Trudno mówić, iż byliście na wakacjach, bo na Margaricie macie już swój dom. Chcecie część roku spędzać w Polsce, część w Wenezueli. Na razie na powrót nie ma jednak szans?
Odwołano nam już kolejny lot. Pierwszy w połowie grudnia odwołały nam linie tureckie. Kupilismy kolejny bilet. Mieliśmy wylecieć 23 stycznia. Z naszej wyspy można dostać się tylko na ląd. Mieliśmy więc lecieć do Caracas, stamtąd na Curacao, która jest wyspą należącą do Holandii i liniami KLM do Amsterdamu. Ale KLM odwołał wszystkie loty. Tak więc nie wiem, co będzie dalej.
Czujecie się zagrożeni?
W żaden sposób. W dniu interwencji, czyli 3 stycznia, już o 7 rano dostaliśmy maila z naszej ambasady z pytaniami, czy czegoś nam potrzeba. Zarejestrowaliśmy się w programie Odyseusz, stąd ambasada wiedziała, gdzie jesteśmy. Poczuliśmy się bardzo zaopiekowani. Na wyspie jest spokój, na razie wszystko jest w sklepach, niczego nie brakuje, wiem, bo dzwonili do nas znajomi. Zalecenia są takie, żeby nie opuszczać domu, więc nigdzie nie wychodzimy. Ale jest prąd, woda, internet, życie toczy się zupełnie normalnie.
Jak trafiliście na Margaritę?
Pierwszy raz w 2023 roku, jeszcze zanim pojawiły się tu wycieczki z Polski. Bardzo dużo podróżujemy, byliśmy na kilkudziesięciu karaibskich wyspach. Ta nas zauroczyła, bo tu jest przepięknie. Wiosną 2025 roku kopiliśmy dom. Wszystko nam odpowiada. Klimat, który nie jest tak wilgotny jak w Azji, pogoda jest stabilna, nocami około 24 stopni, w dzień maksymalnie 33. No i ludzie, którzy są cudowni, pomocni, przyjaźni. Jest też trochę osób o polskich korzeniach, mówiących po polsku i zamieszkałych tu na stałe. Bardzo nam to wszystko odpowiada. Znaleźliśmy swój raj.

Odczuwaliście napiętą sytuację w Wenezueli?
Na wyspie żyje się inaczej, tu nie docierają niepokoje z kontynentu. Ale przez kilka miesięcy jak tu jesteśmy kurs dolara wzrósł o 30 procent. Wszystko jest bardzo tanie. My miesięczny rachunek za prąd płaciliśmy na początku 4 dolary, teraz 70 centów. To jest wręcz nie do uwierzenia. Można więc było przewidzieć, iż tak dłużej się nie da, bo nic nie ma za darmo, iż kiedyś to musi się zmienić, a gospodarka będzie musiała wskoczyć na normalne tory. Co jednak będzie dalej, trudno przewidzieć. Na razie jest spokój i cisza, czekamy na rozwój sytuacji. Bo jednak pod koniec stycznia chcielibyśmy do Polski wrócić.










