Piękna pustynia i... brzęczący dźwięk. Polka oburzona. "W ogóle się z tym nie krył"

gazeta.pl 11 godzin temu
Miało być cicho, surowo i jak z innej planety... Jednak w jednym z najbardziej niezwykłych zakątków Afryki idealny kadr okazał się ważniejszy niż zasady. Polka opisała pewną scenę, która pokazuje, jak turyści przeszkadzają innym w odbiorze natury. A jej wnioski uderzają prosto w sedno problemu.
Deadvlei leży na terenie pustyni Namib i słynie z białej gliny, czarnych, martwych drzew i krajobrazu, który wygląda jak kadr żywcem wyjęty z filmu science fiction. To jedno z tych miejsc, gdzie cisza robi równie duże wrażenie jak widok. Właśnie tam pewna polska turystka zauważyła problem, który dotyczy coraz większej liczby ikon natury na świecie. Nie chodzi o tłumy, śmieci ani hałas rozmów. Chodzi o zdjęcia. A dokładniej o drony, które je wykonują.

REKLAMA







Zobacz wideo Majorka poza sezonem? Ależ oczywiście! [VLOG]



Polka nie mogła uwierzyć własnym oczom. To robią turyści dla "idealnych kadrów"
Drony zmieniły sposób dokumentowania podróży. Dają perspektywę z lotu ptaka, pozwalają uchwycić skalę krajobrazu i tworzyć kadry, które jeszcze dekadę temu były dostępne tylko dla ekip filmowych. Problem zaczyna się wtedy, gdy technologia przestaje być narzędziem, a staje się celem samym w sobie. W miejscach takich jak namibijska Dolina Śmierci każda ingerencja jest odczuwalna natychmiast. Cisza pęka, a skupienie na otoczeniu znika wraz z charakterystycznym bzyczeniem.
Polska turystka, Edyta Rybka, opisała sytuację, którą zastała na miejscu. choćby nie próbowała unikać negatywnych emocji.
Będąc w Deadvlei, trafiłam na grupę osób, które zupełnie ignorowały zasady i wyjątkowość tego miejsca
- pisała w poście. Jak relacjonuje, operator drona latał nad całym terenem przez około 20 minut.
W ogóle się z tym nie krył
- pisała rozczarowana. Dla niej najbardziej uderzające było to, iż liczyło się wyłącznie "idealne" ujęcie, choćby jeżeli oznaczało to łamanie przepisów i psucie doświadczenia innym.



Do tego doszedł kolejny problem, mniej widoczny na pierwszy rzut oka. Jedna z osób z tej samej grupy opierała się o martwe drzewa, które są niezwykle kruche i podatne na uszkodzenia. To element krajobrazu, który przetrwał setki lat w ekstremalnych warunkach, a może zostać zniszczony w kilka sekund. Jak podkreśliła autorka wpisu:
To właśnie przez takie zachowania istnieje ryzyko, iż w przyszłości tak piękne miejsca zostaną ogrodzone lub objęte jeszcze surowszymi ograniczeniami, a ich podziwianie będzie możliwe jedynie z daleka, w obawie przed kolejnymi podobnymi incydentami.
Pod postem Edyty gwałtownie pojawiły się komentarze innych podróżników.
Byłam też tam i było to samo, mam wrażenie, iż niektórzy podróżują dla idealnej fotki na Instagram
- napisała jedna z osób. Inna dodała krótko:
Nienawidzę tego bzyczenia. Skutecznie psuje mi te chwile kontaktu z pięknem czystej natury.
W tle przewija się jedno zdanie, które wraca jak echo: chodzi o dobre obyczaje i zwykły szacunek do miejsca, w którym się jest. Bez nich obserwacja choćby najbardziej spektakularnego krajobrazu traci cały sens.









Gdzie nie wolno latać dronem? Uszanujmy naturę i zostawmy zabytkowe miejsca w spokoju
Zakazy latania dronami w parkach narodowych i wyjątkowych miejscach przyrody nie są fanaberią urzędników. W grę wchodzi ochrona ekosystemów, które często są bardzo delikatne. Dźwięk i obecność drona mogą płoszyć zwierzęta, zwłaszcza ptaki w okresie lęgowym, zaburzając ich naturalne zachowania. Do tego dochodzi kwestia ciszy. Wiele osób przyjeżdża w takie miejsca właśnie po spokój i kontakt z naturą, a nie po dźwięk silników, choćby jeżeli są niewielkie.
Jest też bezpieczeństwo. Drony mogą kolidować z innymi maszynami w przestrzeni powietrznej, w tym ze śmigłowcami ratunkowymi, np. tymi wykorzystywanymi przez TOPR. Zdarzają się również upadki urządzeń na ziemię, co w miejscach uczęszczanych przez turystów stwarza realne zagrożenie. Dochodzi ochrona krajobrazu i poczucia dzikości, które są jednym z głównych powodów odwiedzania takich lokalizacji oraz prywatność innych osób.


W wielu krajach, w tym w Namibii, przepisy są bardzo konkretne. Zgodnie z lokalnym prawem lotniczym, za latanie dronem bez zgody w miejscach objętych zakazem grozi grzywna sięgająca 50 tysięcy dolarów namibijskich (ok. 11 tys. zł), a w poważniejszych przypadkach choćby kara więzienia do dwóch lat. Wyjątki istnieją, ale są ściśle regulowane. W parkach narodowych, takich jak Tatrzański Park Narodowy, zgody wydaje się głównie na potrzeby badań naukowych, monitoringu lub profesjonalnych projektów, po spełnieniu restrykcyjnych warunków.
jeżeli ktoś naprawdę chce korzystać z drona w podróży, powinien zacząć od sprawdzenia regulaminu konkretnego miejsca i lokalnych przepisów. Bezpieczniejszym wyborem są obszary poza ochroną ścisłą, z dala od tłumów i siedlisk zwierząt. W praktyce często oznacza to rezygnację z lotu tam, gdzie kadr jest najbardziej spektakularny. I właśnie w tym miejscu technologia powinna ustąpić miejsca odpowiedzialności. Czy przeszkadzają ci turyści z dronami? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału