Naprawdę zamierzasz spędzić całą sobotę, przekopując się przez graty w garażu? Całą sobotę? Jagoda podniosła widelczyk z kawałkiem sernika i z rozbawieniem zmrużyła oczy, patrząc na wysokiego rudego chłopaka.
Mateusz odchylił się w krześle, ogrzewając dłonie o chłodną już filiżankę cappuccino.
Jaga… To nie są graty, tylko prawdziwe skarby mojego dzieciństwa! Gdzieś tam jest cała kolekcja papierków po Turbo, swoją drogą. Wyobrażasz sobie, jakie perełki?
O rety. Naprawdę zachowałeś papierki? Od którego roku?
Jagoda prychnęła i aż zadrżała ze śmiechu, który musiała powstrzymywać. Ta kawiarnia z wysiedzianymi śliwkowymi kanapami i wiecznie zaparowanymi szybami już od dawna była ich prywatnym azylem. Kelnerka Kasia nie musiała pytać, co zamawiają po prostu stawiała przed nimi cappuccino dla niego, latte dla niej i deser dnia na spółkę. Piętnaście lat przyjaźni nauczyło ich doprowadzać ten rytuał do absolutnej perfekcji.
No dobra, przyznaję się Mateusz zamachał w jej stronę filiżanką garaż może poczekać. I skarby też. Mirek zapraszał na grilla w niedzielę, tak w razie czego.
Wiem, wczoraj przez trzy godziny wybierał nowego grilla w internecie. Trzy. Godziny. Myślałam, iż mi oczy odpadną z nudów.
Śmiech rozlał się między nimi, ginąc pod szumem ekspresu i cichymi rozmowami przy sąsiednich stolikach…
Nie było między nimi niezręczności czy niedomówień znali się jak własne kieszenie. Jagoda pamiętała, jak Mati, chudy siódmoklasista z wiecznie rozwiązanym butem, pierwszy do niej podszedł w nowej klasie. On z kolei do dziś miał w głowie, jak jako jedyna nie śmiała się z jego rogowych okularów.
Mirek przyjął ich przyjaźń zupełnie naturalnie, od początku. Patrzył na żonę i jej przyjaciela z dawnych lat z tą pewnością i spokojem, który mają tylko ci ludzie, którzy wiedzą, co to znaczy ufać i być kochanym. Na ich piątkowych wieczorach z Monopoly i Uno Mirek zawsze śmiał się najgłośniej, kiedy Mateusz po raz setny przegrywał z jego żoną w Scrabble i dolewał im herbaty, podczas gdy Jagoda z Maćkiem wykłócali się o zasady Kalamburów.
On oszukuje, dlatego wygrywa rzuciła kiedyś Jagoda, ciskając w Mirka kartami.
To się nazywa życiowa strategia, moja droga żonko ripostował spokojnie Mirek, zbierając rozrzucone karty.
Mateusz patrzył wtedy na nich z ciepłym uśmiechem. Lubił Mirka był konkretny, można na nim polegać i miał tak suchy humor, iż czasem trudno było wyczuć, czy żartuje. Przy nim Jagoda rozkwitała, łagodniała, promieniała szczęściem i Mateusz cieszył się jej szczęściem, tak jak cieszyć się potrafi tylko prawdziwy przyjaciel.
To spokojne trwanie zaburzyło wejście Wiktorii…
…Siostra Mirka zjawiła się u nich miesiąc temu, zapuchnięta od płaczu, z postanowieniem, iż zacznie wszystko od nowa. Rozwód wyssał z niej resztki sił, zostawiając po sobie gorycz i przerażającą pustkę tam, gdzie wcześniej była chociaż namiastka bezpieczeństwa.
W pierwszy wieczór, gdy Mateusz przyszedł na tradycyjną partię gier planszowych, Wiktoria oderwała się od telefonu i spojrzała na niego badawczo. Jakby coś w niej kliknęło, jakby ktoś uruchomił dawno zardzewiały trybik. Stał przed nią facet spokojny, z ciepłym spojrzeniem i uśmiechem, przy którym można było się rozluźnić.
To jest Mateusz, mój przyjaciel ze szkoły przedstawiła go Jagoda. A to Wiktoria, siostra Mirka.
Miło poznać Mateusz wyciągnął rękę.
Wiktoria uścisnęła ją odrobinę za długo, niż wypadało.
Wzajemnie.
Od tego momentu przypadkowe wizyty Wiktorii stały się regułą. Pojawiała się w ich ulubionej kawiarni akurat wtedy, gdy przychodziła tam Jagoda z Maćkiem. Wpadała z talerzem ciastek, kiedy akurat Mateusz był w odwiedzinach. Siedziała przy stole tak blisko, iż ich ramiona niemal się stykały.
Dasz mi tę kartę? Wiktoria pochylała się przez jego ramię, a jej włosy jakby przypadkiem muskały szyję Mateusza. Och, przepraszam.
Mateusz wycofywał się delikatnie, mrucząc coś grzecznego. Jagoda wymieniała spojrzenia z Mirkiem, a on tylko wzruszał ramionami Wiktoria zawsze była trochę za bardzo.
Flirt stawał się coraz śmielszy. Wiktoria zatrzymywała na nim wzrok, prawiła mu komplementy, szukała dotyku. Śmiała się z jego żartów tak głośno, iż Jagodę bolały uszy.
Masz takie piękne dłonie, smukłe palce, całkiem jak artysta powiedziała Wiktoria, łapiąc go za rękę nad planszą z pionkami. Jesteś muzykiem?
Yyy… programistą.
I tak masz piękne ręce.
Mateusz ostrożnie uwolnił dłoń i utkwił wzrok w swojej kartach z przesadną powagą. Jego uszy lekko się zaczerwieniły.
Po trzecim zaproszeniu na kawę tylko pogadać, po koleżeńsku Mateusz się poddał. Lubił Wiktorię była energiczna, emocjonalna i pełna życia. Może, myślał, jeżeli im się uda, ona w końcu przestanie patrzeć na niego tym głodnym wzrokiem i wszystko wróci do normy.
Pierwsze tygodnie ich związku nie były złe. Wiktoria promieniała szczęściem, Mateusz odetchnął, rodzinne wieczory znowu przypominały dawne czasy.
A potem Wiktoria dojrzała coś, czego wolałaby nie widzieć.
Zauważyła, jak Mateusz ożywia się, gdy pojawia się Jagoda. Jak jego twarz mięknie i promienieje. Jak podchwytują sobie żarty, jak kończą za siebie zdania, jak mają między sobą nić porozumienia, do której ona nie ma dostępu.
Zazdrość rozkwitła w piersi Wiktorii gorzkim kwiatem.
Dlaczego ciągle się z nią widujesz? skrzyżowała ramiona, blokując Mateuszowi przejście.
Bo to moja przyjaciółka. Piętnaście lat, Wiki…
Ale ja jestem twoją dziewczyną! Ja! Nie ona!
Awantury przychodziły falami, jedna za drugą. Wiktoria płakała, oskarżała, żądała. Mateusz tłumaczył, uspokajał, próbował wyjaśniać.
Myślisz o niej częściej niż o mnie!
Wiktoria, to niedorzeczne. Po prostu jesteśmy przyjaciółmi.
Przyjaciele nie patrzą na siebie w ten sposób!
Telefon Mateusza dzwonił za każdym razem, gdy spotykał się z Jagodą.
Gdzie jesteś? Kiedy wrócisz? Czemu nie odbierasz? Znowu jesteś z nią?
Nauczył się wyciszać powiadomienia, ale Wiktoria zaczęła go tropić. Pojawiała się w kawiarni, w parku, pod domem Jagody roztrzęsiona i z oczami pełnymi łez.
Wiktoria, błagam Mateusz masował skronie. To chore.
Chore jest to, iż spędzasz więcej czasu z cudzą żoną niż ze mną!
Jagoda też była wymęczona. Każde spotkanie z przyjacielem z dzieciństwa stawało się nerwowe. Kiedy znów pojawi się Wiktoria, z jakimi zarzutami, z jaką awanturą?
Może powinnam rzadziej… zaczęła kiedyś Jagoda, ale Mateusz jej przerwał:
Nie. Nigdy. Nie będziesz zmieniać swojego życia przez jej fochy. My wszyscy nie będziemy.
Ale Wiktoria już podjęła decyzję. Skoro nie uda się po dobroci uda się po złości.
Mirek siedział przy kuchennym stole, gdy Wiktoria pojawiła się w progu.
Braciszku… Muszę ci coś powiedzieć. Nie chciałam, ale… masz prawo znać prawdę…
…Serwowała kłamstwa, chlipała w odpowiednich momentach. Tajne spotkania. Za długie spojrzenia. Jak Mateusz łapał Jagodę za rękę, gdy nikt nie patrzył.
Mirek słuchał w milczeniu, nie przerywał, nie zadawał pytań. Jego twarz była nieprzenikniona.
Kiedy Jagoda i Mateusz weszli do mieszkania godzinę później, atmosfera aż gęstała. Mirek półleżał w fotelu z miną człowieka, który spodziewa się interesującego spektaklu.
Siadajcie wskazał kanapę. Moja siostra przedstawiła mi dość ciekawą historię waszego rzekomego romansu.
Jagoda zastygła w pół kroku. Mateusz zacisnął zęby.
Co za…
Ona twierdzi, iż widziała bardzo kompromitujące rzeczy…
Wiktoria przygarbiła się i nie miała odwagi spojrzeć nikomu w oczy.
Mateusz odwrócił się do niej gwałtownie, aż Wiktoria odskoczyła.
Wystarczy, Wiktoria. Zbyt długo znosiłem twoje wybuchy!
Jego twarz pobladła z wściekłości. Spokojny, powściągliwy Mateusz zniknął teraz był kimś, kto dostał dość.
Zrywamy. Teraz.
Nie możesz…
W reszcie jej łzy były prawdziwe.
To przez nią! wrzasnęła, wskazując na Jagodę. Zawsze ją wybierasz! Zawsze ona!
Jagoda poczekała, aż wybuch wściekłości ucichnie.
Wiesz, Wiktoria odezwała się spokojnie gdybyś nie próbowała sterować każdą minutą jego życia, gdybyś nie robiła scen bez powodu, nic z tego by się nie stało. Sama zniszczyłaś wszystko, czego się trzymałaś.
Wiktoria chwyciła torebkę i wybiegła, trzaskając drzwiami.
Wtedy Mirek wybuchnął szczerym, ulgą podszytym śmiechem, odchylając się w fotelu.
Boże, wreszcie.
Wstał i objął żonę ramieniem.
Nie wierzyłeś jej? zapytała cicho Jagoda, wtulając się w niego.
Ani przez moment. Od lat na was patrzę. To wygląda jak relacja rodzeństwa, które kłóci się, kto zjadł ostatnią krówkę.
Mateusz odetchnął, nagle spuszczając z siebie cały ciężar.
Przepraszam, iż ściągnąłem cię do tego Cyrku.
Daj spokój. Wiktoria jest dorosła, sama odpowiada za swoje wybory. A teraz idziemy jeść. Lasagne stygnie, nie będę jej drugi raz podgrzewał przez cudze dramaty.
Jagoda zaśmiała się cicho, z ulgą; jej rodzina została nienaruszona, przyjaźń z Mateuszem przetrwała, a mąż znów udowodnił, iż jego zaufanie jest silniejsze od wszelkich plotek.
Przeszli do kuchni, gdzie pod lampą lśniła złota skórka lasagni i świat wokół wrócił w swoje zwykłe, dobre tory.













