Paragon za jagody poproszę

wschodni24.pl 2 godzin temu

Ostatnie medialne doniesienia o pizzy z krewetkami, paragonach i wysokim mandacie skłoniły mnie do pewnej refleksji. Skoro dziś niemal wszystko można skontrolować, sprawdzić i rozliczyć, to zacząłem się zastanawiać, jak wyglądałby sezon na jagody, gdyby potraktować go z taką samą urzędniczą skrupulatnością.

Wyobraziłem sobie las pełen nie tylko jagodowych krzaków, ale także kontrolerów, inspektorów i urzędników z teczkami. Bo skoro można dyskutować o tym, czy na pizzę z krewetkami należy się taki czy inny podatek, to dlaczego nie pójść o krok dalej?

Przy wejściu do lasu punkt rejestracji zbieraczy. Każdy dostaje identyfikator, numer stanowiska i informację, ile litrów jagód może nazbierać, zanim zainteresują się nim odpowiednie służby. Kilkaset metrów dalej mobilny urząd skarbowy. W końcu ktoś musi sprawdzić, czy od każdego sprzedanego litra wystawiono paragon.

A skoro temperatury przekraczają trzydzieści stopni, pojawiają się kolejne pytania. Kto odpowiada za bezpieczeństwo zbieraczy? Kto zapewnia wodę? Kto wydaje posiłki regeneracyjne? Czy jagodzianka zjedzona podczas przerwy jest już świadczeniem pracowniczym, czy jeszcze zwykłą przekąską? A jeżeli ktoś wypije izotonik, to czy należy mu się zwrot kosztów?

Może warto powołać specjalnego koordynatora do spraw jagodowych? Będzie sprawdzał, czy każdy zbieracz ma nakrycie głowy, krem z filtrem i odpowiednią liczbę przerw. A przy wyjściu z lasu obowiązkowe ważenie zbiorów i wydruk z kasy fiskalnej. Paragon za jagody poproszę.

Brzmi absurdalnie? Oczywiście. Ale czasami odnoszę wrażenie, iż rzeczywistość coraz częściej wyprzedza satyrę.

Na szczęście las przez cały czas rządzi się swoimi prawami. Pachnie żywicą, śpiewają ptaki, a dłonie po kilku godzinach są bardziej fioletowe niż czyste. Za każdym słoikiem domowych jagód i każdą jagodzianką stoi czyjaś ciężka praca. Godziny spędzone w upale, komary, podrapane ręce i bolące plecy.

Może więc zamiast zastanawiać się wyłącznie nad paragrafami, warto czasem pomyśleć o ludziach. O tych, którzy od świtu przemierzają leśne ścieżki, abyśmy później mogli z uśmiechem powiedzieć: „Ale ta jagodzianka smakuje jak u babci”.

I tylko jedno pytanie wciąż nie daje mi spokoju. jeżeli w lesie naprawdę pojawi się kiedyś mobilny urząd skarbowy, to czy jego pracownicy również dostaną posiłek regeneracyjny… i paragon za jagodziankę?

Idź do oryginalnego materiału