Zofia, nauczycielka matematyki, szykowała się do uczczenia urodzin swojej wieloletniej przyjaciółki i koleżanki z pracy, z którą przez czterdzieści lat wspólnie chodziły pieszo do szkoły w Warszawie. Wczesnym rankiem Zofia starannie wybrała koszulę i elegancką spódnicę. Mimo ostatniej burzy i kałuż na ulicach, postanowiła pójść do sklepu, żeby kupić tort oraz kwiaty dla swej przyjaciółki.
Idąc chodnikiem, została ochlapana błotem przez przejeżdżający z dużą prędkością samochód prowadzony przez blondynkę. Błoto trafiło i ją, i prezenty. Kobieta, pełna zadziorności, zawołała: Babciu, gdzie ty się tak stroisz? Już późno, babcie powinny być w domu o tej porze!. Zofia była zirytowana niegrzecznym komentarzem i brakiem szacunku, więc odpowiedziała: Mam ważne sprawy do załatwienia! Wstydź się!. Blondynka zaczęła ją krytykować za to, iż przechodziła obok kałuży.
Wtedy z sąsiedniego domu wyszedł rosły, dobrze ubrany mężczyzna, wyglądający na kogoś zamożnego. Gdy blondynka zauważyła go, od razu zmieniła ton i przybrała sztuczny uśmiech. Zaintrygowany zamieszaniem, mężczyzna zapytał: Co tu się stało?. Blondynka gwałtownie rzuciła: Ta stara pani wszystko zepsuła i teraz mnie jeszcze niepokoi.
Mężczyzna jednak, spojrzawszy Zofii w twarz, rozpromienił się i powiedział z entuzjazmem: Zosiu, jak miło cię zobaczyć!. Ciepło objął swoją dawną nauczycielkę matematyki, a gdy zorientował się, iż jego sekretarka, czyli blondynka, przypadkiem ochlapała Zofię podczas jazdy, zaczął ją przepraszać.
Wziął odpowiedzialność za zachowanie pracownicy i nakazał jej przeprosić Zofię. Blondynka niechętnie wydusiła z siebie Przepraszam. Za nieuprzejmość postanowił ją zwolnić. Następnie pomógł Zofii dotrzeć do domu, poczekał aż się przebierze, a potem kupił świeże kwiaty i wielki tort, aby razem świętować urodziny jej przyjaciółki, płacąc za wszystko złotówkami.










