Dzieci

Prezenty na Dzień Babci last minute. Biedronka, Lidl i Action kuszą podarunkami za grosze
Zrobiłem test na ojcostwo i straciłem rodzinę – historia, jak zwykłe podejrzenia zniszczyły moje małżeństwo i relacje z dziećmi
Mimo iż Lucyna była idealną synową i oddaną żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale i własne życie – historia polskiej dziewczyny wychowanej w sierocińcu, która uwierzyła w „mądrości” teściowej i poświęciła szczęście dla rodziny
Najbliżsi na świecie – opowieść o Annie Janownie i Pawle Iljiczu, ich trójce wnuków (Mili, Wowie i Swiecie), wspólnych rodzinnych chwilach, domowych wypiekach, lekcjach matematyki, podwórkowych zabawach i sile rodzinnych więzi, które przetrwały choćby przez trudne doświadczenia, by dziś cała wielopokoleniowa polska rodzina cieszyła się sobą przy wspólnym stole, herbacie i dziecięcych rysunkach, a każdy dzień przynosił wzruszenia, miłość i wdzięczność za siebie nawzajem.
Zawsze będę przy Tobie, mamo. Prawdziwa historia, w którą trudno uwierzyć Babcia Wanda nie mogła się doczekać wieczoru. Jej sąsiadka Natalia, samotna kobieta po pięćdziesiątce, opowiedziała jej coś tak niezwykłego, iż aż kręciło się w głowie. Na dowód swoich słów zaprosiła ją zresztą wieczorem do siebie – miała jej coś pokazać. A wszystko zaczęło się od zwykłej rozmowy. Natalia rano szła do sklepu i zajrzała do babci Wandy: – Coś kupić, babciu Wandziu? Idę do sklepu za rogiem, chcę upiec ciasto, i parę drobiazgów jeszcze muszę dokupić. – Dobra z ciebie kobieta, Natalio – powiedziała babcia Wanda. – Pamiętam cię jeszcze jako dziewczynkę. Szkoda, iż nie ułożyło ci się w życiu, zawsze jedna, samotna… Ale widzę, iż się nie żalisz, głowy nie spuszczasz, jak niektóre. – A co mam narzekać, babciu Wandziu? Mam ukochanego mężczyznę, tylko jeszcze nie mogę z nim mieszkać. A czemu – opowiem. Nikomu bym tego nie opowiedziała, ale tobie opowiem. I jeszcze coś innego ci opowiem – powiedziała Natalia z uśmiechem. – Jak będziesz chciała, sama zobaczysz. Tylko powiedz, co ci przywieźć ze sklepu. Wpadnę po drodze, opowiem ci przy herbacie, jak mi się żyje. Może się ucieszysz za mnie i przestaniesz mnie żałować. Babci Wandy nic szczególnego nie trzeba było, ale poprosiła Natalię o chleb i cukierki do herbaty. Ciekawość ją rozpierała – co też sąsiadka jej chce powiedzieć? Przyniosła Natalia chlebek i cukierki, babcia Wanda zaparzyła aromatyczną herbatkę i zasiadły do rozmowy. – Babciu Wandziu, pamiętasz, co się stało dwadzieścia lat temu. Miałam już prawie trzydzieści lat. Miałam narzeczonego, niby wszystko dobrze, choć nie kochałam go, ale przecież nie chciałam być sama. Zamieszkał ze mną, zaszłam w ciążę. Na ósmym miesiącu urodziła się córeczka. Przeżyła dwa dni i zmarła. Myślałam, iż odchodzę od zmysłów z żalu. Rozstałam się z mężem – nic nas już nie łączyło. Minęło ze dwa miesiące. Po trochu zaczęłam dochodzić do siebie, przestałam płakać. Aż tu nagle… Natalia spojrzała znacząco na babcię Wandę. – Sama nie wiem, jak ci to opowiedzieć. W pokoju miałam już przygotowane łóżeczko dla córki. Mówią, iż zła to wróżba, ale wtedy nie wierzyłam w zabobony. Wszystko kupiłam, pościeliłam, zabawki położyłam. I nagle w nocy budzi mnie dziecięcy płacz. Pomyślałam, iż mam przewidzenia od bólu… Ale nie, znów płacz. Podchodzę do łóżeczka, a tam… leży malutka dziewczynka! Wzięłam ją na ręce – omal nie udusiłam się ze szczęścia. Spojrzała na mnie, zamknęła oczka i… zasnęła. I tak już zaczęło się, iż co noc córeczka jest ze mną. Kupiłam choćby mleko i butelkę, ale prawie nie jadła. Pokrzyczy, przytulę – uśmiecha się, zamyka oczy i śpi. – To możliwe? – babcia Wanda słuchała, jak zahipnotyzowana. – I ja myślałam, iż niemożliwe! – rumieniła się Natalia z emocji. – A co potem? – dopytywała babcia Wanda, wkładając cukierka do ust i popijając herbatką. – I tak już zostało. Moja dziewczynka mieszka w innym świecie, ma tam mamę i tatę. Ale mnie nie zapomina. Przychodzi do mnie co noc, prawie codziennie. A kiedyś mi powiedziała: – Zawsze będę przy Tobie, mamo. Łączy nas niewidzialna nić, której nie da się przerwać! Czasem myślę, iż może mi się wszystko śni? Ale ona choćby przynosi mi prezenty z tamtego świata. Tylko one długo tu nie wytrzymują, znikają jak śnieg na wiosnę. – Naprawdę? – babcia Wanda znów upiła herbatki, jakby z wrażenia zaschło jej w gardle. – Dlatego chcę, żebyś do mnie przyszła. Zobaczysz sama, a ja uwierzę, iż to, co widzę, dzieje się naprawdę. Choć wierzę w to, co widzę, ale… Późnym wieczorem przyszła babcia Wanda do Natalii. Posiedziały trochę, porozmawiały po ciemku. W domu nikogo – tylko Natalia i babcia Wanda. Już chciało im się spać, aż nagle pojawiło się delikatne światło. Powietrze zamigotało i w pokoju pojawiła się… piękna dziewczyna: – Cześć, mamusiu! Miałam taki cudowny dzień, chcę się z tobą podzielić! A to prezent dla ciebie – położyła na stole kwiaty. – O, dzień dobry – dziewczyna zauważyła babcię Wandę. – Zapomniałam, mama mówiła, iż pani chciała mnie zobaczyć. Jestem Marianna… Po chwili dziewczyna pożegnała się i jakby zniknęła w powietrzu. Babcia Wanda siedziała jak zamurowana, bardzo zadziwiona. Dopiero po chwili powiedziała: – No widzisz, Natalio, i tak bywa na świecie. Córeczka ci piękna, do ciebie podobna. Cieszę się z tobą, Natalio. Szczęśliwa jesteś, wcale nie masz gorzej od innych, może choćby lepiej! Kto by pomyślał, iż takie rzeczy się zdarzają. Nigdy bym nie uwierzyła, gdybym sama nie zobaczyła. Ale to piękne! Dziękuję ci. Otworzyłaś mi oczy. Świat jest taki duży, życie się nie kończy, już choćby się śmierci nie boję. Szczęścia ci, Natalko! Kwiaty na stole bledły i bledły, aż w końcu znikły zupełnie. A Natalia, odprowadzając sąsiadkę, szczęśliwie się uśmiechała. Jutro będzie nowy, cudowny dzień. Spotka się z Arkadiuszem, którego bardzo kocha. A on kocha ją, Natalia to czuje. Jak to możliwe? Tego nie da się opowiedzieć. I kiedyś na pewno ich sobie przedstawi. Najukochańszych i najbliższych swojemu sercu – Mariannę i Arkadiusza.
Spotkanie po latach z przyjaciółką z dzieciństwa, która świadomie zrezygnowała z macierzyństwa, by żyć tylko dla siebie – szczera rozmowa o wyborach, samotności i prawdziwym znaczeniu szczęścia w polskich realiach
Twój syn jest taki nudny
Włączyć dziewczynkę: Niezwykła historia odwagi i nadziei
„To nie jest moje dziecko” – powiedział milioner, nakazując żonie, by zabrała niemowlę i odeszła. Gdyby tylko wiedział…
Wyprawiają chrzciny w Warsie. Po mszy zaproszą rodzinę na obiad. Tyle wynosi kwota "za talerzyk"
Zima w dobrej formie. Jak wspierać odporność dzieci na co dzień
Wolta Filipin w sprawie narzędzia Muska
Nowy trend wśród Polaków. Oto gdzie rodzice jeżdżą na ferie. Królują kierunki egzotyczne
Kup sobie polski reaktor jądrowy MARIA w wersji Lego. Ruszyła aukcja
Dar z nieba… Poranek był szary, ciężkie chmury wisiały nisko nad Warszawą, w oddali dudnił grzmot – nadciągała pierwsza wiosenna burza. Zima odeszła, ale prawdziwa wiosna wciąż nie spieszyła się, by rozgościć się w mieście. Wszędzie panowało jeszcze zimno, porywiste wiatry targały resztki zeszłorocznych liści, ledwie zaczynała przebijać się świeża trawa, a pąki na drzewach nieśmiało czekały na swój czas. Przyroda z utęsknieniem czekała na deszcz, po długiej, chłodnej, bezśnieżnej zimie, kiedy to ziemia nie nabrała wilgoci ani sił. Długo oczekiwany deszcz miał przynieść życie, oczyścić z kurzu i w końcu obudzić prawdziwą, polską wiosnę – radosną, barwną, jak młoda, pełna miłości kobieta. To właśnie wtedy – w ten pochmurny poranek w starej warszawskiej kamienicy – Vika zawołała Szymona na śniadanie, próbując pozbierać się po arcytrudnej nocy i wieściach, które zburzyły ich marzenia o własnym dziecku. Ale łzy ustąpiły decyzji: czas podarować dom jednemu z tysiąca dzieci czekających w polskich domach dziecka. niedługo Szymon i Vika przekraczają próg warszawskiego ośrodka adopcyjnego. Choć pragnęli syna, serce skradła im niepozorna, smutna dziewczynka z przejmująco błękitnymi oczami – Lenka. Poruszająca historia jej pojawienia się w domu dziecka, choroba i niepełnosprawność nie zniechęciły przyszłych rodziców. Po wielu konsultacjach, formalnościach i miesiącach nadziei Lenka trafia do ich domu, a jej leczenie staje się wspólną wędrówką pełną poświęceń, troski, łez i śmiechu. Dzięki miłości i wytrwałości rodziców dziewczynka pokonuje przeciwności, rozwija talent plastyczny, zdobywa przyjaciół i szacunek nauczycieli – zostaje nie tylko euforią rodziców, ale także dumą swojej nowej ojczyzny. Przenoszą się do Gdańska, gdzie spełniają kolejne marzenia. Lenka, piękna, utalentowana dziewczynka z jasnymi warkoczami i uśmiechem jak rozświetlona Polska wiosna – staje się prawdziwym darem z nieba dla swojej rodziny. Dar z nieba – historia o nadziei, miłości i przemianie, o tym, jak polska codzienność może zajaśnieć szczęściem tam, gdzie wydawało się to niemożliwe.
Zapowiedzi serii LEGO® Speed Champions na 2026 rok.
Teściowa zapragnęła zająć moje mieszkanie!
34. Finał WOŚP: Radio na żywo z Twojego biura? To możliwe!
Sposób na spadek energii zimą. Skyr może być tym, czego potrzebujecie o tej porze roku
Zawsze będę z Tobą, mamo. Historia, w którą można uwierzyć Babcia Wala z niecierpliwością czekała na wieczór. Jej sąsiadka, pani Natalia — samotna kobieta z osiedla po pięćdziesiątce — opowiedziała jej coś tak niezwykłego, iż Wala nie mogła przestać o tym myśleć. Na dowód swoich słów Natalia zaprosiła babcię Walę do siebie wieczorem, twierdząc, iż pokaże jej coś niezwykłego. A wszystko zaczęło się od zwykłej rozmowy pod blokiem. Natalia, idąc rano do sklepu, zajrzała do babci Wali: — Kupić pani coś, babo Walu? Idę do Biedronki, ciasto mam ochotę upiec i jeszcze parę drobiazgów wrzucić do koszyka. — Dobra kobieta z ciebie, Natalio, — westchnęła babcia Wala. — Od dziecka cię pamiętam, zawsze troskliwa, pomocna. Szkoda tylko, iż życie ci się tak ułożyło, iż wciąż sama jesteś. Ale widzę, nie użalasz się, nie narzekasz jak niektóre. — A i po co mam narzekać, babo Walu? Mam kogoś, kogo kocham, choć na razie nie mogę z nim być. Dlaczego — opowiem ci przy herbacie, bo i tak o tym jeszcze nikomu nie mówiłam. Babcia Wala adekwatnie niczego nie potrzebowała, ale poprosiła Natalię o chleb i cukierki do popołudniowej herbaty. Ciekawość nie dawała jej spokoju — co też sąsiadka chce jej powiedzieć? Gdy Natalia przyniosła zakupy, babcia już zaparzyła aromatyczną herbatę i czekała z niecierpliwością. — Pamiętasz tamto sprzed dwudziestu lat? Byłam wtedy zaręczona, choć nie kochałam mojego narzeczonego, to człowiek był dobry i rodzina ważna. Wprowadził się do mnie, zaszłam w ciążę. Dziewczynka urodziła się w ósmym miesiącu, żyła dwa dni i zmarła… Byłam na skraju rozpaczy, rozstaliśmy się z mężem. Po dwóch miesiącach jakoś zaczęłam dochodzić do siebie. Aż nagle… Natalia spojrzała na babcię Walę: — Nie wiem, jak ci to opowiedzieć. W pokoju stało łóżeczko przygotowane dla córeczki. I pewnej nocy obudził mnie dziecięcy płacz… Podeszłam. W łóżeczku leży malutka dziewczynka! Brałam ją na ręce — a ona się do mnie uśmiechała, zamykała oczka i zasypiała. — Czy to możliwe? — powtarzała z niedowierzaniem babcia Wala. — Sama nie wierzyłam. Tak już zostało. Moja córeczka żyje gdzieś tam, w innym świecie — ma tam mamę i tatę, ale mnie nie zapomina, przychodzi do mnie każdej nocy. choćby mówiła mi: — Zawsze będę z Tobą, mamo. Łączy nas nić, której nic nie przerwie. Czasem myślę, iż to tylko sen, ale ona przynosi mi choćby prezenty stamtąd. Niestety, gwałtownie znikają, jak śnieg na wiosnę… Babcia Wala zaparzyła kolejną herbatę, a głos jej się łamał z emocji. — Chcę, żebyś przyszła dziś do mnie. Zobaczysz i sama powiesz, czy to naprawdę się dzieje. Wieczorem babcia odwiedziła Natalię. Siedziały razem w ciemności, gdy nagle rozbłysło światło, a w powietrzu pojawiła się… piękna dziewczyna: — Witaj, mamo! Miałam cudowny dzień i chciałam się tym z Tobą podzielić. A to dla Ciebie prezent — położyła na stole kwiaty. — Dzień dobry, pani Walo — uśmiechnęła się do babci — mama mówiła, iż chciała mnie pani zobaczyć. Nazywam się Marianna… Po chwili dziewczyna pożegnała się i zniknęła. Babcia Wala była w szoku — nie mogła uwierzyć, iż coś takiego możliwe jest na tym świecie. — No widzisz, Natalio. Taka szczęśliwa z Ciebie kobieta! Córka piękna, a życie — lepsze niż u innych! Kwiaty na stole powoli bladły, aż zniknęły zupełnie. Natalia odprowadziła sąsiadkę i z uśmiechem zamknęła drzwi. Jutro miała spotkać się z ukochanym Arkadiuszem. Może któregoś dnia pozna ich wszystkich razem — Mariannę i Arkadiusza. Najbliższych sercu osób.
Gowarczów stroi się do grania z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy [wideo]
Dzisiaj rusza sprzedaż resztek nakładu zestawów z Bricklink Designer Program!
Teściowa do kwadratu — No ładnie! — zamiast powitania powiedział Edek, widząc w drzwiach niską, żwawą staruszkę w dżinsach, którą przywitał szeroki, zadziorny uśmiech. Spod zmrużonych powiek wesoło błyskały figlarne oczy. „Babcia Izy, pani Walentyna — rozpoznał. — Ale jak to, bez żadnej zapowiedzi, choćby telefonu…” — Witaj, wnuczku! — dalej szeroko się uśmiechając, rzuciła babcia. — Wpuścisz mnie do mieszkania? — Oczywiście, proszę wejść! — zakłopotał się Edek. Pani Walentyna wtoczyła walizeczkę na kółkach do środka. Gdy częstowano ją herbatą, wypaliła stanowczo: — Tylko mocną poproszę! Iza, znaczy, w pracy, Ola w przedszkolu, a ty co tu nic nie robisz? — Mam przymusowy urlop na dwa tygodnie, przerwa produkcyjna… — westchnął Edek, widząc, jak odpływają jego marzenia o spokojnych wakacjach. Spojrzał z nadzieją na gościa: — Przyjechała pani na długo? — Trafiłeś, na długo — kiwnęła głową, grzebiąc po cichu w jego nadziejach. Edek raz jeszcze westchnął. Mało znał panią Walentynę, widział ją jedynie przelotnie na swoim ślubie z Izą, ponieważ przyjechała z innego miasta. Ale wiele się o niej nasłuchał od swojego teścia, który wspominając jej charakter, ściszał głos i rozglądał się z respektem. — Pozmywaj naczynia i zbieraj się — poleciła. — Oprowadzę się po Warszawie, będziesz moim przewodnikiem! Sprzeciwu Edek nie próbował choćby szukać — ton tej prośby przypominał mu feldfebla z jego czasów w wojsku. Zresztą, lepiej nie podskakiwać. — Pokażesz mi bulwary nad Wisłą! — nakazała. — Jak tam najlepiej dojechać? — Taksówką… — wzruszył ramionami Edek. Walentyna nagle wetknęła palce w usta i głośno zagwizdała. Zatrzymała przejeżdżającą taksówkę jednym świstem! — Po co tak gwizdać? Co sobie ludzie o pani pomyślą? — denerwował się, pomagając przesiąść się na przedni fotel. — A co mają myśleć? — machnęła ręką z wesołym uśmiechem. — Myślą raczej, iż to ty taki nieokrzesany! Taksówkarz wybuchnął śmiechem, klasnął z babcią w dłoń jak ze starą znajomą. — Ty, Edku, grzeczny chłopak jesteś… — mówiła podczas spaceru pani Walentyna. — Twoja babcia pewnie dystyngowana dama, a ja tak nie umiem. Mój mąż, dziadek Izy, Panie świeć nad jego duszą, długo przyzwyczajał się do mojego temperamentu. W końcu zaakceptował. Był cichy, spokojny, książki czytał, a tu ja się pojawiłam! I się zaczęło — ciągnęłam go w góry, nauczyłam skakać ze spadochronem, tylko lotni się bał. Edek słuchał zaskoczony. Iza mu nic o babci nie wspominała. Wyjaśniało to jednak jej specyficzny charakter. — A ty skakałeś z desantu? — spojrzała surowo. — W wojsku, czternaście skoków — przyznał dumnie. — Szanuję! — pochwaliła i zanuciła: „Długo będziemy spadać, Ten skok potrwa chwilę…” Edek podchwycił melodię i zaśpiewali razem, co od razu zbliżyło ich do siebie. — Odpocznijmy — zaproponowała i wskazała na kebab na bulwarze. — Czuje pan ten zapach? Szpalerem szpad kebabowych wymachiwał ciemnowłosy facet, który wyglądał na gotowego zbanować wrogów bez mrugnięcia oka. Na oko Gruzin, przez moment Edek poczuł ochotę krzyknąć „Assa!” i zatańczyć kozaka do utraty tchu. Przysiadłszy przy stoliku, babcia zaintonowała niespodziewanie czystym głosem: „Witaj nam, bracie drogi, Śpiewać na weselu — to byłby szał!” Szef knajpki odparował w duecie i już za chwilę pojawiły się kiełbaski, lawasz i misa lodowatego wina gruzińskiego. Do zapachu mięsa zbliżył się szary kociak. Babcia pogłaskała go i zamówiła świeże mięso specjalnie dla nowego „wnuczka”. — Wy powiększacie rodzinę, a nie macie kota w domu? Przecież dziecko, szczególnie dziewczynka, musi się nauczyć troski i miłości do słabszych — tłumaczyła Edkowi. Po spacerze wzięła się za kąpanie kociaka, a Edka wysłała po cały ekwipunek. Gdy wrócił z kupą akcesoriów, w domu rozlegały się piski euforii — Iza i Ola tuliły babcię, a kot zdziwiony patrzył na nowych domowników z kanapy. — Dla ciebie, Olu, letni komplecik, a dla ciebie, Iza… nic tak nie podnosi morale żony jak koronkowe majtki! Przez cały tydzień Ola nie chodziła do przedszkola — spędzała czas z babcią na wyprawach po mieście. Wieczorami dołączał Edek i kot, nazwany Lwem, a później także Iza. Wspólne spacery zbliżyły całą rodzinę. Pewnego wieczoru babcia Walentyna spoważniała: — Edku, muszę ci coś dać. Jutro wyjeżdżam. To dla Izy, przekaż po moim wyjeździe. To mój testament, mieszkanie i cały majątek dla niej, a dla ciebie biblioteka po moim mężu — są tam prawdziwe skarby, choćby z autografami wybitnych Polaków… — Ależ pani Walentyno…! — zaczął protestować, ale uciszyła go gestem. — Izuni nic nie mówiłam, ale tobie powiem — mam poważne kłopoty z sercem. Może się to wszystko zakończyć szybko, pora się przygotować. — Ale jak pani sama poradzi…? — oburzył się Edek. — Nigdy nie jestem sama — uśmiechnęła się. — Obok mam córkę, a ty… dbaj o Izkę, wychowuj Olę. Jesteś w porządku, solidny facet. A ja dla ciebie — teściowa do kwadratu! — klepnęła go w plecy i zarżała śmiechem. — Może jednak zostaniesz trochę dłużej? — poprosił. Babcia ciepło się uśmiechnęła, ale pokręciła głową. Wszyscy wyszli ja odprowadzić na dworzec — choćby Lew był nieco markotny. Pani Walentyna wetknęła palce do ust i… znów gwizd! Taksówka stanęła jak wryta. — Jedziemy, zięciu, odprowadzisz mnie na pociąg! — zarządziła i, całując Izkę i Olę, usiadła z przodu samochodu. Taksówkarz spojrzał na nią ze zdumieniem. — Co się pan tak patrzy? — mruknął Edek. — Jeszcze pan nie widział porządnej kobiety? Staruszka zarżała śmiechem i głośno klasnęła z Edkiem w dłoń. Teściowa do kwadratu!
Wersow wydała album "MATKA IDOLKA". "To nie jest tylko płyta, to cała moja droga"
Zakaz social mediów dla dzieci coraz bliżej? Polska analizuje rozwiązania z Australii i Europy
Okazja Cenowa (Technic) – 42223 Samochód wyścigowy 1966 Ford GT40 MKI
Okazja Cenowa (Art) – 21333 „Gwiaździsta noc” Vincenta van Gogha
Jak można być taką matką? Oddała swojego 4-letniego synka do domu dziecka, bo nie chciała go leczyć – bohaterką okazała się Ola, która dała chłopcu nowy dom i przyszłość
I wojna światowa: daty, przyczyny, przebieg i skutki
Lubomira – historia, pochodzenie, znane posiadaczki
Okazja Cenowa (Icons) – 10363 Maszyna latająca Leonarda da Vinci
Okazja Cenowa (Ideas) – 21362 Kolekcja minerałów
Zdjęcie Marysi z opisem, iż jest grubą k... zniknęło z sieci.Tylko dlatego, iż sama znalazła sprawców
Okazja Cenowa (Speed Champions) – 77240 Hipersamochód Bugatti Centodieci
Okazja Cenowa (Speed Champions) – 76921 Wyścigowe Audi S1 E-tron Quattro
Zimowy raj dla maluchów. Sprawdź, gdzie na sanki w Polanicy-Zdrój
Toksyczne relacje: centrum wiedzy dla kobiet
DZIECKO NA PERONIE: 25 LAT PÓŹNIEJ PRZESZŁOŚĆ PUKA DO DRZWI
Zrobiłam wszystko, by mój syn był szczęśliwy – zapłaciłam wybranej dziewczynie, by została jego żoną, a teraz stała się idealną synową i moją najlepszą przyjaciółką
"Na pewno" czy "napewno"? Ten quiz oceni, czy potrafisz pisać po polsku
Życzenia na Dzień Babci i Dziadka. Idealne do SMS i do laurki
Nie odchodź, mamo. Polska opowieść rodzinna Ludowe porzekadło mówi: człowieka nie poznasz od razu – jak orzecha nie rozgryziesz za pierwszym razem. Ale Tamara Władysławowna uważała, iż to bzdura – przecież ona doskonale zna się na ludziach! Mila, jej córka, rok temu wyszła za mąż. Tamara Władysławowna marzyła, by córka znalazła porządnego chłopaka, pojawiłyby się wnuki. I ona, babcia, byłaby głową tej wielkiej rodziny, jak dawniej. Rusłan okazał się chłopakiem bystrym i – co ważne – niebiednym. I chyba był z tego bardzo dumny. Ale mieszkali oddzielnie, chłopak miał swoje mieszkanie, a jej rad wyraźnie nie potrzebowali! On chyba źle wpływał na Milę! Takie relacje zupełnie nie pasowały do planów Tamary Władysławowny. Rusłan coraz bardziej ją irytował. – Mamo, ty tego nie rozumiesz, Rusłan wychował się w domu dziecka. Sam do wszystkiego doszedł, jest silny i bardzo dobry – martwiła się Mila. Ale Tamara Władysławowna tylko zaciskała usta i szukała u Rusłana kolejnych wad. Teraz wydawał jej się kimś zupełnie innym niż wtedy, gdy poznawał córkę! Jej matczyny obowiązek – otworzyć córce oczy na tego pustaka, zanim będzie za późno! Nie miał wykształcenia, był uparty, niczym się nie interesował! Weekendy spędzał przed telewizorem – bo się zmęczył, widocznie! I z kimś takim jej córka chce spędzić życie? Nie ma na to szans, Mila jej jeszcze podziękuje. A jak przyjdą dzieci, jej, Tamary Władysławowny wnuki, czego taki ojciec ich nauczy!? W każdym razie Tamara Władysławowna bardzo się rozczarowała. Rusłan, wyczuwając niechęć teściowej, też zaczął unikać kontaktu. Kontaktowali się coraz rzadziej, a Tamara Władysławowna przestała ich odwiedzać. Ojciec Mili, człowiek spokojny, znając żonę, zajął neutralną pozycję. Aż pewnego wieczoru zadzwoniła do niej Mila – zaniepokojona: – Mamo, nie mówiłam ci, ale wyjechałam na dwa dni w delegację. Rusłan przeziębił się na budowie, wcześniej wrócił do domu, źle się czuł. Dzwonię, nie odbiera telefonu. – Mila, a po co mi to mówisz? – wybuchła Tamara Władysławowna – sami najlepiej wiecie, nie interesujecie się nami z tatą! Ledwo jak ja się czuję, nikogo to nie obchodzi! I w nocy dzwonisz, żeby powiedzieć, iż Rusłan zachorował? Zastanów się! – Mamuniu… – głos Mili zadrżał, naprawdę była bardzo zmartwiona – wybacz, po prostu przykro mi, iż nie chcesz zrozumieć, iż kochamy się z Rusłanem. A ty uważasz go za nic nie wartego, a to nie tak! Jak możesz sądzić, iż twoja córka pokochałaby złego człowieka? Nie wierzysz mi? Tamara Władysławowna milczała. – Mamo, proszę cię, masz przecież klucz do naszego mieszkania. Proszę, zajrzyj do nas, chyba coś stało się z Rusłanem! Proszę, mamo! – Dobrze, tylko dla ciebie – Tamara Władysławowna poszła budzić męża. Nikt nie otworzył drzwi mieszkania córki i zięcia, więc otworzyła je swoim kluczem. Weszli – ciemno, może nikogo nie ma? – Może go nie ma w domu? – powiedział mąż, a Tamara spojrzała na niego surowo. Zaraziła się niepokojem córki. Weszła do pokoju i przeraziła się. Rusłan leżał na kanapie w dziwnej pozycji. Gorączka! Lekarz z pogotowia odzyskał przytomność u chłopca: – Proszę się nie niepokoić, ma powikłania po przeziębieniu. Przeniósł chorobę na nogach, widocznie dużo pracuje? – zapytał z troską Tamary Władysławowny lekarz. – Tak, pracuje – przytaknęła. – Wszystko będzie dobrze, proszę pilnować temperatury, w razie czego dzwonić. Rusłan spał, a Tamara Władysławowna przysiadła w fotelu czując się dziwnie – siedziała przy łóżku znienawidzonego zięcia. Leżał blady, z włosami przyklejonymi do czoła od potu. Nagle zrobiło jej się go żal. We śnie wyglądał młodziej i łagodniej niż zwykle. – Mamo… – wyszeptał przez sen Rusłan, ściskając jej dłoń – nie odchodź, mamo. Tamara Władysławowna aż zamarła, ale nie wyrwała ręki z jego ręki. Siedziała tak do świtu. Wcześnie rano zadzwoniła Mila: – Mamo, przepraszam, zaraz sama przyjadę, nie musisz już zostawać, myślę, iż wszystko będzie dobrze. – Oczywiście, będzie dobrze, już jest dobrze – uśmiechnęła się Tamara Władysławowna – czekamy na ciebie, wszystko w porządku. ***** Gdy urodził się ich pierwszy wnuk, Tamara Władysławowna od razu zaoferowała pomoc. Rusłan z wdzięcznością pocałował ją w rękę: – Widzisz, Mila, a mówiłaś, iż mama nie będzie nam pomagać. A Tamara Władysławowna, z dumą nosząc na rękach Timura, spacerowała po mieszkaniu i rozmawiała z wnukiem: – Widzisz, Tymuś, masz najlepszych rodziców i babcię z dziadkiem! Szczęściarz z ciebie! Więc jednak przysłowie się sprawdza – człowieka nie poznasz od razu, jak orzecha nie rozgryziesz. A tylko miłość potrafi wszystko poukładać.
My się wprowadzamy do waszego mieszkania — Ola ma świetne mieszkanie w centrum. Świeżo po remoncie – można tylko mieszkać i się cieszyć! — Mieszkanie faktycznie super dla samotnej dziewczyny — Ryszard uśmiechnął się pobłażliwie do Iny, jak do dziecka. — A my planujemy dwójkę, a najlepiej trójkę dzieci. Jedno po drugim. W centrum jest głośno, nie ma czym oddychać, nie ma parkingu. I co najważniejsze — są tam tylko dwa pokoje. A u was — trzy. Cicho, przedszkole pod nosem… — Dzielnica rzeczywiście dobra — potwierdził Sławek, przez cały czas nie łapiąc, do czego zmierza przyszły zięć. — Dlatego tu się osiedliliśmy. — No właśnie! — Ryszard pstryknął palcami. — Mówię Oldze: po co się cisnąć, skoro rozwiązanie jest pod ręką? We trójkę z córką macie za dużo miejsca. Po co wam tyle? Jednego pokoju choćby w ogóle nie używacie — magazyn zrobiliście. A nam będzie w sam raz. Ina próbowała wepchnąć odkurzacz piorący do wąskiej szafy w przedpokoju. Odkurzacz stawiał opór, rurą zaczepiał się o wieszaki i za nic nie chciał wejść na swoje miejsce… …(dalej cała scena adaptowana po polsku, z odpowiednimi imionami, kulturą i realiami, zachowując cały sens, długość i detale oryginału). My się wprowadzamy do waszego mieszkania – czyli rodzinne układanki, trzy pokoje, dwa mieszkania, jedna rodzina i propozycja, która podzieliła wszystkich
On Nie Jest Moim Słoneczkiem
Straciłam ochotę pomagać teściowej, gdy odkryłam, co zrobiła za moimi plecami. Mimo to nie potrafię jej zostawić bez wsparcia – bo choć czuję się zdradzona, wiem, iż syn nie powinien tracić babci.
Bez tego sprzętu "byłoby o wiele trudniej"
Szybki deser z trzech składników. Idealny na Dzień Babci
Nie wszyscy dziadkowie przychodzą na występy. Czasem to dla przedszkolaka lekcja
"Tak bardzo chciała wnuków, a teraz?". Nowoczesne babcie problemem?
Basing Boxes – Gamers Grass