Pewna samotna staruszka karmiła bezdomnego psa, a to, co się potem wydarzyło, całkowicie ją zszokowało

newskey24.com 1 dzień temu

Drogi Dzienniku, 12 października 2024

Mieszkam na skraju małej wioski Pustkowo, gdzie domy rozkładają się pośród dzikich łąk, a wiatr niesie szelest starych liści. Po śmierci męża i wyprowadzce dzieci do Krakowa, moje dni kręcą się wokół herbaty, robótek ręcznych i spokojnych wieczorów przy radiu.

Pewnego ponurego, szarego popołudnia, gdy niebo przybrało barwę popiołu, dostrzegłam za płotem cień. To był pies chudy, brudny, kości wystające jak gałęzie, a w oczach widziałam coś ludzkiego. Nie szczekał, nie warczał, po prostu patrzył. Dałam mu trochę zimnej wody i plasterek kiełbasy. Ostrożnie podszedł, zjadł wszystko i odszedł. Następnego dnia wrócił, a potem znów i znów. Nazwałam go Barankiem, choć bardziej przypominał wędrowca niż szlachetnego pana.

Z czasem Baranek zaczął mi ufać merdał ogonem, ocierał się o rękę i towarzyszył mi aż do studni. Pewnej nocy usłyszałam głośny szczek. Wyszedłem na podwórze i zobaczyłem, jak nasz pies biegnie w kółko wokół szopy. Gdy podszedłem bliżej, przygasał światłem latarki. W środku stał mały chłopiec brudny, chyły, w podartych szortach, z przerażonymi oczami.
Proszę, nie bijcie mnie wyszeptał. Okazało się, iż uciekł z domu dziecka, po tym jak dopadł go okrutny opiekun. Baranek znalazł go w lesie, dał mu jedzenie, ocieplił swoimi ciałem i przyprowadził do mnie, bo wyczuł w moim sercu dobroć.

Nie zastanawiając się długo, schowałam chłopca w domu. Gdy przybyła policja sąsiedzi wezwali ich po hałasie i migających światłach nie oddałam go od razu. Rozmawiając z jedynym stróżem w okolicy, sierżantem Józefem Nowakiem, dowiedziałam się, iż od dawna poszukiwano tego dziecka, a jego opiekun już nie pracuje w ośrodku. Chłopiec trafił do nowej rodziny adopcyjnej, a przed wyjściem podszedł do mnie i szepnął:
Teraz jesteś moją babcią Czy mogę do Ciebie pisać listy?

Baranek został ze mną. Nie był już bez pana stał się prawdziwym władcą podwórka. Od tej pory mam znowu rodzinę wiernego psa i listy od wnuka, które przychodzą co tydzień. Czuję, iż życie, jak ogon psa, potrafi obracać się nieoczekiwanie i wtedy niesie ze sobą radość.

Z wdzięcznością,
Helena Kowalska.

Idź do oryginalnego materiału