Pieszo do gwiazd

newsempire24.com 1 tydzień temu

– Karolina, śniadanie. – Sanitariuszka wprowadziła wózek do sali. Kasia ledwo otworzyła oczy i niechętnie spojrzała w stronę drzwi.
– Nie chcę, dziękuję. – Odpowiedziała.

– Ależ, kochana, musisz nabierać sił. – Za sanitariuszką wszedł do pokoju doktor.
Kasia milczała. Sanitariuszka położyła gwałtownie na stoliku talerz z kaszą i szklankę z herbatą. Szepnęła:
– Jedz, no bo doktor Marek ma rację. – I prędko opuściła pokój.
– Jak tam humor? Wiosenny? – Uśmiechnął się Marek.
– Nie całkiem. – Odpowiedziała Kasia smutno i odwróciła się w stronę okna.

– To dobrze. – Ignorując ton pacjentki, kontynuował doktor. – Operacja zaplanowana na jutro. – Poważnie dodał.
– Szanse się zwiększą? – Kasia odwróciła głowę.
– Niewątpliwie. Choć o pełnym wyzdrowieniu jeszcze mowy być nie może. – Przyznał Marek.
– Będę mogła chodzić? – Kasia napięła się.
– Nie chcę robić nadziei… – Po chwili przerwy odpowiedział Marek. – Ale trzeba wykorzystać wszystkie możliwości.
– Rozumiem… – Kasia znów odwróciła się do okna. Nie usłyszała, kiedy Marek wyszedł, ani tego, iż za oknem ptaki już od rana ćwierkały po wiosennemu.

Wypadek był straszny. Za kierownicą była przyjaciółka Kasi, Daria. Próbując uniknąć zderzenia z nadjeżdżającym samochodem, Daria gwałtownie skręciła kierownicę, auto wpadło w poślizg na śliskiej drodze, zderzenia nie udało się uniknąć. Główny impet uderzenia trafił w stronę pasażera. Kasia odzyskała przytomność dopiero w szpitalu. Jak się później dowiedziała, Daria ucierpiała mniej – złamanie ręki, wstrząśnienie mózgu. Kasia miała kilka złamanych żeber, otwarte złamanie nogi, a co najgorsze, uszkodzony kręgosłup. Prognozy były nieoptymistyczne, szanse na to, iż Kasia znów będzie chodzić, były znikome. Może ktoś inny cieszyłby się już i samym faktem, iż przeżył, ale dla Kasi świat przestał istnieć z dnia na dzień. Taniec był dla niej wszystkim: życiem, zarobkiem, inspiracją. Ruch był dla niej jak powietrze dla innych. I co teraz?

Kolejnym ciosem była reakcja Adama. Chodzili ze sobą dwa lata, niedawno Adam oświadczył się Kasi. Dwa tygodnie temu, gdy Adam był w sali z Kasią, bez słów zrozumiała, iż ślubu nie będzie. Kiedy Kasia opowiedziała o prognozach lekarzy, Adam długo siedział, zamyślony, patrząc w podłogę, potem powiedział niepewnie:
– Musisz myśleć pozytywnie. Wszystko się ułoży.

Przez kolejne trzy dni nie przyszedł. Potem przysłał krótkie wiadomość: „Przepraszam. Nie dam rady tak dalej”. Wewnątrz pękła ostatnia nitka nadziei. Kasia już nie płakała, szklistymi oczami wpatrywała się w biały sufit i wyobrażała sobie, iż zaraz zawali się na nią i wszystko się skończy.

Mama, gładząc Kasię po ręce, próbowała ją pocieszyć, próbowała się uśmiechać, przekonywała, iż jeszcze nie wszystko stracone, iż trzeba walczyć, iż razem będą walczyć. Ale Kasia widziała, iż czerwone oczy mamy od łez, które wylewała, wychodząc z sali. Doktor Marek też cały czas powtarzał, iż trzeba walczyć.
– Dlaczego? – Zapytała kiedyś Kasia.
– Żeby być szczęśliwą. – Odpowiedział Marek.

– Nigdy już nie będę szczęśliwa. – Stwierdziła Kasia. Marek bardzo uważnie spojrzał na nią:
– Na pewno będziesz. Ale to zależy bardziej od ciebie niż od innych. Nie mam dużego doświadczenia, ale wiesz, spotkałem ludzi, którzy pokonywali, wydawałoby się, niemożliwe, zostawiali w szpitalnych salach choćby nieuleczalne choroby, bo chcieli żyć, cieszyć się życiem, być szczęśliwymi.
Kasia nie odpowiedziała. Nie chciała żyć. Nie chciała żyć tak. I jakie tu miało być szczęście? – Zapytałaby doktora, ale zdecydowała nie kontynuować rozmowy. W końcu lekarze pewnie mają obowiązek podtrzymywać pacjentów na duchu.

– Nie śpisz? – Marek cicho uchylił drzwi, wpuszczając do ciemnej sali smużkę światła.
– Nie śpię. – Odpowiedziała Kasia, choćby nie zauważając, iż doktor zwrócił się do niej na „ty”.
– Martwisz się? – Zapytał, siadając na krześle przy oknie.
– Nie. – Kasia wzruszyła ramionami.
– Możesz sobie wyobrazić, iż wypadku nie było. I minęło dziesięć lat. Jaka byłaby twoja życie? – Zapytał Marek, patrząc nie na Kasię, a przez okno.
– Nie wiem. Może jeszcze tańczyłabym. A może już nie, tylko córkę na tańce prowadziła. – Kasia choćby lekko się uśmiechnęła, ale potem przypomniała sobie, iż ślub nie doszedł do skutku. – Wie pan, a on mnie zostawił. Od razu, jak się dowiedział, zostawił.
– Kto? – Marek już zrozumiał odpowiedź. – Myślisz, iż naprawdę cię kochał?
– Nie wiem. – Kasia wzruszyła ramionami. – Może to tylko w romantycznych filmach kochają tak, iż gotowi są za tobą skoczyć w ogień i wodę, a w życiu tylko obiecują gwiazdę z nieba, a w rzeczywistości… – Kasia zawahała się. W końcu Marek też był mężczyzną. I to całkiem młodym i przystojnym, jak dopiero teraz zauważyła Kasia. Pewnie ma żonę lub dziewczynę i traktuje ją zupełnie inaczej. On na pewno by nie stchórzył w takiej sytuacji. Przychodzi przecież, choćby jej, zupełnie obcej osobie, wspiera ją.
– No dobra, Karolina, śpij. Jeszcze i dla ciebie gwiazdy z nieba będą. – Marek wyszedł. Kasia spojrzała przez okno. Kawałek nieba, pełen gwiazd, naprawdę był widoczny. „Gdyby tylko teraz spadła gwiazda” – pomyślała Kasia, ale gwiazdy nie spadały, przynajmniej żadna nie spadła, zanim Kasia zasnęła.

– No i jak się masz? – Marek stał naprzeciw Kasi. – Doktor Tomasz powiedział, iż operacja poszła dobrze.
– Pewnie tak. Tylko nóg przez cały czas nie czuję. – Kasia westchnęła.
– Patrz, co ci przyniosłem. – Marek podał Kasi małe pudełeczko. Kasia otworzyła je i uśmiechnęła się. Pudełeczko było pełne błyszczących drobnych gwiazdek-konfetti. – Będziesz sumiennie pracować, sama dojdziesz do prawdziwych gwiazd na piechotę. – Obiecał doktor.

Rehabilitacja była długa, męcząca i, jak się Kasi wydawało, nie przynosząca rezultatów. Marek, teraz Kasia mówiła do niego po imieniu, często ją odwiedzał. Rozmawiali jak starzy znajomi, prowadzili pogawędki na rozmaite tematy. Marek potrafił odciągnąć Kasię od złych myśli, i zaczynała wierzyć jego słowom, iż wysiłki nie pójdą na marne.

– Jak dzisiaj? – Marek wszedł do sali po codziennych ćwiczeniach Kasi, podczas których pielęgniarka próbowała ożywić sztywne nogi.
– Nic nowego. – Kasia rozłożyła ręce.
– Bzy zakwitły. – Marek wręczył Kasi puszystą gałązkę ukrytą za plecami. Kasia wdychała świeży, łaskoczący nozdrza zapach. A potem z dziecięcą euforią zaczęła szukać pięciolistnego kwiatu.
– I tu nic. – Kasia nadęła usta i podniosła wzrok.
– A tutaj? – Marek podał Kasi kolejne małe pudełeczko. Uśmiechnęła się, spodziewając się kolejnej porcji gwiazdek. Ale otwierając pudełko, na chwilę zamarła. Na małym pierścionku, w promieniach słońca, iskrzyła się zupełnie inna gwiazda – mały kamyk.

– Wyjdziesz za mnie? – Zapytał Marek, kiedy Kasia przeniosła wzrok z pierścionka na niego. Kasia milczała. Marek z niepokojem westchnął i usiadł na łóżku.
– Siadłeś mi na nogę… – powiedziała Kasia cicho. – Siadłeś mi na nogę! – Krzyknęła głośno i zaśmiała się. – Usadziłeś się na nodze! Czuję! Czuję nogę!
Marek wstał gwałtownie i on także się zaśmiał. I wtedy Kasia się rozpłakała. Uśmiechała się, ale łzy spływały jej po policzkach.

– Co się stało? Boli? – Marek się zmartwił. Kasia pokręciła głową:
– Pamiętasz, jak powiedziałam, iż nigdy więcej już nie będę szczęśliwa. Naprawdę tak myślałam. Ale dzisiaj tyle szczęścia naraz. Skoro już nie bałeś się prosić o rękę kaleki, to łzom, mam nadzieję, się nie wystraszysz? – Kasia znów się zaśmiała.
– Nic mnie nie przestraszy. – Odpowiedział Marek i z czułością spojrzał na narzeczoną.
***
– Mamo, widziałaś? Udało mi się! – Ania podbiegła do ławki, na której siedziała Kasia.
– Oczywiście, iż widziałam. I wszystko nagrałam dla taty. Jesteś naszą dumą. – Kasia przytuliła córkę.

– Pani Małgorzata powiedziała, iż będę tańczyć na środku. – Pochwaliła się Ania. – To znaczy, iż tańczę najlepiej?
– Tak. – Szepnęła Kasia i równie szeptem zdradziła córce sekret. – Tylko cicho, bo jak się zadzierisz za bardzo, to nic nie wyjdzie. – Ania znacząco kiwnęła głową. – A teraz zbieraj się, jedziemy tatę z pracy odebrać.

Minęło dziesięć lat. Tańczyć na dużej scenie Kasia już więcej nie mogła, ale podczas własnego wesela zatańczyła całkiem nieźle. Jak zauważył Marek, zdecydowanie lepiej niż on. Droga do gwiazd była dla niej długa, ale z Markiem udało się przezwyciężyć wszystko. Aby nie zapomnieć o tej drodze i o tym, iż trzeba wierzyć w lepsze jutro i marzyć, bez względu na wszystko, Kasia zaproponowała, by sufit w sypialni ozdobić jako gwiaździste niebo. Marek się zgodził. Otwierając rano oczy, Kasia wiedziała na pewno, iż gwiazdy są na wyciągnięcie ręki, jeżeli tylko się tego pragnie. Do dowolnych i zawsze.

Idź do oryginalnego materiału