Kolumbia zwykle kojarzy się z intensywną zielenią. Z dżunglą, plantacjami kawy i kolorowymi miasteczkami, w których czas płynie wolniej. Tym większe jest zaskoczenie, gdy okazuje się, iż w samym środku kraju istnieje miejsce, które wygląda jak wyrwane z zupełnie innej rzeczywistości. Suche, surowe, niemal pozbawione życia. I co najważniejsze, wciąż wolne od tłumów.
Pustynia Tatacoa w Kolumbii to jedno z tych miejsc, które warto zobaczyć na własne oc.
Kolumbia poza utartym szlakiem
Choć nazywana pustynią, Tatacoa w rzeczywistości jest suchym lasem tropikalnym. Przez tysiące lat wiatr i woda rzeźbiły tu krajobraz, tworząc sieć wąskich kanionów, ostrych grzbietów i głębokich szczelin. Dominują odcienie czerwieni, brązu i szarości, które w ostrym słońcu wyglądają niemal nierealnie.
Momentami krajobraz przypomina Marsa, innym razem plan filmowy z produkcji science fiction. I to właśnie ten kontrast sprawia, iż Tatacoa tak bardzo zaskakuje. Bo mało kto spodziewa się czegoś takiego w Kolumbii.
Roja czyli czerwona pustynia.Cisza, która robi największe wrażenie
Widoki są spektakularne, ale to nie one najmocniej zapadają w pamięć. Największą wartością Tatacoa jest cisza. Prawdziwa, głęboka, niemal namacalna. Bez silników, bez głośnych rozmów, bez ciągłego dźwięku migawki aparatu. Zwiedzanie polega na spacerowaniu pomiędzy rozmaitymi formacjami skalnymi. Co ciekawe, na pustyni można również skorzystać z basenu. Koszt wstępu to 10 zł za osobę.
Dużym plusem jest to, iż nie ma tu autokarów wycieczkowych ani kolejek do „najlepszego miejsca na zdjęcie”. Zdarza się, iż przez kilka godzin nie spotyka się absolutnie nikogo. W świecie, w którym wiele popularnych atrakcji przypomina dziś zatłoczone parki rozrywki, Tatacoa daje rzadkie poczucie bycia naprawdę „gdzieś daleko”.


Miejsce, które wymaga zwolnienia tempa
Zwiedzanie Tatacoa nie jest spacerem po turystycznej promenadzie. W ciągu dnia temperatury bez problemu przekraczają 40 stopni, słońce nie daje wytchnienia, a cienia praktycznie nie ma. Dlatego najlepiej eksplorować ją wcześnie rano lub późnym popołudniem, z dużą ilością wody i nakryciem głowy.
Ale właśnie ta surowość jest częścią doświadczenia. Każdy krok po spękanej ziemi, każdy zakręt między skalnymi ścianami sprawia, iż człowiek automatycznie zwalnia. Zaczyna uważniej patrzeć, słuchać, obserwować detale. Tatacoa nie pozwala się „odhaczyć”. Trzeba ją poczuć.
Zdjęcia oddają tylko fragment tego klimatu. Dlatego warto zobaczyć, jak to miejsce wygląda naprawdę. Najlepiej na filmie, który pokazuje skalę i piękno tych krajobrazów.
Zachody słońca, które wyglądają jak efekt specjalny
Jeśli planować wizytę w Tatacoa, to koniecznie z myślą o zachodzie słońca. Skały zmieniają wtedy kolory z ceglastoczerwonych na pomarańczowe, potem fioletowe, aż w końcu wszystko zanurza się w granacie. Krajobraz wygląda, jakby ktoś podkręcił kontrast do maksimum.
Nie ma tu tarasów widokowych ani barierek. Siadasz na pierwszej lepszej skale, patrzysz i masz wrażenie, iż jesteś jedyną osobą na świecie.
Dlaczego wciąż nie ma tu tłumów?
Tatacoa nie jest miejscem „po drodze”. Żeby tu dotrzeć, trzeba najpierw dojechać do Neivy, stamtąd lokalnym transportem do niewielkiej Villavieja, a dalej już na własnych nogach, motorem lub tuk-tukiem.
Nie znajdziesz tu luksusowych hoteli ani resortów z basenem. Noclegi są proste, często bez klimatyzacji, czasem bez ciepłej wody. Sklepy są nieliczne, a infrastruktura bardzo podstawowa. I właśnie to sprawia, iż miejsce zachowało swój charakter.
Tatacoa nie próbuje nikogo uwodzić. Albo ją pokochasz za surowość i przestrzeń, albo uznasz, iż to zbyt wymagające miejsce. Jedno jest pewne, obojętnym wyjechać się nie da.
Los Hoyos czyli szara pustyniaKolumbijski sekret, który długo nim nie pozostanie
Tatacoa wciąż pozostaje niedoceniana, ale to nie potrwa wiecznie. Kolumbia coraz częściej pojawia się na podróżniczych listach marzeń, a miejsca nietypowe prędzej czy później trafiają do głównego nurtu. Na razie jednak pustynia oferuje to, czego brakuje w wielu popularnych destynacjach: autentyczność, przestrzeń i poczucie odkrywania czegoś naprawdę wyjątkowego.
I właśnie dlatego to idealny moment, by ją zobaczyć. Zanim zrobią to wszyscy inni.


Kim jesteśmy?
Cześć! Tu Patryk i Milena, w sieci znani jako Wiecznie Wolni. Od lat podróżujemy po świecie, a w tej chwili jesteśmy w trakcie półrocznej wyprawy po Ameryce Łacińskiej. Interesują nas miejsca mniej oczywiste, z dala od masowej turystyki. Takie, które pozwalają naprawdę poczuć klimat danego kraju.
Za nami już Dominikana, Kolumbia i Ekwador, a przed nami kolejne kierunki, które dopiero zaczynają pojawiać się na podróżniczych mapach. Na naszym kanale na YouTube pokazujemy nie tylko piękne widoki, ale też codzienność w drodze, realia podróżowania i praktyczne informacje, które pomagają zaplanować własną wyprawę.
Jeśli lubisz podróże z dystansem, ciekawością świata i odrobiną humoru, zajrzyj do nas na YouTube.







