Posprzątałem cały dom, elegancko się ubrałem, pięknie nakryłem do stołu, ale nikt się nie pojawił. Jednak na moją córkę i zięcia czekałem do samego końca.

twojacena.pl 3 godzin temu

Kiedy miałem sześć lat, zmarła moja żona. Od tamtej chwili moje życie zmieniło się nie do poznania. Na pogrzebie przysiągłem jej, iż zaopiekuję się naszą córką i będę ją kochał za nas oboje, dopóki starczy mi sił. Moja córka, Jagoda, wyrosła na wyjątkowo mądrą i empatyczną dziewczynę. Świetnie radziła sobie w szkole, pomagała mi w domu, a w kuchni czarowała tak jak jej mama aż serce rosło, gdy widziałem, jak odtwarza smak dzieciństwa.
Czas płynął, a Jagoda rozpoczęła studia we Wrocławiu. Wyniki w nauce nie były już tak imponujące, ale dla mnie ważniejsze było to, iż pracowała dorywczo i mimo tylu obowiązków zawsze znajdowała czas dla mnie i naszego domu. niedługo poznała Przemka, a po kilku miesiącach przedstawiła mi go jako swojego chłopaka. Wydawał się porządnym chłopakiem i serce mi się radowało, gdy nasi młodzi zdecydowali się po ślubie zamieszkać ze mną pod jednym dachem.
Ślub był piękny, ale zaraz po nim wszystko się skomplikowało. Przemek zmienił się: stał się kłótliwy, często podnosił głos, nie brakowało mu ostrych słów skierowanych w moją stronę.
Gdy Jagoda zaproponowała, byśmy sprzedali nasz niewielki domek pod Lublinem i kupili większe mieszkanie w Warszawie, postawiłem jeden warunek: mieszkanie musi być zapisane na mnie. Przemek od razu zaczął robić awanturę krzyczał, iż nie mam do niego zaufania, rzucał oskarżeniami. Odpowiedziałem spokojnie, iż chodzi mi wyłącznie o to, by mieć gwarancję bezpieczeństwa na starość. Kiedy mnie zabraknie, mieszkanie przejdzie na Jagodę i Przemka, a do tego czasu chcę spać spokojnie, wiedząc, iż nie zostanę bez dachu nad głową.
Moja córka i zięć, obrażeni, zaczęli mnie wyzywać. Spakowali się i w ciągu dwóch dni przenieśli się do Poznania, zostawiając mnie samego.
Od tej pory Jagoda zupełnie mnie ignorowała, jakby o mnie zapomniała. Jednak gdzieś w środku liczyłem, iż w końcu zrozumie moją decyzję i wyciągnie rękę do zgody. Tuż po tej kłótni zbliżały się moje 60. urodziny. Byłem pewny, iż córka mnie zaskoczy i odwiedzi. Uporządkowałem więc cały dom, ugotowałem ulubione pierogi i sernik, ubrałem się odświętnie, a potem usiadłem przy stole w oczekiwaniu na Jagodę. Patrzyłem przez okno, wypatrując, aż pojawi się podjazd i usłyszę jej znajomy krok. Czekałem do zmierzchu, w końcu zdjąłem marynarkę, położyłem się spać, zostawiając jedzenie na stole. Nad ranem obudziłem się, rozmawiałem z portretem żony, popłakałem się, aż sen w końcu wygrał ze smutkiem.
Zastanawiałem się, czy Jagoda jest aż tak zraniona, iż choćby nie zadzwoniła z życzeniami, czy może los rzucił jej nowe przeszkody. Kończąc ten dzień z ciężarem na sercu, zrozumiałem jednak, iż czasem w trosce o własne bezpieczeństwo możemy nieumyślnie zranić najbliższych. Życie nauczyło mnie, iż choćby największa miłość potrzebuje rozmowy i wzajemnego zrozumienia. Najważniejsze to nie zamykać serca i trwać w nadziei na pojednanie bo rodzina jest wartością, której nie wolno tracić przez dumę czy niedopowiedzenia.

Idź do oryginalnego materiału