Dzieci

Jej córka wstydzi się dziadków. "Nie chce ich odwiedzać, ani zapraszać na przedstawienia"
Unikatowe solniczki w sandomierskim zamku
Współtwórca WOŚP: my nie czerpiemy żadnych z tego korzyści
Gdy z mężem klepaliśmy biedę, teściowa kupowała sobie futro, nowy telewizor i żyła jak królowa. Lata później przyszła „zemsta losu”! Miałam 18 lat, gdy zaszłam w ciążę. Rodzice nie wspierali mnie, twierdząc, iż to za wcześnie na dziecko. Mąż właśnie został powołany do wojska. Babcie zgodnie orzekły: – Dziecko to twoja sprawa. – Nie będę teraz opiekować się twoim dzieckiem – powiedziała mi mama. Z teściową nie mogłam choćby porozmawiać, bo nie chciała mieć ze mną kontaktu. Zamieszkałam więc z ciocią od strony taty. Miała wtedy 38 lat, nie miała własnych dzieci, całe życie poświęcała pracy. Nie oceniała moich rodziców: – Rozumiem ich – nie mieli łatwo, kiedy się urodziłaś. Pracowali ciężko, nie było na jedzenie. Tata nocami rozładowywał wagony, żeby zarobić jakieś pieniądze. – Ale teraz mają się dobrze. Tata ma wysoką pensję, własne dwupokojowe mieszkanie. Mama też pracuje. A ja sama za chwilę będę miała dziecko. – Naprawdę im nie zależy? – pytałam ciocię. – Chcą po prostu żyć dla siebie. Nie powinnaś ich oceniać. Może jeszcze zmądrzeją. Żadnego wsparcia z ich strony nie dostałam. Spakowałam się – zamieszkałam z ciocią. Gdy mąż wrócił z wojska, nasz syn miał już półtora roku. W czasie jego nieobecności, teściowa nie odwiedziła wnuka ani razu. Moi rodzice byli u mnie tylko dwa razy. Mąż zatrudnił się jako mechanik samochodowy, próbował kończyć studia, ale nie wyszło. Wciąż mieszkaliśmy u cioci. Gdy syn poszedł do przedszkola i ja znalazłam pracę, ciocia przeprowadziła się w inny rejon. Przenieśliśmy się więc do wynajmowanego mieszkania. Niedługo po tym zmarła babcia męża. Teściowa sprzedała jej mieszkanie, urządziła sobie kapitalny remont i kupiła wszystko, o czym marzyła. Mąż prosił, by nie sprzedawała mieszkania, oferował choćby spłatę rat i odkupienie lokalu, ale na nic się to zdało. – Dlaczego miałabym rezygnować z własnych korzyści i życia? Od dawna chciałam remontu. Chcecie go zrobić dla mnie? – rzuciła teściowa do syna. Pięć lat później urodziła się nasza córka. Wiedzieliśmy już, iż musimy mieć własne mieszkanie. Mąż wyjechał za granicę do pracy. Odkładanie pieniędzy na mieszkanie szło jednak bardzo wolno. przez cały czas mieszkałam z dziećmi „na wynajmie”. Moja mama została sama w trzypokojowym mieszkaniu – tata się z nią rozwiódł dwa lata wcześniej. Niestety nie znalazło się tam miejsca dla mnie i wnuków. U teściowej też nie mogłam zamieszkać – ciągle remontowała i nie kwapiła się z pomocą. Mąż latami pracował za granicą. Po kilku latach kupiliśmy jednak własne mieszkanie. Bez niczyjej pomocy. Teraz nasz syn kończy podstawówkę, córka chodzi do drugiej klasy. Dobrze znamy wartość pieniędzy. Każdą złotówkę odłożyliśmy z trudem. Teraz nie mamy tych problemów – każde z nas ma swój samochód, co roku jeździmy na wakacje nad morze. Jedyną osobą, której naprawdę jesteśmy wdzięczni, jest moja ciocia. Może zadzwonić do nas w każdej chwili i poprosić o pomoc. Nasi rodzice tymczasem nie mają lekko. Mama została zwolniona z pracy, niedawno zadzwoniła prosząc o wsparcie, ale odmówiłam. Podobnie teściowa – przeszła na emeryturę, nie zamierzała jednak żyć skromnie. Skończyły się jej pieniądze ze sprzedaży mieszkania. Mąż też jej odmówił. Poradził, by sprzedała duże, wyremontowane mieszkanie i kupiła sobie kawalerkę. Ja i mąż nie jesteśmy nikomu nic winni. Wychowujemy nasze dzieci zupełnie inaczej niż nasi rodzice. Zawsze im pomożemy. Wierzę też, iż na starość będziemy mogli liczyć na ich wsparcie.
Myślisz, iż znasz się na zegarku? To błąd, który popełnia większość przy tej zagadce
„Mama żyje za moje pieniądze” — te słowa zmroziły mnie ze zgrozy
Banalny quiz wiedzy ogólnej. Komplet to obowiązek dla wykształconych!
Ferie u dziadków. "Nagle zapomnieli o bożym świecie. Babcia mało ducha nie wyzionie"
Przewidywane wycofania na koniec 2026. Sprawdźcie co wypadnie z serii Icons.
ŻYCIE W PORZĄDKU – Lada, zakazuję ci kontaktować się z siostrą i jej rodziną! Oni mają swoje życie, my – swoje. Znowu dzwoniłaś do Natalii? Skarżyłaś się na mnie? Uprzedzałem cię. Nie miej pretensji, jeżeli coś się stanie – Bogdan mocno chwycił mnie za ramię. Jak zwykle w takich sytuacjach, bez słowa szłam do kuchni. Do oczu napływały gorzkie łzy. Nigdy nie narzekałam siostrze na życie z mężem – po prostu rozmawiałyśmy. Mieliśmy starszych rodziców, było o czym pogadać, co przedyskutować. Bogdan tego nie znosił. Nienawidził mojej siostry Natalii. U niej w domu panował spokój i dostatek. Czego nie dało się powiedzieć o mnie i Bogdanie. Kiedy wychodziłam za Bogdana, byłam najszczęśliwszą dziewczyną na całym świecie. Bogdan porwał mnie w wir namiętności. Wcale nie przeszkadzało mi, iż był ode mnie o głowę niższy. Nie zwróciłam też uwagi na jego matkę, która na wesele przyszła ledwie trzymając się na nogach. Później okazało się, iż teściowa od lat pije. Zakochana nie dostrzegałam złego. Po roku małżeństwa zaczęłam wątpić w swoje szczęście. Bogdan mocno pił, wracał do domu pijany jak bela. Potem zaczęły się zdrady. Pracowałam jako pielęgniarka, zarobki niewielkie. Bogdan najchętniej całe dnie spędzał z kolegami od kieliszka. Utrzymywanie mnie nie wchodziło w grę. Jeszcze na początku marzyłam o dzieciach, ale teraz wystarczało mi opiekowanie się rasowym kotem. O dzieciach z alkoholikiem przestałam choćby myśleć. Chociaż Bogdana wciąż kochałam. – Jesteś naiwna, Lada! Zobacz, ilu facetów patrzy ci w oczy, a ty ślepo wpatrzona w swojego karzełka! Co w nim widzisz? Wiecznie chodzisz pobita, myślisz, iż nikt nie widzi tych sińców pod makijażem? Odejdziesz, zanim cię zabije, głupia – tak mówiła koleżanka z pracy. Bogdan często dawał upust złości. Bił mnie do nieprzytomności. Raz tak, iż nie mogłam pojawić się na dyżurze. Ba, zamknął mnie w mieszkaniu i zabrał klucz. Od tej pory panicznie się go bałam. Dusza się kurczyła, serce waliło, gdy słyszałam klucz w zamku. Wydawało mi się, iż mści się na mnie, iż nie dałam mu dziecka, iż jestem złą żoną… Nie stawiałam oporu, gdy mnie bił, aż do upokorzeń. Dlaczego jeszcze go kochałam? Jego matka, podobna do wiedźmy, powtarzała: – Laduniu, słuchaj męża, kochaj go całą sobą, zapomnij o rodzinie i koleżankach, bo one do niczego cię nie doprowadzą. I zapominałam. Nie spotykałam się z bliskimi, spełniałam żądania Bogdana. Zupełnie byłam pod jego władzą. Lubiłam, gdy błagał o wybaczenie, klękał, całował stopy. Godzenie się miało smak słodyczy – Bogdan posypywał nasze łóżko płatkami róż, czarujących zapachem. Wiedziałam, iż zrywając je z krzaka przy bloku kolegi-alkoholika. Jego żona troskliwie pielęgnowała te róże, a on rozdzielał je chłopakom za flaszkę, a żony topniały na widok prezentu i wybaczały. Pewnie żyłabym tak z Bogdanem do końca. Mój wymyślony raj za każdym razem rozpadałby się na kawałki – i kleiłabym go od nowa. Aż wydarzył się przypadek… – Oddaj mi Bogdana, mam z nim syna. Ty jesteś bezpłodna. Pustułka – tak bezceremonialnie powiedziała mi obca kobieta. – Nie wierzę! Wyjdź stąd, póki ładnie proszę – odpędziłam nieproszoną gościnię. Bogdan wypierał się jak mógł. – Przysięgnij, iż to nie twój syn! – wiedziałam, iż nie będzie w stanie. Bogdan milczał znacząco. Domyśliłam się… – Lada, nigdy nie widziałem cię wesołej. Problemy? – zapytał nasz ordynator, pan Herman Lewandowski. Myślałam, iż mnie nie zauważa, a tu taka troska… – Wszystko w porządku – zawstydziłam się przed szefem. – To dobrze, gdy człowiek ma życie w porządku. Wtedy jest piękne – powiedział z tajemniczym uśmiechem. Herman Lewandowski był po rozwodzie, wychowywał córkę. Mówiło się, iż żona zdradzała. Miał czterdzieści dwa lata, niepozorny, w okularach, z zakolami i niski. Ale kiedy podchodził blisko, czułam falę kobiecego pożądania. Roztaczał oszałamiający aromat jakiegoś męskiego lotionu… Nie mogłam się oprzeć urokowi Hermana. Uciekałam przed pokusą. Po jego słowach nie mogłam znaleźć swojego miejsca. „To dobrze, gdy człowiek ma życie w porządku”… Jakie to proste – a wstrząsnęło mną do głębi. U mnie przecież jeden wielki chaos. Wróciłam więc do rodziców. Mama pyta: – Laduniu, co się stało? Mąż cię wyrzucił? – Nie, później opowiem – wstydziłam się mówić prawdę. Potem dzwoniła teściowa, przeklinała i oskarżała. Ale ja już nabrałam siły, oddychałam pełną piersią, czułam się inną kobietą. Dziękujemy, panie Hermanie… Bogdan groził, śledził mnie. Nie wiedział, iż już nie ma nade mną władzy. – Bogdan, przestań tracić na mnie czas, zajmij się swoim synem. Ja przewróciłam naszą stronę życia. Żegnaj – powiedziałam spokojnie. Wróciłam do Natalii i do rodziców. Odzyskałam siebie, nie byłam już marionetką. Podróżka zaraz zauważyła: – Lada, nie poznaję cię! Odmłodniałaś, rozkwitłaś, poweselałaś! Jak panna młoda! A pan Herman oświadczył się: – Lada, wyjdź za mnie! Obiecuję – nie pożałujesz. Tylko jedno warunek, mów mi po imieniu – nazwiska zostaw na dyżurze. – A ty mnie kochasz, Hermanie? – zaskoczyło mnie to wyznanie. – Ach, wybacz, kobiety lubią słowa. Chyba cię kocham. Ale bardziej wierzę w czyny. – pocałował mnie w rękę. – Zgadzam się, Herman. Jestem pewna, iż pokocham – euforii mojej nie było końca. …Minęło dziesięć lat. Codziennie udowadniał mi swoją miłość. Nóg nie całował, pustych słów nie rzucał – ale dbał o mnie, opiekował się, kochał. Potrafił zadziwić wielkimi gestami. Wspólnych dzieci się nie doczekaliśmy. Chyba faktycznie jestem „pustułką”. Ale Herman nie wypominał, nie żałował słowem. – Lada, znaczy, pisane nam być tylko we dwoje. Mi wystarczasz w zupełności – pocieszał, gdy tęskniłam za macierzyństwem. Córka Hermana podarowała nam wnuczkę Zosię. To ona stała się naszym ukochanym, wymarzonym dzieckiem. Co do Bogdana – całkiem się stoczył i odszedł z tego świata przed pięćdziesiątką. Jego matka czasem patrzy na mnie na targu z nienawiścią. Ale te strzały już mnie nie dosięgają. Żal mi jej – i tyle. A u nas z Hermanem jest w porządku. Życie jest piękne…
34. Finał WOŚP. „Światełko do Nieba”. Kolejna rekordowa kwota!
Musisz bawić się z wnukiem, to przecież twoje zadanie, babciu!
Mam 38 lat i dwa dni temu żona zdecydowała się wybaczyć mi romans, który trwał kilka miesięcy – wszystko zaczęło się w pracy, a kiedy prawda wyszła na jaw, przez ponad miesiąc mieszkałem w pokoju syna, aż w końcu, tuż przed Świętami, żona postanowiła dać mi drugą szansę, choć wciąż nie ufa mi tak jak dawniej.
Cudu nie było Tania wyszła ze szpitala z synem na ręku. Cudu nie było – rodzice jej nie powitali. Świeciło wiosenne słońce, otuliła się za dużą już kurtką, w jednej ręce ściskając reklamówkę z rzeczami i dokumentami, drugą wygodniej ułożyła dziecko i ruszyła przed siebie. Nie wiedziała, dokąd pójść. Rodzice stanowczo zabronili jej wracać z dzieckiem do domu, mama domagała się zrzeczenia praw. Ale Tania sama była z domu dziecka, jej matka się jej zrzekła i dziewczyna obiecała sobie, iż swojego dziecka nigdy nie odda, bez względu na wszystko. Dorastała w rodzinie zastępczej, rodzice byli dobrzy, traktowali ją jak własną córkę. choćby czasem rozpieszczali, nie nauczyli samodzielności. Żyło się skromnie, często chorowali. Teraz rozumiała, iż sama jest winna temu, iż jej syn nie ma ojca. Zdawało się, iż ojciec dziecka traktował ją poważnie, chciał poznać ją z rodzicami, ale kiedy dowiedział się o ciąży, powiedział, iż nie jest gotów na dziecko. Wyszedł i więcej się nie odezwał, zablokował numer. Tania westchnęła. – Nikt nie jest gotowy – ani ojciec dziecka, ani rodzice. Za to ona jest gotowa być odpowiedzialną mamą. Usiadła na ławce w promieniach słońca. Gdzie ma pójść? Słyszała, iż są ośrodki dla takich matek jak ona, ale wstydziła się pytać o adres, licząc iż rodzice ją zabiorą. Ale… nie przyjechali. Tania postanowiła zrobić to, co zaplanowała – pojechać do jakiejś wsi do babci, może ją przygarnie. Pomoże starszej pani w gospodarstwie, póki dostaje rodzinne, a potem znajdzie pracę. Przecież musi się udać. Tak zrobi – tylko jeszcze sprawdzi w telefonie, skąd odjeżdżają autobusy. Przecież babcie są dobre i jej się uda. Przekładając wygodniej śpiącego synka, sięgnęła po wyeksploatowany telefon i prawie weszła pod samochód. Kierowca, siwy wysoki mężczyzna, wyskoczył z auta i zaczął krzyczeć na Tanię, iż nie patrzy gdzie idzie, jeszcze zgubi siebie i dziecko, a on pójdzie do więzienia. Tania się przestraszyła, łzy napłynęły do oczu, dziecko się obudziło i zapłakało. Mężczyzna spojrzał i zapytał, dokąd idzie z maluszkiem. Tania odparła przez łzy, iż nie wie. Mężczyzna powiedział: – Wsiadaj do samochodu. Pojedziesz do mnie, uspokoisz się i razem coś wymyślimy. Chodź, nie stój, bo dziecko już się denerwuje. Mnie nazywają Konstanty Grzegorz, a ty? – Tania. – No to chodź, Tania. Pomogę ci wsiąść. Zabrał matkę z dzieckiem do swojego mieszkania. Dał jej oddzielny pokój, by mogła spokojnie nakarmić synka. Miał duże, trzypokojowe mieszkanie. Nie było w co przewinąć dziecka, więc Tania poprosiła Konstantego Grzegorza, by kupił pieluszki, przekazała mu swój skromny portfelik na zakupy. Ale mężczyzna stanowczo odmówił przyjęcia jej pieniędzy, mówiąc, iż i tak nie ma na kogo wydawać. gwałtownie pobiegł do sąsiadki, która była lekarką, mając nadzieję, iż jest w domu. Na szczęście sąsiadka miała wolne. Po telefonie sporządziła porządną listę niezbędnych rzeczy i wręczyła Konstantemu Grzegorzowi. Gdy wrócił z zakupów, zobaczył, iż Tania przysnęła, opierając głowę o poduszkę, a synek się przebudził. Umył ręce i wziął dziecko, by mama mogła odpocząć. Ledwie zamknął drzwi pokoju, Tania się obudziła i zaczęła wołać, gdzie jej synek. Konstanty Grzegorz wniósł go z uśmiechem mówiąc, żeby się nie martwiła – chciał tylko dać jej się przespać. Pokazał wszystko, co kupił dla niej i synka, zaproponował przewinięcie dziecka. Powiedział, iż później przyjdzie jego dobra sąsiadka–lekarka i wszystkiego nauczy, jutro przyjdzie też pediatra z przychodni. Następnie podjął rozmowę: – Nie musisz szukać żadnej wsi ani babci. Zamieszkaj u mnie, miejsca nie zabraknie. Jestem wdowcem, nie mam dzieci ani wnuków. Mam dobrą emeryturę i jeszcze pracuję. Samotność mi ciąży, a taki lokatorów będę miał prawdziwą rodzinę. – A miał pan dzieci? – Tak, miałem syna. Pracowałem na kontraktach w Norwegii – pół roku tam, pół tutaj. Syn studiował, miał dziewczynę. Na ostatnim roku chcieli się pobrać, bo spodziewali się dziecka. Czekali na mój powrót, by zrobić wesele. Ale syn kochał motocykle, stracił panowanie nad maszyną i zginął na miejscu. Wróciłem prosto na pogrzeb. Żona się rozchorowała po stracie syna. Zgubiłem z oczu synową, choć miałem jej zdjęcie i wiedziałem, iż nosiła moje wnuka. Szukałem jej, nie znalazłem. Dlatego, Tania, proszę, zostań u mnie. Może na starość poczuję, co to rodzina. A jak nazwałaś synka? – Nie wiem dlaczego, ale chciałam, by miał na imię Sawa. Bardzo mi się podoba to imię, choć mało popularne. – Sawa?! Tania, tak miał na imię mój syn! choćby ci nie mówiłem! Ucieszyłaś starego, nie spodziewałem się takiego zbiegu okoliczności. Zostaniesz? – Z przyjemnością. Jestem z domu dziecka, potem trafiłam do dobrej rodziny, ale mojego synka przyjąć nie chcieli. Dlatego mnie nie odebrali ze szpitala, zostałam sama. Ale gdyby nie oni, nie skończyłabym technikum, nie miałabym dobrego życia. Zresztą, po domu dziecka i tak miałabym swoje mieszkanie. Moja mama zostawiła mnie pod bramą sierocińca, na kocyku zostawiając tylko łańcuszek z medalikiem. – Przebierz się, kupiłem ci nową odzież, zajmiemy się dzieckiem i domem. Wanienka czeka, jak kąpać – pokaże sąsiadka. I coś zjemy – karmiącej mamie potrzebne są kalorie. Kiedy Tania w nowej bluzce wyszła z pokoju, Konstanty Grzegorz zauważył na jej szyi łańcuszek i zapytał, czy to ten – od mamy. Tania przytaknęła, wyciągnęła medalik. Wtedy mężczyzna aż zaniemógł – gdyby nie Tania, upadłby ze wzruszenia. Dochodził do siebie, poprosił o medalik. Zapytał, czy go otwierała. Tania powiedziała, iż nie, bo nie ma żadnego zapięcia. Konstanty Grzegorz wyjaśnił, iż on sam zamówił ten medalik dla syna, i otwiera się specjalnie. Pokazał jak. Medalik rozłożył się na pół – w środku była maleńka kosmyk włosów. – To włosy mojego syna, sam je włożyłem. Więc… jesteś moją wnuczką? Czyli los nie postawił nas na jednej drodze przez przypadek! – Zróbmy jeszcze test! Żeby nie miał Pan wątpliwości, iż to Pan jest moim dziadkiem. – Nie trzeba! Jesteś moją wnuczką, to mój prawnuk! I więcej o tym nie dyskutujemy. Już dawno widziałem w tobie podobieństwo do syna. Mam zdjęcia twojej mamy. Pokażę ci twoich przodków! Autorka: Zofia Koralewska
Mąż cenniejszy niż najgorsze żale – Historia Tani: „To koniec, Igorze! Rozwodzimy się!” – czyli o miłości, która przetrwała alkohol, dramaty lat 90., śmierć pierwszego męża, samotność i cztery córki. Jak po burzliwym życiu, kolejnych rozstaniach, przeprowadzce z miasta na wieś i utracie wszystkiego, kobieta w Polsce odnalazła siłę, by znów zawalczyć o dawną rodzinę.
"Zawodzimy dzieci, zanim jeszcze zaczną szkołę". Lekarze widzą otyłość już choćby u niemowląt
Dziewczynka po zachorowaniu na raka wpadła na genialny pomysł. Jej akcja stała się wiralem
Kiedy mężczyzna nie chce się zmienić… nie zrobi tego. Nie ma znaczenia, jak bardzo go kochasz. Nie liczy się, ile razy dajesz mu szansę, przestrzeń, czas… jak często tłumaczysz swoje potrzeby, mówisz spokojnie, płaczesz po cichu albo zalewasz go miłością z nadzieją, iż w końcu dojrzeje i stanie na twoim poziomie. jeżeli on zdecydował, iż pozostanie taki sam — po prostu będzie szukał kobiety, która mu na to pozwoli. Kobiety, która nie będzie go wyzywała do rozwoju. Nie będzie wymagała dojrzałości emocjonalnej, której on jest zbyt leniwy… lub zbyt przestraszony… by się nauczyć. To nie jest miłość. To jest wygoda. To jest przetrwanie. To jest mężczyzna, który wybiera najłatwiejszą drogę — bo kiedy ktoś nie uleczył własnych ran, odpowiedzialność brzmi jak presja, a prawdziwy związek — jak zagrożenie. Kobieto… nie myl swoich wysokich standardów z byciem „zbyt wymagającą”. Nie chcesz za dużo, kiedy pragniesz: uczciwości, stałości, szacunku, bezpieczeństwa emocjonalnego… i relacji, w której oboje się rozwijacie. To są fundamenty. To jest minimum. I prawdziwy mężczyzna zaczyna nad tym pracować, zanim w ogóle poprosi o miejsce w twoim życiu. Ale kiedy mężczyzna nie jest gotowy na rozwój… gdy wciąż tkwi w swoich dziecięcych nawykach, gdy wybiera ego zamiast wzrostu i ucieka przed trudnymi rozmowami… wtedy twoja siła będzie go przerażać. Twoja klarowność zabrzmi mu jak krytyka. Twoje granice odbierze jako odrzucenie. Nie dlatego, iż ty robisz coś źle… ale dlatego, iż nie jest przyzwyczajony do kobiety, która zna swoją wartość. I zamiast dorosnąć — odsunie się. Zamiast nauczyć się rozmawiać — powie ci, iż jesteś „zbyt emocjonalna”. Zamiast dorównać twojej energii — znajdzie kogoś, kto oczekuje mniej… daje więcej… i nie wymaga rozwoju. Bo tak jest łatwiej. Bezpieczniej. Wygodniej. Kogoś, kim można manipulować. Kogoś, kto wszystko przełknie. Kogoś, kto będzie milczeć. Ale nie pozwól, by to tobą zachwiało. Nie daj, żeby jego wybór sprawił, iż zaczniesz w siebie wątpić. Czasem to nie chodzi o to, iż nie byłaś dla niego wystarczająca… ale iż byłaś zbyt wartościowa dla wersji niego, w której czuje się bezpiecznie. Jesteś lustrem. A on nie jest gotów się w to lustro spojrzeć. Bo pokazujesz mu nie tylko, kim jesteś… ale też kim on mógłby być, gdyby miał odwagę się rozwijać. Więc pozwól mu odejść. Niech zostanie w przeciętności, jeżeli to jego wybór. Ale ty — nigdy się nie umniejszaj, aby się zmieścić w życiu mężczyzny, który odmawia rozwoju. Nie jesteś „zbyt dużą kobietą”… on po prostu nie jest wystarczająco mężczyzną. I to nie jest twój ciężar do noszenia.
Nigdy nie zapomnę dnia, gdy znalazłam płaczące niemowlę w wózku pod drzwiami mojej sąsiadki, Leny. Była równie zszokowana jak ja.
Wakacje z przedszkolakiem – jak się spakować i nie zwariować?
Zapowiedzi serii LEGO® Lord Of The Rigs na 2026 rok.
Jakie ulgi w PIT 2025 dla rodziców? Większość rodzin traci pieniądze z powodu niewiedzy
Matka uderza w przedszkolne prezenciki. "Jesteśmy w sytuacji nadmiaru. I to sporego"
Bogata Kobieta Odwiedza Grób Syna i Spotyka Płaczącą Kelnerkę z Niemowlęciem — To, Co Odkryła, Wszystko Zmieniło
Rabaty
Ponad 100 tysięcy złotych i wielkie serca – podsumowanie 34. Finału WOŚP w Gdowie
Xiaomi wchodzi na rynek zegarków dla dzieci. Kids Watch stawia na bezpieczeństwo i kontrolę
Rodzice robią to, bo chcą dla swojego dziecka jak najlepiej. Jednak te zachowania mogą być tak naprawdę krzywdzące
Promocje
Afiliacje
Jak budować cyfrową bibliotekę na Kindle? Eksperckie spojrzenie na format, dostępność i jakość czytania na czytnikach e-ink
Jako matka brzydzę się hejtem na WOŚP. Słyszę "Owsiak kradnie", widzę sprzęt ratujący dzieci
Dałam nauczkę mężowi, teściowej i szwagierce – bo najpierw dla wszystkich byłam służącą, a gdy w końcu powiedziałam „dość”, odzyskałam swoje życie
XVIII edycja programu „Dobre Działania” rozstrzygnięta
Nie otwieraj paszczy na cudzy chleb!
Znasz "Shreka" na pamięć? Sprawdź się w tym quizie wiedzy!
"Z rodzeństwem dzieliliśmy jeden pokój. Dziś nie wyobrażam sobie, aby tak było u moich dzieci"
Koniec wkuwania na pamięć? Wielkie zmiany w szkołach 2026
Okazja Cenowa (Star Wars) – 75394 Gwiezdny Niszczyciel Imperium
Okazja Cenowa (Marvel) – 76342 Spider-Man kontra Mysterio: Daily Bugle
Okazja Cenowa (Icons) – 21063 Zamek Neuschwanstein
Okazja Cenowa (Marvel) – 76344 Iron Man Mark 3 – edycja kolekcjonerska
Okazja Cenowa (Star Wars) – 75375 Sokół Millennium
Okazja Cenowa (Creator) – 31152 Astronauta
Okazja Cenowa (City) – 60446 Modułowy galaktyczny statek kosmiczny
Okazja Cenowa (Icons) – 11372 Jesienny ogród z chatką
Okazja Cenowa (Technic) – 42157 Ciągnik zrywkowy John Deere 948L-II
Okazja Cenowa (Icons) – 10323 Automat do gry Pac-Man
Okazja Cenowa (Ninjago) – 71814 Turniejowe miasto ze świątynią
Każdy by chciał takiej „pomocy”: Gdy teściowa przyjeżdża ratować rodzinę, a kończy się rozwodem, alergią u dziecka i życiem od nowa w trójkę z dziećmi w polskiej rzeczywistości