Posprzątałem cały dom, założyłem elegancki strój, pięknie nakryłem do stołu, ale nikt nie przyszedł. Mimo to czekałem do końca na moją córkę i zięcia.

newsempire24.com 3 godzin temu

Gdy Hania miała sześć lat, zmarła moja żona, Grażyna. Od tego dnia całe moje życie zmieniło się nie do poznania. Na pogrzebie obiecałem Grażynie, iż będę opiekować się naszą córką najlepiej, jak potrafię i kochać Hanię także za nią, dopóki starczy mi sił. Hania wyrosła na mądrą i zaradną dziewczynę. Uczyła się pilnie, pomagała mi w gospodarstwie, gotowała wspaniale, zupełnie jak jej mama aż chciało się oblizywać palce.
Kiedy skończyła liceum, rozpoczęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Niestety, wtedy jej oceny pogorszyły się, ale nie miałem jej tego za złe wiedziałem, iż musi pracować dorywczo i przez cały czas starała się pomagać mi w prowadzeniu domu. niedługo na uczelni poznała Pawła. Po paru miesiącach przedstawiła go mnie wydawał się spokojny i porządny. Znowu czułem się szczęśliwy, kiedy oboje wspólnie oznajmili, iż chcą po ślubie zamieszkać ze mną w naszym rodzinnym domu pod Krakowem.
Ale zaraz po ślubie wszystko zaczęło się komplikować. Paweł gwałtownie pokazał swoją prawdziwą twarz bywał opryskliwy i podnosił na mnie głos choćby o drobnostki. Kiedy Hania wyszła z propozycją sprzedaży naszego domu i zakupu dużego mieszkania w Warszawie, zgodziłem się pod warunkiem, iż mieszkanie zostanie zapisane na mnie. Paweł wpadł wtedy w szał, oskarżając mnie, iż go nie szanuję i nie wierzę w jego uczciwość. Ale ja postawiłem sprawę jasno: potrzebuję pewności, iż na starość nie pozostanę na lodzie. Dopóki żyję, mieszkanie miało być moje, a potem bez przeszkód przeszłoby na nich.
Tego już było dla młodych za wiele. Po paru dniach spakowali się i przeprowadzili do stolicy, obrzucając mnie przykrymi słowami przy wyjściu. Od tamtej pory Hania rzadko dawała o sobie znać. Mimo tego miałem cichą nadzieję, iż kiedyś zrozumie mój punkt widzenia i przestanie się boczyć.
Nadszedł dzień moich 60. urodzin. Byłem przekonany, iż Hania sprawi mi niespodziankę i przyjedzie, więc wysprzątałem cały dom, ugotowałem jej ulubione kluski śląskie i sernik według przepisu Grażyny. Ubrałem się odświętnie, nakryłem do stołu i czekałem, patrząc przez okno na furtkę. Od rana do wieczora miałem wzrok utkwiony w alejkę prowadzącą do domu. Kiedy zapadł zmrok, przebrawszy się i nie ruszywszy choćby jedzenia, poszedłem spać. Zostawiłem dania na stole, rozmawiałem ze zdjęciem żony i łzy same cisnęły mi się do oczu. choćby nie pamiętam, jak zasnąłem tej nocy.
Nie umiem przestać się zastanawiać czy Hania naprawdę tak się na mnie gniewa, czy stało się jej coś złego? Czy mój upór kosztował mnie ukochaną córkę? Dziś, gdy patrzę na puste miejsce przy stole, widzę, jak ważne jest rozmawianie w rodzinie i zaufanie, choćby jeżeli czasem trzeba postawić granice. Chciałbym móc powiedzieć Hani, iż kocham ją, niezależnie od tego, gdzie jest i jak bardzo się na mnie gniewa.

Idź do oryginalnego materiału