radość z bycia skończonością:
spryskany wodą toaletową Petrichor
przyjmuję kolor ziemi i pachnę jak ona.
mechanicy nieb ciągle nie mogą znaleźć
usterki, fatalnie działająca slowmotioneria
wypluwa jedną postać po drugiej, generuje
rozbawione smoki, święte panny
w słonecznych otokach
(na szczęście każda ma twoją twarz, kochanie!).
jeśli dobrze zamarzyć – wszystkie lustra okażą się
urządzeniami działającymi na prąd,
będą wyświetlać tylko
słodką buzię mojego skarbu
chcę być padłym na kolana nabożnisiem
(i lizu, i lizu!),
igłą w twoim krwiobiegu, która
bezustannie płynie w stronę serca
by musnąć, a nie spowodować śmierć.






