Radź sobie sama – Andrzej, auto mi zdechło. Prosto na Nowym Świecie. Telefon zaraz padnie, dzwonię z czyjegoś. Trzymała komórkę w dwóch zgrabiałych dłoniach, palce w cienkich, skórzanych rękawiczkach już się nie zginały jak trzeba. Zawieja zamiatała śnieg wzdłuż chodnika, zasypywała witryny, oślepiała. Kinga stała przy obcych drzwiach, przy wejściu do zakładu fryzjerskiego, którego właścicielka […]