Wiki i Adrian, prowadzący w mediach społecznościowych profil @wikadri.travel, co roku wybierają się na Wyspy Kanaryjskie. Tym razem szukali mieszkania na trzy miesiące. Oglądali oferty, pytali znajomych i zamieścili ogłoszenie w jednej z facebookowych grup. Gdy wśród propozycji pojawiła się interesująca oferta, Wiki skontaktowała się telefonicznie z rzekomą właścicielką. - Wydawała się bardzo w porządku - zanaczyła Wiki. niedługo okazało się jednak, iż to tylko pozory.
REKLAMA
Zobacz wideo Blanka Lipińska wspomina podróże z "(Nie)Poradnika Turystycznego". Gdzie było najwięcej trudności?
Na co uważać na Wyspach Kanaryjskich? Polka ostrzega
Jak opowiada podróżniczka, mieszkanie miało znajdować się w żółto-pomarańczowym bloku widocznym na nagraniu. Para zapłaciła kaucję i przygotowywała się do przeprowadzki. Po przylocie wyszło jednak na jaw, iż nieruchomość... nie istnieje. - o ile wynajmujecie poza oficjalnymi platformami, trzeba być bardzo ostrożnym - podkreśla Wiki.
Co ważne, nie była to decyzja podjęta "na ślepo". Oprócz rozmów telefonicznych para zdecydowała się poprosić znajomą mieszkającą na miejscu, by osobiście spotkała się z "właścicielką". Spotkanie doszło do skutku pod samym budynkiem. Kobieta tłumaczyła wówczas, iż wejść do środka nie można, bo lokal pozostało zajmowany przez poprzednich najemców. Para otrzymała także umowę zawierającą dane obu stron oraz szczegóły najmu, co dodatkowo uśpiło czujność.
Tuż przed przyjazdem kontakt był utrzymywany bez problemów. W dniu przylotu Wiki dostała jednak wiadomość, że... mieszkanie jest "nieaktualne", po czym kobieta błyskawicznie zniknęła z komunikatorów i zablokowała podróżniczkę. - Pierwsze sekundy to był szok - wspomina Wiki. Para była w drodze na lotnisko na Fuerteventurze, bez noclegu i bez możliwości szybkiego znalezienia długoterminowego zakwaterowania. Ani na Bookingu, ani na Airbnb nie było dostępnych ofert.
Polacy oszukani na Fuertaventurze. "Uważajcie na siebie"
Polacy zamieścili zdjęcia kobiety na lokalnych grupach na Facebooku. Odzew przyszedł szybko. Kilka osób potwierdziło, iż mają do czynienia z dobrze znaną w okolicy oszustką. Prawdopodobnie presja sprawiła, iż para odzyskała wpłaconą kaucję w wysokości 250 euro. Pieniądze zwrócono przelewem, dlatego Wiki i Adrian ostatecznie zrezygnowali ze zgłaszania sprawy policji.
- Zostaliśmy z tym wielkim stresem, tułaniem się przez 2 tygodnie, w wielkim skrócie to była tułaczka między mieszkaniami, zanim znaleźliśmy coś na dłuższy okres - opowiadała. Z sytuacji wyciągnęła jednak lekcję. - Już na pewno nigdy nie zaufam nikomu na podstawie kontraktu podpisanego online oraz tego, iż ktoś podobno istnieje. jeżeli zdecyduje się na wynajem poza oficjalnymi platformami, to tylko i wyłącznie zrobię to osobiście, tzn. przyjadę na wyspę, poznam tę osobę, wejdę do mieszkania, dostanę klucze i dopiero potem zapłacę kaucję. [...] Uważajcie na siebie - podsumowała.
choćby najbardziej doświadczeni podróżnicy mogą paść ofiarą oszustwa, więc lepiej zachować szczególną ostrożność. Przed rezerwacją warto przyjrzeć się dokładnie miejscu, w którym planujesz nocować: sprawdź lokalizację, sąsiedztwo, zdjęcia oraz opinie osób, które wcześniej tam się zatrzymały. Równie istotne jest wybieranie sprawdzonych serwisów rezerwacyjnych. To zdecydowanie zmniejsza ryzyko trafienia na oszustwo. Lepiej unikać podejrzanych stron i prywatnych ogłoszeń, które kuszą podejrzanie niską ceną. Jak najczęściej rezerwujesz noclegi? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.







