Podczas gdy Katya płaciła, Sergei oddalał się. Kiedy zaczęła pakować zakupy, on wyszedł. Gdy opuszczała sklep, Katya natknęła się na Sergeia, który palił papierosa.

polregion.pl 1 godzina temu

Gdy Kasia płaciła za zakupy, Tomek odsunął się na bok. Kiedy zaczęła pakować torby, wyszedł ze sklepu. Gdy sama wyszła, zobaczyła go stojącego przed wejściem, palącego papierosa.

Tomek, weź torby, proszę poprosiła, podając mu dwie ciężkie siatki.

Spojrzał na nią, jakby kazała mu zrobić coś nielegalnego, i spytał z przekąsem:
A ty co?

Kasia była zdezorientowana. Co znaczyło a ty co?? Naturalne było, iż mąż pomaga. Dziwne, by kobieta dźwigała ciężary, podczas gdy on szedł z pustymi rękami.

Są naprawdę ciężkie powiedziała.
No i? burknął, uparcie odmawiając.

Widział, iż się denerwuje, ale z zasady nie zamierzał jej pomóc. Ruszył przodem, bo wiedział, iż nie dogoni go z torbami. *Brać torby? Co ja jestem, wielbłąd juczny? Albo służący? Jestem facetem! To ja decyduję! Niech sobie taszczy sama, nie umrze!* myślał. Dzisiaj postanowił upokorzyć żonę.

Tomek, gdzie idziesz? Weź te torby! krzyknęła Kasia, prawie ze łzami w oczach.

Torby naprawdę były ciężkie to on napchał wózek po brzegi. Do domu było blisko, pięć minut drogi, ale z takim obciążeniem wydawało się to wiecznością.

Szła do domu, ledwo powstrzymując łzy. Miała nadzieję, iż Tomek tylko żartuje i zaraz wróci, ale on oddalał się coraz bardziej. Chciało jej się rzucić wszystko, ale machinalnie szła dalej. Gdy dotarła pod blok, usiadła na ławce przed klatką, wyczerpana. Chciało jej się płakać ze złości i zmęczenia, ale powstrzymała łzy publiczny płacz był upokarzający. Ale czy da się to przełknąć? Nie. On nie tylko ją zranił, ale zrobił to celowo. A przecież przed ślubem był taki troskliwy Wiedział, co robi.

Dzień dobry, Kasia! głos sąsiadki wyrwał ją z zamyślenia.
Dzień dobry, pani Halinko odpowiedziała, wymuszając uśmiech.

Pani Halina, z którą mieszkała piętro niżej, była serdeczną przyjaciółką babci Kasi. Po jej śmierci pomagała dziewczynie we wszystkim. Nie miała już nikogo matka mieszkała w innym mieście z nowym mężem i dziećmi, a ojciec dawno zniknął z jej życia. Pani Halina stała się jej jedyną rodziną.

Bez wahania Kasia postanowiła oddać jej zakupy. W końcu nie dźwigała ich na marne. Emerytura sąsiadki była niewielka, a Kasia lubiła ją rozpieszczać smakołykami.

Chodźmy, pani Halinko, pomogę pani wnosić powiedziała, znów chwytając torby.

W kuchni sąsiadki zostawiła wszystko, tłumacząc, iż to dla niej. Gdy pani Halina zobaczyła śledzie, pasztet, brzoskwinie w syropie i inne przysmaki, na które rzadko mogła sobie pozwolić, wzruszyła się tak bardzo, iż Kasia poczuła wyrzuty sumienia, iż nie robi tego częściej. Pożegnały się całusem w policzek, a Kasia weszła na swoje piętro.

W drzwiach mieszkania czekał już Tomek, przeżuwając coś z lodówki.

Gdzie torby? zapytał, jakby nic się nie stało.
Jakie torby? odparła równie obojętnie. Te, które mi pomogłeś nieść?
No weź, nie dramatyzuj! próbował żartować. Naprawdę się wkurzyłaś?
Nie odpowiedziała spokojnie. Tylko wyciągnęłam wnioski.

Tomek zesztywniał. Spodziewał się krzyków, awantury, płaczu Ale ta cisza była gorsza.

Jakie wnioski?
Nie mam męża westchnęła. Myślałam, iż wyszłam za mąż, a okazało się, iż za głupka.
Nie rozumiem udawał obrażonego.
Nie rozumiesz? spojrzała mu prosto w oczy. Ja chcę mężczyzny. A ty, jak widać, chcesz kobiety, która będzie mężczyzną. Przerwa. Więc potrzebujesz raczej męża.

Twarz Tomka poczerwieniała ze złości, zaciśnięte pięści drżały. Ale Kasia tego nie widziała była już w sypialni, pakując jego rzeczy.

On do końca się opierał. Nie rozumiał, jak drobiazg mógł zniszczyć małżeństwo.
Przecież wszystko było w porządku! Co ci szkodziło zanieść te torby?! tłumaczył, gdy rzucała mu ubrania do walizki.
Twoja walizka, miejmy nadzieję, iż sam ją poniesiesz odpowiedziała, ignorując jego słowa.

Wiedziała, iż to tylko pierwsze ostrzeżenie. Gdyby teraz ustąpiła, upokorzenia byłyby coraz gorsze. Dlatego zamknęła drzwi przed jego nosem, kończąc tę historię raz na zawsze.

Idź do oryginalnego materiału