Dziś musiałem wyrzucić z siebie kilka myśli. Nie do końca wiem, co ze sobą zrobić, więc zapisuję to wszystko tutaj może lepiej zrozumiem, co tak naprawdę czuję.
Dostaliśmy od rodziców Zosi na ślub niebywale drogi prezent mieszkanie! Wręczyli nam uroczyście klucze, zapewniając, iż teraz to nasze, choć formalnie zakupili je w stanie deweloperskim. Od początku wiedziałem, iż wymaga sporego remontu. Teściowa od razu dała do zrozumienia, iż skoro oni zapewnili mieszkanie, moi rodzice powinni sfinansować jego wykończenie. Moi rodzice już wcześniej sprezentowali nam większą kwotę w złotówkach, ale bez mrugnięcia okiem zgodzili się też pomóc przy remoncie.
Zaraz po ślubie zabraliśmy się do pracy. Tata fachowiec budowlany z krwi i kości załatwił materiały, ja mu pomagałem, a czasem choćby Zosia przychodziła pomóc poodkurzać albo pomalować ściany.
Czasem podłączył się też teść. Ustaliliśmy wspólnie, iż nie będziemy wynajmować mieszkania do czasu skończenia remontu dzięki temu mogliśmy zamieszkać tymczasowo u rodziców Zosi i trochę odłożyć na wyposażenie.
Kilka dni temu, przeglądając jakieś papiery, natrafiłem na dokumenty dotyczące naszego mieszkania. Zamurowało mnie, kiedy zobaczyłem, iż właścicielką mieszkania jest teściowa.
Nie mogłem sobie tego poukładać w głowie. Tego samego wieczora ojciec namawiał mnie, żeby pójść dokupić płytek do łazienki, ale wymówiłem się, mówiąc mu, iż coś mnie mocno niepokoi i wolę na spokojnie przemyśleć sprawę.
Gdy wróciliśmy do domu, w końcu nie wytrzymałem i zadałem pytanie wprost, gdy wszyscy byli w domu:
Dlaczego to pani jest właścicielką naszego mieszkania? zapytałem teściową, patrząc na nią prosto w oczy. Dlaczego nie Zosia?
Teściowa odpowiedziała mi tonem, jakby mówiła do dziecka:
No przecież rozumiesz, to dla bezpieczeństwa naszej Zosi powiedziała bez zawahania.
Ale co to znaczy? My dopiero zaczęliśmy życie razem! Przecież remont robimy z moim ojcem połowa wartości mieszkania pójdzie na wykończenie! Czego się państwo boicie? Rozwodu?
Zosia wtrąciła się niepewnie:
Mamo, przecież mówiłam Ci, iż mieszkanie powinno być na mnie
I wtedy dotarło do mnie, iż Zosia to wszystko wiedziała! Poczułem się, jakby coś we mnie pękło.
To wiedziałaś o tym od początku i nic mi nie powiedziałaś? Tak zaczynamy nasze małżeństwo, od tajemnic i kombinowania?
Przestałem z nimi rozmawiać. Spakowałem się i wróciłem na razie do rodziców. Zosia próbuje do mnie dzwonić, pisać, ale potrzebuję czasu, żeby sobie to wszystko poukładać. Nie myślałem, iż spotkam się z czymś takim ukrywanie własności, brak szczerości. Może rodzice faktycznie zawsze przesadzają ze swoją przezornością… Ale czy to wystarczający powód, żeby mnie tak wprowadzić w błąd? Nie wiem, co dalej robić. Potrzebuję czasu, żeby zastanowić się, czy mogę im jeszcze zaufać, czy chcę żyć w takim układzie.
Co byście zrobili na moim miejscu?












