odchudzających - zaznacza.


Justyna ma za sobą podobne doświadczenia. W przeszłości, gdy była nastolatką, stosowała różne "diety cud". - To wyglądało jak walka i tworzyło za każdym razem pewien cykl. Zaczynało się bardzo restrykcyjnie, później moja siła woli topniała. Tu jakaś słodycz, tu fast food. I w końcu zarzucałam wszystkie postanowienia - wspomina. Za każdym razem przed rozpoczęciem diety Justyna zamawiała ogromną pizzę. Pozwalała też sobie na różne słodycze. - Gdy bliscy obserwowali te moje dziwne "uczty", zawsze podkreślałam, iż od jutra zaczynam odchudzanie.
Potrafiła zjeść 10 tysięcy kalorii. "Najgorsze były momenty na koniec dnia"
Swoimi refleksjami podzieliła się też Oliwia Sowa, pacjentka chorująca na otyłość, członkini Zarządu FLO Fundacji na Rzecz Leczenia Otyłości. Jak wspomina, najtrudniej było jej, gdy wyprowadziła się z domu rodzinnego.
- Mama przeżywała ze mną każdy sukces w leczeniu i każde potknięcie. I choć wiedziałam, iż nie będzie mnie oceniać, kiedy zobaczy mnie na przykład po miesiącu i moja masa ciała będzie wyższa, to sama nakładałam na siebie ogromną presję, by jak najszybciej ją zredukować. Wtedy właśnie atakował syndrom "ostatniej wieczerzy": kiedy już wiedziałam, w jakim terminie jadę do domu, w głowie odpalała się myśl: dziś jedz, na co masz ochotę, bo od jutra restrykcje! Najgorsze były momenty na koniec dnia, gdy uświadamiałam sobie, ile zjadłam, iż zwykle człowiek tyle nie je. To było choćby 10 000 kalorii dziennie - zdradza Oliwia.



Syndrom "ostatniej wieczerzy". Psychoterapeutka wyjaśnia, co jest powodem
Dlaczego nasz mózg reaguje w taki sposób? Okazuje się, iż syndrom "ostatniej wieczerzy" towarzyszy zarówno osobom, które pierwszy raz rozpoczynają proces redukcji masy ciała, jak i tym, które mają za sobą już wiele prób.
- Jedzenie stanowi silny regulator emocji. W momencie napięcia psychicznego, emocje jakby "pożyczają" energię z jedzenia. Nierzadko pacjenci doświadczają syndromu "ostatniej wieczerzy" po pierwszej wizycie u dietetyka, kiedy zmierzono wszystkie parametry, ułożono plan żywieniowy i wyznaczono termin "startu". I to jest właśnie ten krytyczny dla mózgu moment, bo on nie lubi zakazów: skoro mówmy "już nigdy tego nie zjem", reaguje paniką i większą chęcią na jedzenie. Do głosu dochodzi układ mezolimbiczny (jądro półleżące, prążkowie), które wykazuje nadreaktywność. Uwalnia się dopamina, która dodatkowo nasila jeszcze chęć jedzenia, osłabiając jednocześnie kontrolę impulsów - wyjaśnia Adrianna Sobol, psychoterapeutka i ambasadorka kampanii "Porozmawiajmy szczerze o otyłości".
Takie napady mogą mieć negatywne konsekwencje dla zdrowia
Syndromu "ostatniej wieczerzy" nie powinniśmy bagatelizować. Jak zauważa dr hab. n. med. Alina Kuryłowicz, endokrynolog i diabetolog, choćby jednorazowe przyjęcie dużo większej niż zwykle ilości pokarmu, rozregulowuje organizm i upośledza proces trawienia na każdym jego etapie. Dzieje się tak, ponieważ układ trawienny nie jest w stanie wytworzyć odpowiednio dużo enzymów.
- Podczas takiego epizodu gwałtownie rośnie, a potem spada poziom glukozy i insuliny we krwi. Te wahania nie tylko doraźnie nasilają apetyt, ale w dłuższej perspektywie rozregulowują wydzielanie insuliny i mogą powodować zaburzenia gospodarki węglowodanowej - tłumaczy lekarka.



I jak dodaje, jeżeli syndrom powtarza się i zaczynamy funkcjonować w cyklach: napady głodu, a potem restrykcje, to taki nawyk może utrwalić się i nabrać charakteru zaburzeń odżywania. - Pojawia się utrata kontroli nad jedzeniem, która sprzyja rozwojowi otyłości, spadkom nastroju, stanom lękowym, a także depresji. Dlatego szczególnie, jeżeli ten syndrom obserwujemy u siebie więcej niż raz, to sygnał alarmowy, by udać się po pomoc do lekarza. Może to być choćby lekarz pierwszego kontaktu - wyjaśnia.


Jak możemy poradzić sobie z syndromem "ostatniej wieczerzy"?
Jak nie wpaść w pułapkę syndromu "ostatniej wieczerzy"? Warto przede wszystkim zmienić optykę. jeżeli myślimy "przejściu na dietę", kojarzy nam się ona z czymś, co trzeba przetrwać. jeżeli jednak zmianę nawyków potraktujemy nie jako nagłe odcięcie się od danych produktów, ale jako proces, który krok po kroku wprowadzamy na stałe, to łatwiej będzie nam się zaadaptować.
Poza tym musimy pamiętać o tym, iż potknięcia nie przekreślają naszych starań. jeżeli zjedliśmy za dużo, nie jest to koniec świata. W takich sytuacjach warto zaakceptować to, co się stało i wrócić do zdrowych nawyków żywieniowych.
Warto też analizować swoje zachowania. Może da się w nich zauważyć jakiś schemat? Sprawdźmy więc, kiedy pojawia się syndrom "ostatniej wieczerzy" oraz jaki jest powód napięcia, które wówczas w nas narasta.



Czy zdarza ci się jeść ogromne ilości jedzenia przed rozpoczęciem diety odchudzającej? Zachęcamy do udziału w sondzie i komentowania artykułu.
Idź do oryginalnego materiału