Pan samochodzik i strażacy

kulturaupodstaw.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: fot. OSP Zakrzewo


O historii zlotu opowiadają Dominik Kuczyński, naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Zakrzewie i Mateusz Wiebskowski, wiceprezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Zakrzewie i rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotowie.

Małgorzata Leśniak: Zanim opowiemy o tegorocznej edycji zlotu, wróćmy do początków. Jak to się zaczęło?

Mateusz Wiebskowski: Zaczęło się od pomysłu zorganizowania wydarzenia, które da okazję do podziękowania społeczności Zakrzewa. My, strażacy, chcieliśmy podziękować mieszkańcom za to, iż cały rok nas wspierali.

ML: Na czym polega to wsparcie?

MW: Mówimy o pracy ochotniczej straży pożarnej, przy której potrzebujemy pomocy lokalnej społeczności. Mieliśmy i mamy ogromne wsparcie mieszkańców. Organizujemy np. zbiórki złomu i wtedy zawsze możemy liczyć na pomoc. A nasz gminny Dzień Strażaka jest miejscowym świętem. Na stołach zawsze czekają kiełbasy, karkówka oraz grochówka, no i nigdy nie zabrakło sernika i babeczek.

ML: I pierwsza impreza miała być podziękowaniem.

MW: Tak, chcieliśmy zrobić coś, żeby pokazać, iż doceniamy pomoc mieszkańców. Chcieliśmy otworzyć przed nimi drzwi. I dlatego pierwsza edycja to był dzień otwarty w naszej strażnicy. Każdy mieszkaniec Zakrzewa mógł nas odwiedzić i zobaczyć remizę od środka, przyjrzeć się sprzętowi, którego używamy w naszej pracy.

ML: I obejrzeć samochody pożarnicze, nie zapominajmy o samochodach.

MW: Tak. I tak wyglądały trzy pierwsze edycje. Podczas pierwszej pokazywaliśmy ludziom, ile waży ubranie strażackie. Były namioty, był poczęstunek i była muzyka. A spotkanie zakończyło się wspólną zabawą.

ML: Zatrzymajmy się na chwilę przy wadze. Ile waży wszystko to, co strażak ma na sobie, gdy wyjeżdża do akcji?

Dominik Kuczyński: Policzmy – ubranie specjalne, aparat ochrony układu oddechowego, wąż tłoczny W-38, kamera termowizyjna, prądownica i radiostacja. Razem to będzie około 30 kilogramów.

ML: Z czasem formuła imprezy się rozwijała.

DK: Tak, z roku na rok nabieraliśmy rozpędu. Zaczęliśmy szukać możliwości urozmaicenia programu dni otwartych. I wtedy znajomy zaproponował, żeby pokazać stare samochody pożarnicze. I tak, na skwerku, stanęło pięć pierwszych samochodów.

ML: Pamiętacie panowie tę pierwszą piątkę?

DK: Były to: Citroën DS, Warszawa, Syrena 105, Golf I Cabrio i Škoda 100s.

MW: A lokalna społeczność i tym razem nas nie zawiodła. Jak mieszkańcy zobaczyli, iż formuła się sprawdza, to przed każdą kolejną edycją przychodzili do nas ze swoimi propozycjami uatrakcyjnienia imprezy. Aż któregoś dnia ktoś rzucił pomysł, żeby, oprócz wozów strażackich, pokazać też stare samochody. Podczas trzeciej edycji do oferty doszła też możliwość przejażdżki prezentowanymi autami. A ponieważ jeden ze znajomych ma samochód terenowy, to i rajdy po wertepach weszły do programu zjazdu.

ML: A od której edycji impreza odbywa się pod znanym nam dziś szyldem: Ogólnopolskiego Zlotu Samochodów Pożarniczych i Zabytkowych?

DK: Czwarta edycja imprezy to już był zlot pełną gębą.

ML: I tak to, co zaczęło się od bardzo lokalnych drzwi otwartych, zmieniło się w ogólnopolską imprezę.

MW: Najpierw było tylko Zakrzewo, potem powiat, potem województwo. Aż w końcu postanowiliśmy, iż rozszerzymy zasięg na cały kraj, żeby gościć mogli u nas pasjonaci z całej Polski. I to też jest nawiązanie do idei, która przyświecała nam na początku, czyli otwartych drzwi. Nie chcemy się zamykać, nie chcemy budować barier, chcemy otwierać się na ludzi i na nowe pomysły.

ML: I wszyscy mogą na tym skorzystać. Z jednej strony, goście z odległych miejsc mają nową miejscówkę, gdzie mogą podzielić się pasją. Przywieźć swoje samochody, a przy okazji popatrzeć na eksponaty, które przywiozą inni. Z drugiej strony, na wzbogaceniu oferty imprezy korzysta lokalna społeczność, bo im więcej się dzieje, im więcej pojazdów przyjedzie, tym atrakcyjniejszy jest zlot. I wszyscy są wygrani. Od pierwszej piątki samochodów, które pokazaliście, minęło kilka lat. Ile maszyn zobaczą ci, którzy przyjadą w tym roku do Zakrzewa?

DK: Z roku na rok liczba pojazdów rośnie, ostatnie edycje to już było około 150 samochodów i podobna liczba zaprezentuje się w tym roku.

ML: Dziesiąta edycja to dobry moment do wspomnień. Które z aut zrobiły na panach największe wrażenie?

DK: Od razu przychodzi mi do głowy sikawka konna z 1911 roku, którą wystawiają na zlocie druhowie z OSP Stanomin.

fot. OSP w Zakrzewie

(Sprawdziłam. Ta zabytkowa sikawka konna powstała w renomowanych zakładach Gustava Ewalda w Kostrzynie nad Odrą w 1911 roku).

DK: Co ciekawe, sprzęt jest przez cały czas sprawny.

ML: Czyli iż jest gotowa do gaszenia pożarów?

DK: Do pożarów już nie jeździ, ale kiedy przyjeżdża na nasze zloty, to można ją oglądać w akcji.

ML: A pan, panie Mateuszu, ma swój ulubiony samochód spośród pokazywanych na zlotach? Nie musi być pożarniczy, może być z tych zabytkowych.

MW: Na mnie zawsze robiły wrażenie pojazdy strażackie.

ML: Czyli jest z panem, jak w tym anegdotycznym haśle reklamowym, kiedy to Henry Ford tłumaczył, iż każdy „może otrzymać samochód w dowolnym kolorze, pod warunkiem, iż będzie to kolor czarny”. Pan ze wszystkich zabytkowych pojazdów zawsze wybierze pożarniczy, tak? A który pamięta pan najlepiej?

MW: Wóz Berliet.

(I znowu sprawdzam. Pojazdy marki Berliet to legendarne francuskie wozy ratowniczo-gaśnicze. W Polsce znane są przede wszystkim średnie i ciężkie pojazdy z lat 60., 70. i 80. XX wieku. Trafiały one do jednostek PSP i OSP także w ramach pomocy humanitarnej).

ML: Co wyjątkowego jest w tym samochodzie?

MW: Jest unikalny, jest inny niż wszystkie.

DK: Najprościej będzie wytłumaczyć, iż wygląda jak wóz strażacki z bajki „Auta”. pozostało jeden wóz, o którym warto wspomnieć, choćby dlatego, iż wykorzystujemy go do promowania zlotu. To Ford Mustang z 1965 roku.

ML: I to nie jest wóz pożarniczy.

DK: Nie. (śmiech)

ML: A jaki ma kolor?

DK: Czerwony.

ML: Oczywiście. (śmiech)

MW: Mówimy o zabawie i pokazach, ale warto podkreślić, iż od początku, od pierwszej imprezy, stałym punktem programu zlotu jest prewencja. Przypominaliśmy i przypominamy zasady bezpieczeństwa pożarowego i podpowiadamy, co robić, a czego nie robić w sytuacjach zagrożenia.

Mówimy dużo o ryzyku związanym z zatruciem tlenkiem węgla, o sprawdzaniu przewodów kominowych i o tym, jakie kroki przedsięwziąć, gdy pali się np. olej, i jak wyglądać powinna pierwsza pomoc.

Czyli, z jednej strony, dbamy o to, by nie zabrakło atrakcji – pokazów samochodów i zabawy, ale z drugiej strony, od początku zależało nam na przemyceniu treści edukacyjnych. Lepiej, żebyśmy my się nudzili, niż by choć jedna osoba płakała.

ML: Trudno znaleźć lepszy sposób na wytłumaczenie, na czym polega łączenie przyjemnego z pożytecznym. Domyślam się, iż na zapowiedzianą pogadankę na temat bezpieczeństwa pożarowego nie przyszłoby wielu chętnych. Więc dodanie elementu prewencji do imprezy, która ściąga tłumy, jest genialnym pomysłem.

MW: Przyświeca nam myśl, iż jeżeli co roku będziemy przypominać o zasadach bezpieczeństwa, to coś z tego zostanie w pamięci zlotowiczów.

ML: Organizowana przez was impreza ma formę otwartą, więc gościcie całe rodziny. Przychodzą dziadkowie z wnukami i rodzice z dziećmi. Dziesiąta edycja to jest dobry moment, żeby zrobić rachunki zysków. Także te nieoczywiste – personalne. Czy zdarzało się tak, iż kilkuletni chłopiec, który pierwszy raz zetknął się z wozem strażackim na waszym zlocie, dziś jest strażakiem?

MW: O tak, na pewno kadra nam się wzmocniła dzięki tym, którzy połknęli bakcyla podczas drzwi otwartych i zlotów. Zaczęło się od oglądania strażnicy i wozów, a potem pasja wciągała ich coraz bardziej i kiedy kończyli 18 lat, to szli na kurs i mogli dołączyć do braci strażackiej.

Wśród nich są Nikodem, Remigiusz, Aleksander, Szymon, Kacper, Paweł, Michał, Marcin i Wojciech.

ML: A czy w gronie „zarażonych” są też dziewczyny?

DK: O tak. To Julia, Blanka, Małgorzata, Alicja i Monika.

DK: Młodzi wchodzą do naszego świata najpierw jako goście, i tak im się podoba, iż zostają częścią strażackiej rodziny. Jest np. Grzegorz, który pochodzi z Goliny pod Jarocinem i teraz jest już strażakiem, a na zlotach jest z nami od początku. To cenny nabytek dla naszej imprezy, bo Grzegorz jest skarbnicą pomysłów i co roku wymyśla nowe konkurencje na zawody, które także są częścią zlotu.

MW: Inni zlotowicze też dokładają swoje pomysły. Jeden z naszych stałych bywalców zgłosił się do nas i powiedział, iż ma zabytkowe autobusy i mógłby takim autobusem przyjechać do Zakrzewa i wozić gości po okolicy. Tak się stało i także w tym roku przyjedzie do nas zabytkowy autobus.

ML: Jesteśmy przed dziesiątą edycją zlotu. Czym będzie się on różnił od poprzednich?

DK: W tym roku, po raz pierwszy, zlot będzie dwudniowy. Kilka załóg przyjedzie już w piątek i organizujemy dla nich rajd rowerowy po okolicy. Goście będą mogli lepiej poznać nasze tereny. A rajd poprowadzi nasz sołtys.

ML: I mamy kolejną wartość dodaną. Bo przygoda, która zaczęła się od kilku wozów strażackich, przekształciła się w wydarzenie promujące już nie tylko pasję związaną z wozami strażackimi i zabytkowymi, ale też w pomysł na promowanie lokalnej okolicy.

MW: To się dobrze wpisuje w naszą misję otwarcia się na ludzi. Staramy się rozwijać program tak, żeby organizowana przez nas impreza była coraz bardziej atrakcyjna. Tak dla mieszkańców Zakrzewa i okolic, jak i dla odwiedzających nas gości.

MW: A każdy zlot kończy się zabawą. Dbamy o to, by grające na niej zespoły były coraz atrakcyjniejsze.

DK: Na początku do tańca grali nam lokalni didżeje, potem zaczęli pojawiać się muzycy i zespoły z wyższej półki. Byli u nas Nowator, Mezo, Stachursky i grupa Łobuzy, A w tym roku będzie Łydka Grubasa.

ML: Na tegorocznym zlocie będzie półtorej setki samochodów i podziwiać je będą setki gości. Jak myślicie, panowie, skąd ludzie dowiadują się o imprezie?

DK: Najpopularniejszym źródłem informacji jest pewnie internet. Jesteśmy na Facebooku i na TikToku, i wiemy, iż to tam znajdują nas kolejni fani i zlotowicze. Ale mamy jeszcze jeden atut, za pomocą którego jesteśmy rozpoznawalni i jest o nas głośno. Nasza jednostka OSP w Zakrzewie ma na stanie zabytkowy wóz z 1967 roku – Magirus. Wóz jest przez cały czas „na służbie”, czyli wyjeżdża na akcje gaszenia pożarów.

MW: A jest też tak, iż ludzie, którzy przyjeżdżają do nas na zlot, opowiadają o imprezie swoim znajomym i także dzięki temu rozrasta się nasza zlotowa społeczność.

DK: No i samochody biorące udział w zlocie mają naklejki, na których jest logo imprezy, więc kiedy auta jeżdżą po kraju, to każdy może zobaczyć te naklejki i dowiedzieć się o nas.

ML: Zaczęliśmy rozmowę od tego, iż impreza miała być podziękowaniem dla lokalnej społeczności. Zakończymy też podziękowaniami?

MW: Tak, chcemy podziękować wszystkim strażakom z OSP Zakrzewo za zaangażowanie w organizację zlotu i mieszkańcom Zakrzewa za wsparcie, na które możemy liczyć od pierwszej edycji.

Na tegoroczną, dziesiątą edycję Ogólnopolskiego Zlotu Samochodów Pożarniczych i Zabytkowych organizatorzy zapraszają do Zakrzewa 27 czerwca. Informacje na temat zlotu oraz relacje z poprzednich edycji można znaleźć na fanpage’u zlotu.

Idź do oryginalnego materiału