Słuchaj, opowiem Ci coś, co ostatnio mocno mną wstrząsnęło. Siedziałam przy oknie z kawą i zobaczyłam na ulicy matkę spacerującą z córką, rozmawiały tak serdecznie… Od razu przypomniały mi się czasy dzieciństwa moja mama prowadziła mnie do przedszkola, później szłyśmy do parku i zajadałyśmy wspólnie lody. Poczułam ogromną tęsknotę, łza mimowolnie popłynęła mi po policzku. Tak bardzo brakuje mi mamy.
Wyrwał mnie z tych wspomnień brat, który nagle spytał kiedy wracam do Warszawy. Sama jeszcze do końca nie wiedziałam, więc rzuciłam, iż może pojadę do notariusza. A wtedy mój brat od razu wyskoczył z pretensjami, iż pewnie chcę przejąć mieszkanie po mamie. Co najgorsze, ciocia po której nigdy bym się tego nie spodziewała zaczęła mu przytakiwać. Atmosfera zrobiła się gęsta jak podczas listopadowych mgieł.
Podczas mszy rocznicowej po mamie zrobiło się jeszcze gorzej brat zaczął na mnie krzyczeć przy wszystkich. Poczułam się paskudnie, upokorzona i zraniona. Kiedy wszyscy po uroczystości rozeszli się do domów, ciocia podeszła do mnie cała wściekła i powiedziała, iż sprzedadzą mieszkanie po mamie kupią dwa mniejsze, po jednym dla brata i dla jej córki Kasi. Sugerowała, żebym wracała do stolicy i już się nie mieszała w rodzinne sprawy.
Byłam zdruzgotana. Wróciłam do mieszkania mamy, chcąc zabrać na pamiątkę parę jej rzeczy. I co mnie spotkało? Brat z bratową już wymienili zamki nie wpuścili mnie choćby na chwilę, żeby pożegnać się z mieszkaniem. Bratowa wyprowadziła mnie dosłownie za drzwi, bez słowa współczucia. Wtedy pomyślałam sobie: koniec, nie dam się tak traktować. Postanowiłam walczyć o swoje i doprowadzić do tego, żeby opuścili mieszkanie, które mi się należy.
A pomyśl: przez długi czas, mimo całego tego jadu, dalej ich utrzymywałam. Wysyłałam pieniądze na leki dla mamy, zatrudniłam choćby opiekunkę chociaż przecież oni mieszkali z mamą i spokojnie mogli się nią zająć. choćby o śmierci mamy dowiedziałam się z Facebooka, bo brat nie raczył mnie powiadomić pewnie, żeby dalej przyjmować ode mnie przelewy.
Zebrałam się w sobie i porozmawiałam z bratem. Powiedziałam mu wprost, iż jeżeli będą dalej tak postępować, wniosę sprawę do sądu o cały lokal. Widziałam, iż zrobiło to na nim wrażenie, choć próbował udawać pewniaka. Ja jednak byłam zdecydowana niech sąd zdecyduje, komu faktycznie należy się mieszkanie.
Tak to jest, człowiek liczy na bliskość w rodzinie, a dostaje nóż w plecy… Ale nie dam za wygraną, zobaczysz.







