Pamiętam tamte czasy, jakby to było wczoraj, choć minęło już sporo lat. Rodzice Małgosi dali nam z okazji ślubu ogromny prezent nowe mieszkanie w samym sercu Krakowa. Uroczyście przekazali nam klucze, twierdząc, iż teraz jesteśmy pełnoprawnymi właścicielami. Był to świeżo oddany blok, więc wszystkie ściany świeciły surową bielą, a podłogi skrzypiały od chłodu betonu. Teściowa, pani Teresa, od razu zaznaczyła, iż skoro oni dali nam mieszkanie, moi rodzice powinni wziąć na siebie ciężar remontu.
Moi rodzice ofiarowali nam przed ślubem sporą kwotę, całe oszczędności, jakie udało się zgromadzić przez lata. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, iż remont pochłonie nie tylko pieniądze, ale i masę nerwów. Tata, zaprawiony w budowlance, własnoręcznie kupował materiały, a ja mu dzielnie pomagałem. Czasami choćby Małgosia zawiązywała chustkę na głowie i szorowała ściany razem z nami. Od czasu do czasu pojawiał się też teść, pan Zbigniew, z młotkiem i radą.
Postanowiliśmy, iż zanim skończymy wszystko, nie będziemy wynajmować mieszkania żeby zaoszczędzić każdy grosz, zamieszkaliśmy tymczasowo u rodziców Małgosi, w ich starym mieszkaniu na Podgórzu.
Pewnego popołudnia buszowałem w dokumentach, szukając starego aktu własności dziadków. Przypadkiem natrafiłem na umowę dotyczącą naszego mieszkania. Nagle zauważyłem coś, co zupełnie wytrąciło mnie z równowagi właścicielką była nie Małgosia, a jej mama, pani Teresa!
Wieczorem mieliśmy z tatą iść po armaturę do łazienki, ale poprosiłem, żebyśmy przełożyli zakupy na jutro. Opowiedziałem mu, co znalazłem w papierach i iż muszę to przedyskutować z Małgosią.
Kiedy wszyscy już wrócili do domu i ścichły rozmowy, zebrałem się na odwagę i zapytałem wprost:
Dlaczego to mama Małgosi figuruje jako właścicielka mieszkania? Czemu nie Małgosia?
Jesteś naprawdę naiwny, chłopcze wzruszyła ramionami pani Teresa. To wszystko dla bezpieczeństwa naszej Małgosi.
Jak to dla bezpieczeństwa? Przecież jeszcze wczoraj remontowałem łazienkę w mieszkaniu, który jest, jak się okazuje, twoją własnością. Czy to uczciwe, żebyśmy z ojcem pakowali w to połowę wartości mieszkania? I dlaczego zakładasz, iż się rozwiedziemy, skoro dopiero co się pobraliśmy?
Mamo, przecież mówiłam ci, żebyś przepisała mieszkanie na mnie szepnęła cicho Małgosia, unikając mojego wzroku.
Więc wiedziałaś o tym? poczułem, jak wszystko we mnie się burzy. Powiedziałaś, ale na tym się skończyło? Wiedziałaś, a mimo to pozwoliłaś mi naiwnie wierzyć, iż mieszkanie jest nasze?
Szymonie, nie taka była moja intencja zaczęła Małgosia, ale nie słuchałem już jej tłumaczeń.
Nie spałem całą noc. Następnego dnia wróciłem do rodziców na Nową Hutę, nie mogąc pogodzić się z tą sytuacją. Małgosia próbowała się ze mną kontaktować, ale nie potrafiłem zebrać myśli. Zastanawiałem się, czy wszyscy rodzice są tacy przezorni, czy to tylko ja zostałem postawiony w tej niewygodnej sytuacji.
Do dziś nie wiem, co powinienem był wtedy zrobić. Może takie są prawa rodzinne, a może dałem się nabrać. I tak, noszę w sobie cień tamtej historii do teraz.












