Rodzice Magdy dali nam z okazji naszego ślubu prezent, o jakim wielu tylko marzy: nowe mieszkanie na obrzeżach Krakowa. Po uroczystym obiedzie wręczyli nam klucze, a ja poczułem, jakby świat stał przede mną otworem byliśmy właścicielami! Mieszkanie było jednak w stanie deweloperskim, nie do zamieszkania bez gruntowanego remontu. Teściowa powiedziała wtedy, iż skoro oni dali nam mieszkanie, to moi rodzice powinni dorzucić się do remontu. Moi rodzice już wcześniej wsparli nas sporą sumą pieniądze na dobre rozpoczęcie życia ale ostatecznie także zgodzili się pomagać przy pracach i kosztach remontu.
Po weselu niemal z marszu ruszyliśmy remont. Tata, od lat pracujący na budowie, załatwiał materiały po znajomości kafelki z Częstochowy, farby z lokalnej hurtowni. Wolne od pracy popołudnia i weekendy spędzałem na szlifowaniu ścian. Często dołączała do nas także Magda z wałkiem w ręku i ślady białej farby na policzku. Czasem choćby teść przynosił skrzynkę z narzędziami i naprawiał rury.
By oszczędzić na wynajmie, przeprowadziliśmy się tymczasowo do rodziców Magdy. Ich mieszkanie na nowym osiedlu na Prądniku było ciasne, ale myślałem, iż warto zgrzytać zębami przez kilka miesięcy, byle nasze mieszkanie było gotowe.
Któregoś dnia, szukając gwarancji na pralkę w stosie papierów, mój wzrok zatrzymał się na akcie własności. Zdziwienie przeszło w narastające zdenerwowanie. Wpisaną jako właścicielkę była moja teściowa, Halina Szymańska.
Wieczorem miałem z tatą jechać po nowe kafelki do łazienki, ale poprosiłem, żeby przełożyć wyjazd. Musiałem przetrawić to, co odkryłem.
Gdy wszyscy po kolacji siedzieli w salonie, nie wytrzymałem:
Dlaczego to pani Halina jest właścicielką naszego mieszkania, a nie Magda? zapytałem ostro, patrząc teściowej prosto w oczy.
Teściowa pokręciła głową z pobłażaniem.
Synku, to dla dobra naszej Magdy. Żebyśmy nie musieli potem dzielić się z tobą połową mieszkania, gdyby coś się nie ułożyło…
Oparłem się o oparcie krzesła, dłońmi ściskając uda.
A więc chodzi tylko o pieniądze? O mieszkanie, o które już wspólnie z rodzicami inwestujemy połowę wartości? Dlaczego zakładacie, iż mamy się rozwieść? Przecież dopiero co się pobraliśmy!
Teściowa wzruszyła ramionami, a Magda, której policzki zapłonęły czerwienią, spojrzała na matkę.
Mamo, prosiłam cię już, żebyś przynajmniej przepisała mieszkanie na mnie wyszeptała.
Zwróciłem wzrok na żonę, czując, iż ziemia usuwa mi się spod nóg.
Magda, więc wiedziałaś? O wszystkim? zapytałem z goryczą.
To nie tak… Wiedziałam, ale naciskałam na mamę, żeby zapisała je na mnie, naprawdę! próbowała tłumaczyć, ściszonym głosem.
Wyprostowałem się, czując słowa jak ołów na języku.
Cudowny początek naszego małżeństwa, nie ma co z kłamstwem w tle!
Minęło kilka dni, odkąd wróciłem do rodziców w Nowej Hucie. Magda dzwoni i pisze, szukając naszej rozmowy, tłumaczenia ale ja sam nie wiem, jak to wszystko przemyśleć. Z jednej strony rozumiem ostrożność jej rodziny, z drugiej czułem się zdradzony, jakby cały mój wysiłek nie miał już znaczenia. W głowie tłucze mi się tylko jedno pytanie: co mam teraz zrobić? Czy wszystkie rodziny aż tak bardzo nie ufają zięciom?












