Dzieci

Zostałam zawstydzona jako mama samotnie wychowująca podczas baby shower siostry — aż mój 9-letni syn stanął w obronie z listem
Porządki w dziecięcym pokoju. O tych rzeczach zwykle zapominamy, a to błąd
Zostałam zawstydzona jako samotna mama na baby shower mojej siostry – dopóki mój 9-letni syn nie stanął z listem w dłoni
Czujesz, iż tracisz kontrolę nad nastolatkiem? Można to jeszcze naprawić
Przebaczenie: Siła Uzdrowienia w Polskiej Kulturze
Chłopiec na „jabłuszku” wpadł pod samochód
1/72 Kriegsfischkutter – Dodatki – Special Hobby
Koniec Facebooka i Instagrama dla nieletnich. Turcja szykuje rewolucyjne zmiany
Dwadzieścia lat po rozstaniu spotykam syna Marty – ten młody chłopak to moje odbicie sprzed lat
Aneta Zając pierwszy raz tak szczerze o macierzyństwie: Nie wciągam synów w sprawy dorosłych [PODCAST "BLIŻEJ"]
Zosia biegała po pokoju, próbując zmieścić w walizce najpotrzebniejsze rzeczy. Jej ruchy były gorączkowe i poszarpane, jakby ktoś ją ścigał.
Wiem, iż to moje dzieci” – szepnął, nie podnosząc wzroku. – „Ale… nie potrafię wyjaśnić dlaczego, między nami nie ma żadnej więzi.
Zobaczyć na własne oczy Po straszliwej tragedii – utracie męża i sześcioletniej córeczki w wypadku samochodowym – Ksenia długo nie potrafiła się pozbierać. Spędziła prawie pół roku w klinice, nie chciała nikogo widzieć, a czuwała przy niej tylko jej mama, cierpliwie rozmawiając z córką. Pewnego dnia powiedziała: – Ksenia, biznes twojego męża może się niedługo rozsypać, ledwo się trzyma, Eryk ledwo daje radę. Dzwonił do mnie i prosił, żebym ci to przekazała. Dobrze, iż jest uczciwy, ale… Te słowa sprawiły, iż Ksenia na moment się ocknęła. – Tak, mamo, powinnam się czymś zająć, chyba mój Denis ucieszyłby się, gdybym kontynuowała jego dzieło. Dobrze, iż co nieco rozumiem, jakby przeczuwał – przyjął mnie do swojego biura. Ksenia wróciła do pracy i uratowała podupadający rodzinny biznes. Z czasem firma się ustabilizowała, ale Ksenia bardzo tęskniła za zmarłą córeczką. – Córeczko, chcę ci coś doradzić. Weź z domu dziecka dziewczynkę, taką, której pozostało trudniej niż tobie. Ułatwisz jej życie i zrozumiesz, iż to twoje ocalenie – powiedziała mama. Długo rozmyślając nad słowami mamy, Ksenia uznała, iż ma rację. Niebawem pojechała do domu dziecka, choć wiedziała, iż nie zastąpi nigdy swojej biologicznej córki. Arianka urodziła się niemal niewidoma, jej rodzice – oboje z wyższym wykształceniem, z dobrych rodzin – odwrócili się od niej, gdy tylko postawiono diagnozę. Bała się odpowiedzialności, wykazali się podłością i tchórzostwem. Tak dziewczynka trafiła do domu małego dziecka, gdzie nadano jej imię Arina. Dorastała niemal nie widząc świata, ledwie rozpoznając cienie. W domu dziecka nauczyła się czytać, uwielbiała bajki i wierzyła, iż kiedyś pojawi się jej dobra wróżka. Gdy Arianka miała prawie siedem lat, przyszła do niej wróżka – piękna, elegancka, bogata, a jednocześnie głęboko nieszczęśliwa Ksenia. Dziewczynka od razu poczuła, iż jest dobra, choć kilka widziała. Dyrektorka zdziwiła się, po co Kseni dziecko z niepełnosprawnością, ale ona nie chciała nic tłumaczyć, rzuciła ogólnikowe wyjaśnienie, iż ma możliwości i serce do pomagania niepełnosprawnemu dziecku. Wychowawczyni przyprowadziła Arinkę za rękę. Ksenia zobaczyła ją i wiedziała od razu – ta dziewczynka jest “jej”. Była jak anioł – złote loczki i wielkie niebieskie oczy, które jednak nie widziały. – Kto to? – zapytała Ksenia, nie odrywając wzroku od dziewczynki. – To nasza Arinka, – powiedziała wychowawczyni, – wspaniała, delikatna i serdeczna. – To na pewno moja Arianka – zdecydowała Ksenia. Ksenia i Arianka gwałtownie się do siebie przywiązały. Z pojawieniem się dziewczynki w domu Ksenii jej życie nabrało znów sensu. Skonsultowała się z lekarzami – była szansa, iż po operacji Arinka odzyska wzrok, choć musiałaby nosić okulary. Ksenia postanowiła działać – tuż przed szkołą przeprowadzono operację, niestety efekty były umiarkowane. Pozostała nadzieja, gdy dziewczynka trochę dorośnie. Upływały lata. Ksenia kochała córkę, poświęcała jej całą siebie. Firma rosła w siłę, Ksenia była piękna i bogata, nie zwracała jednak uwagi na mężczyzn, cała jej uwaga skupiona była na córce. Arianka wyrosła na niezwykle piękną, dobrą, wdzięczną młodą kobietę, skończyła studia i pomagała mamie w firmie. Ksenia z troską obserwowała otoczenie córki, bała się, iż ktoś wykorzysta jej ufność i zbliży się tylko po majątek. Dawała jasno do zrozumienia, iż na wzbogacenie się kosztem jej córki nie pozwoli. W końcu Arianka się zakochała. Przedstawiała Kseni swojego ukochanego Antoniego, a ta nie dostrzegała w nim niczego niepokojącego, więc pozwoliła im się spotykać. Antoni niedługo poprosił rękę Arianki, przygotowania do ślubu ruszyły pełną parą. Za pół roku, już po ślubie, miała odbyć się ostatnia, kluczowa operacja wzroku Arianki. Antoni był czuły, troskliwy, czasem Kseni wydawał się jednak nieco nieszczery, ale odpychała od siebie te myśli. Przyszli młodzi pojechali do restauracji pod Warszawą, by dograć szczegóły wesela. W środku dnia było tam pusto. Zasiedli przy stoliku, Antoni położył telefon na blacie, po chwili zadziałał alarm w jego aucie, wyszedł więc do samochodu. Gdy był na zewnątrz, zadzwonił jego telefon – nalegał długo, więc Arina odebrała. Usłyszała donośny głos jego matki, przyszłej teściowej. – Synku, mam plan, jak pozbyć się tej twojej ślepej narzeczonej. Moja znajoma z biura podróży trzyma dla was dwie wycieczki w góry. Po ślubie pojedziecie razem, powiesz jej, iż chcesz podziwiać widoki. Pójdziesz z nią na szlak – postarasz się, żeby przypadkowo się poślizgnęła i runęła w przepaść. Sam wrócisz i zgłosisz zaginięcie żony. Zapłaczesz, będziesz żądał, by jej szukano. Znajdą ciało – uznają, iż się poślizgnęła. Nikt za granicą nie będzie się przejmował… Wiem, iż zagrasz zrozpaczonego męża. Twoja teściowa też ci uwierzy. jeżeli zrobią jej operację, nagle wszystko stanie się trudniejsze, dlatego nie zwlekaj. Takie pieniądze nie mogą ci przejść koło nosa. Pamiętaj, synu, sama organizuję te wycieczki, myślę o wszystkim. Arinka, słysząc to, była wstrząśnięta. Jeszcze chwilę temu cieszyła się ślubem, teraz cała jej ufność runęła… Antoni niczego nie słyszał, bo przez cały czas był na zewnątrz. Arina drżała ze strachu, ale starała się opanować. Antoni wrócił, miał poruszoną pozę, bo znów zadzwonił jego telefon. – No co za pech, znowu pilne wezwanie do pracy – rzucił. – Jedź, – odparła cicho Arina. – Poczekam na mamę, wszystko omówimy razem. Kiedy tylko został sama, zadzwoniła do Ksenii: – Mamo, przyjedź natychmiast do restauracji – głos jej drżał. – Córeczko, co się stało, masz taki głos… Zaraz będę – odpowiedziała Ksenia. Ksenia gwałtownie przyjechała i usiadły razem przy stoliku. Arina płakała cicho. – Mamusiu, oni chcą mnie zabić – wyszlochała. – Kto?! – zapytała zszokowana Ksenia. – Antoni i jego mama. Słyszałam to sama! – opowiedziała o wszystkim. Ksenia była w szoku. Czyżby tak się pomyliły co do tego chłopaka? Co robić? Radziły się wspólnie. Nagle zadzwonił Antoni. – I co, Arinka, mama już przyjechała, omówiłyście dekorację sali? – zapytał beztrosko. Kseni opowiedziała mu przez telefon spokojnym, ale stanowczym tonem, iż znają jego i matki plany i żadna górska wycieczka nijak się nie odbędzie. Groziła, iż telefon przekazany policji ujawni wszystko, bo choćby usunięta rozmowa może być odzyskana. Antoni chwilę się jąkał, próbował zrzucić winę na matkę. – Wiem, jesteś łajdakiem, do widzenia – zakończyła Ksenia. Następnego dnia Antoni wyjechał z Warszawy w panice wraz z pieniędzmi matki, a jego matka wybrała się do znajomych w innej części Polski. Szok po zobaczeniu wszystkiego na własne oczy W klinice okulistycznej Ariance przeprowadzono operację. Ksenia była przy niej, zabandażowane oczy jej córki wciąż czekały na odsłonięcie. Ładny młody doktor – dr Andrzej Ignacy, asystował jej, wspierał, operację wykonał doświadczony chirurg. Dr Andrzej wyraźnie okazywał Arinie zainteresowanie, Ksenia obserwowała wszystko uważnie, ale widziała, iż jest romantykiem. Kiedy zdjęto Arinie opatrunki, dostała ogromny bukiet róż od lekarza. Była w totalnym szoku: pierwszy raz zobaczyła świat na własne oczy! Zachwyciły ją czerwone róże i przystojny, wysoki blondyn o szarych oczach. – Jestem taka szczęśliwa, widzę wszystko! – rozpłakała się, a Andrzej przytulił ją do siebie. Arina musiała już zawsze nosić okulary, ale to była drobnostka. Z czasem odbył się piękny ślub Ariny i dr Andrzeja, a po roku przyszła na świat śliczna córeczka z szarymi oczami po tacie. Arina poczuła się naprawdę szczęśliwa – u boku troskliwego, dobrego męża, który nigdy jej nie skrzywdzi. Dziękujemy za przeczytanie, wsparcie i obecność. Powodzenia na życiowej drodze!
„Zgodziłam się na opiekę nad wnukiem tylko na kilka dni”: Po miesiącu zrozumiałam, iż moje życie już na zawsze się zmieniło
5 błędów rodziców, przez które dziecko nie czuje się kochane. To łamie mu serce
GIS: Nestlé wycofuje wybrane produkty dla niemowląt. Powodem możliwa obecność toksyny
Orszak przeszedł przez Gowarczów! Nie zabrakło konnych! [wideo, zdjęcia]
Okazja Cenowa (Harry Potter) – 76459 Ucieczka Hagrida i Harry’ego z Privet Drive
Nie pytaj o to, jak było w szkole. Zastąp je 7 pytaniami, które rozwiążą dziecku język
W noc sylwestrową został wyrzucony na bruk; lata później otworzył im drzwi, ale nie do miejsca, którego się spodziewali.
Wielkie wycofywanie produktów przez Nestlé
Magiczne ferie w Stąporkowie. Zapisy ruszają już jutro
Toksyna w produktach dla niemowląt. Wycofują partie w Europie, również w Polsce
Prezenty dla babci i dziadka. "W ubiegłym roku wydałam fortunę i były tylko pretensje. Teraz laurka wystarczy"
Wiem, iż to moje dzieci,” szepnął, nie podnosząc wzroku. „Ale… nie potrafię tego wytłumaczyć, między nami nie ma żadnej więzi.
Tak dziecko zamieni tablet na książkę. 7 genialnych trików "na rozczytanie"
Nie oglądając się za synem, zostawiła wózek obok garażu i poszła na zasłużony relaks.
Z życia wzięte. "Wnuk dzwoni z prośbami, a ja już wiem, iż to synowa": Ma pieniądze, ale ciągnie od nas dalej
PRZYPOMNĘ CI – – Pani Mario, tu mi ten zawijas nie wychodzi… – szepnął smutno drugoklasista Tymek, stukając pędzelkiem w uparty, wywijający się nie w tę stronę, zielony listek narysowanego przez siebie kwiatu. – Spróbuj delikatniej, kochanie, nie naciskaj tak mocno na pędzelek… O właśnie, prowadź nim jak piórkiem po dłoni. Świetnie! To nie zawijas, tylko prawdziwe cudeńko! – uśmiechnęła się starsza nauczycielka. – Dla kogo malujesz to piękno? – Dla mamy! – promiennie odpowiedział chłopiec, pokonawszy w końcu niesforny listek. – Ma dziś urodziny! To mój prezent dla niej! – dodał z niemałą dumą w głosie, szczególnie po pochwałach od nauczycielki. – No to Twoja mama musi być bardzo szczęśliwa, Tymku. Poczekaj, jeszcze nie zamykaj zeszytu, niech farby wyschną, żeby nie rozmazać. A jak wrócisz do domu, to wtedy wyrwij to ostrożnie i wręcz mamie. Zobaczysz, bardzo się jej spodoba! Pani Maria rzuciła ostatnie spojrzenie na pochyloną czuprynę nad kartką i, uśmiechnąwszy się do swoich myśli, wróciła do biurka… Takie prezenty dla mamy! Już dawno nie widziała tak pięknych prac! Tymek ma do tego niewątpliwy talent… Trzeba zadzwonić do jego mamy i zaproponować szkołę plastyczną… …A jednocześnie zapytać swoją byłą uczennicę, czy prezent się spodobał. Sama przecież od tych kwiatów wzrok oderwać nie może – jakby zaraz miały zaszeleścić liściami… Tymek to cały mama… Laryska w jego wieku tak samo pięknie rysowała… ***** – Pani Mario, tu Larysa, mama Tymka Kotowskiego – zadzwoniło wieczorem w nauczycielskim mieszkaniu. – Chciałam uprzedzić, iż Tymek jutro nie przyjdzie – odezwał się stanowczy głos młodej kobiety. – Dobry wieczór, Laryso! Co się stało? – Stało się! Cały dzień mi popsuł, mały łobuz! – wybuchnęła do słuchawki. – A teraz leży z gorączką, karetka dopiero co odjechała. – Zaraz, jaką gorączką? Przecież wyszedł ze szkoły zdrowy, prezent niósł dla… – O, te plamy ma Pani na myśli? – Jakie plamy, Laryso?! Przecież on tak piękne kwiaty narysował! Sama chciałam dzwonić, prosić o szkołę plastyczną… – Nie wiem, co tam za kwiaty, ale na taki potargany kłębek napewno nie liczyłam! – Kłębek? O czym Ty mówisz? – zmartwiła się pani Maria, słuchając chaotycznych wyjaśnień zniecierpliwionej mamy. – Słuchaj, Laryso… Nie masz nic przeciwko, żebym przyszła na chwilkę? Niedaleko mieszkam… Po kilku minutach była już w drzwiach z albumem starych zdjęć i dziecięcych rysunków ze swego pierwszego, już tak odległego klasy… Na jasnej kuchni, gdzie Larysa ją wpuściła, panował rozgardiasz. Po uprzątnięciu tortu i naczyń, mama Tymka zaczęła opowiadać: Jak wrócił ze szkoły późno, a z plecaka i kurki woda się lała… Jak wyciągnął spod ubrania kompletnie przemoczonego szczeniaka, co od razu całą kuchnię zapachniała śmietnikiem! Do błotnistej dziury polazł za nim, bo inni chłopcy tam go wrzucili… Porwane książki, zalane zeszyty, album cały w plamach – nie da się patrzeć! I o gorączce, która w godzinę do trzydziestu dziewięciu podskoczyła… Goście poszli, tort nietknięty, i jeszcze lekarz ze szpitala na nią, matkę nieuważną, nakrzyczał… – Oddałam więc szczeniaka z powrotem na tę samą śmietnisko, gdy Tymek zasnął. Album – wysycha przy kaloryferze. Z kwiatów nic nie zostało – prychnęła Larysa. A nie zwracała uwagi, jak każda następna jej słowa coraz bardziej chmurzyły twarz pani Marii. A jak usłyszała o losie uratowanego przez ucznia psa – już była czarna jak burza. Spojrzała surowo, pogładziła pogięty album i zaczęła opowiadać cicho… O zielonych zawijasach, o ożywionych kwiatach… O dziecięcej pracowitości i odwadze nie na swój wiek. O sercu chłopca, co nie mógł znieść niesprawiedliwości, i o łobuzach, co zwierzę słabe do dołu wrzucili. A potem podeszła, wzięła Larysę za rękę i podprowadziła do okna: – Tam jest ta dziura – pokazała. – Tam nie tylko szczeniak, ale i Tymek mógł utonąć. Ale ważniejsze było dla niego uratować, niż myśleć o niebezpieczeństwie. Może pamiętasz, Laryso, jak wtedy, w dziewięćdziesiątych, na ławce przed szkołą płakałaś z przekupionym kotem? Już całe klasy się nim zajmowały, a rodziców obwiniałaś, gdy ci wyganiali „kłębka z pcheł” za drzwi… Dobrze, iż się opamiętali! To ja ci przypomnę! I Tiszka twojego, i głupiego Muchtara – szczeniaka Najdy, co aż do studiów z tobą chodził, i kawkę skrzywdzoną, o którą w żywym kąciku walczyłaś… Pani Maria wyjęła z albumu fotografię – drobna dziewczynka w białym fartuszku trzyma kota, uśmiechnięta pośród kolegów. I cicho, ale stanowczo dodała: – Dobroć w sercu ci rozkwitała – przypomnę ci ją… Za zdjęciem spadł na stół dziecięcy rysunek: mała dziewczynka tuli kudłatego kota, drugą ręką trzyma mocno dłoń mamy. – Gdyby ode mnie zależało – już ostrzej powiedziała pani Maria – wycałowałabym tego szczeniaka razem z Tymkiem! I te plamy w ramkę wsadziła! Bo nie ma lepszego daru matce, niż człowieka wychować! Nie zauważała nawet, jak z każdym słowem zmienia się twarz Larysy, jak coraz częściej zerka na drzwi dziecinnego pokoju i mocniej ściska pechowy album… – Pani Mario! Proszę, popilnujcie Tymka. Tylko chwilę! Ja zaraz wrócę! Pod czujnym spojrzeniem nauczycielki Larysa chwyciła płaszcz i wybiegła… Przez podwórko, przez błoto – na wysypisko, nie patrząc na mokre buty. Po kolei sprawdzała wszystkie kartony i sterty śmieci, ciągle zerkając, czy z domu nie wyjdzie… Czy jej wybaczy? ***** – Tymek, to twój nowy przyjaciel Dikuś wącha kwiaty? – Tak, pani Mario, on sam! Poznajecie? – Jakżeby nie! Gwiazdka biała na łapce świeci. Pamiętam, jak z twoją mamą te łapki prałyśmy – zaśmiała się nauczycielka. – Ja mu teraz myję codziennie! – pochwalił się Tymek. – Mama mówi: masz przyjaciela, dbaj o niego! choćby wanienkę mu kupiła! – Dobrą masz mamę – uśmiechnęła się. – Rysujesz jej znowu prezent? – Aha, do ramki wstawię. Bo tam w ramce ma takie plamy, na które się uśmiecha. Ale jak można się uśmiechać do plam? – Do plam? Hmm… Może i można, jeżeli z serca są. Powiedz, jak ci idzie w szkole plastycznej? – Jeszcze jak! niedługo mamie portret namaluję! euforia będzie! A na razie – to dla pani od mamy, ona też maluje. – wyciągnął kartkę z plecaka. Pani Maria rozwinęła ją, uśmiechnęła się, ścisnęła ramieniem chłopca – Na białej kartce tańczył szczęśliwy, rozpromieniony Tymek z ręką na głowie ukochanego burka. Obok nich stała drobna dziewczynka w szkolnym mundurku z lat minionych, ściskała puszystego kota… A z drugiej strony zza biurka uśmiechała się ona – pani Maria, z nieskończoną mądrością w oczach. W każdym szczególe tego rysunku czuła ukrytą, nieskończoną dumę matki. Otarła łzę i uśmiechnęła się – w samym rogu kartki, pośród kolorowych kwiatów, wiła się tylko JEDNO słowo: „PAMIĘTAM”.
Dlaczego Inna zaczęła robić na drutach buciki dla niemowląt – sama nie wiedziała.
Siłowe wejście do mieszkania. W środku niemowlę bez oznak życia
Opuściłam męża po 40 latach. Wreszcie zdecydowałam się żyć według własnych zasad
Kiedy wróciłem z podróży, moje rzeczy leżały na trawie z kartką: „Jeśli chcesz zostać, zamieszkaj w piwnicy”.
Kiedy dziecko płacze, dorosła matka reaguje ciałem. Inaczej jest z nastoletnią mamą
Wózek na zimę: jak skompletować wyposażenie i nie przepłacić?
— Ludko, oszalałaś na stare lata! Twoje wnuki już do szkoły chodzą, jakie wesele? — takie słowa usłyszałam od siostry, kiedy oznajmiłam jej, iż wychodzę za mąż.
Przez pięć lat była przekonana, iż żyje z mężem, a tak naprawdę szukała w nim mamy – niezwykła historia Heleny z małego miasteczka, która marzyła o idealnym małżeństwie, ślubie po polsku bez wielkiego wesela i wspólnej przyszłości, ale dopiero po latach odkryła, czego tak naprawdę oczekuje od miłości.
W oczekiwaniu na narodziny dziecka, żona poszła sama na zakupy dla malucha, nie przypuszczając, iż spotka męża prowadzącego swoją kochankę na targ.
Narzekał, iż musi zająć się własnymi dziećmi. Żona w pracy, ojciec załamany
„To nie jest moje dziecko” – powiedział milioner i kazał żonie zabrać niemowlę i odejść. Gdyby tylko wiedział.
Zaraz przed porodem, żona poszła sama kupić rzeczy dla dziecka, nie spodziewając się, iż spotka swojego męża z kochanką na targu.
– Do kogo? – Maria Fiodorowna wraz z Mikołajem wyszli na ganek i patrzyli na gościa. – Do Marii Fiodorowny! Jestem jej wnuczką, a ściślej mówiąc, prawnuczką. Córką Aleksego – najstarszego syna Marii Fiodorowny.
Chcieli nazwać dziecko: Blik
Produkty dla niemowląt wycofane ze sklepów. Jest ostrzeżenie
❄ Trzy małe bałwanki niosą dary ze SkakAnki! ☃
Produkty dla niemowląt wycofywane. Ostrzeżenie
Uwaga na te produkty dla niemowląt! GIS i Nestlé wydały ostrzeżenia
Zapowiedzi serii Star Wars na 2026 rok.
– Znikaj stąd, nigdy cię nie kochałem! – Krzyknął Mikołaj za młodą żoną, która wychodziła z mieszkania z małym dzieckiem.
– Nic, Sławku! Nie martw się! Za to Nowy Rok przywitałeś z przytupem!