Otwieraj, już jesteśmy! – Julka, to ciocia Natalia! – głos w słuchawce dźwięczał taką udawaną rado…

newskey24.com 5 godzin temu

Otwieraj, już jesteśmy

Julka, to ciocia Natalia! dźwięczący w słuchawce głos aż ranił swoją sztuczną wesołością. Przyjeżdżamy za tydzień do Warszawy, musimy załatwić parę spraw papierkowych. Pomieszkamy u ciebie, tydzień, może dwa, dobrze?

Julia niemal zakrztusiła się herbatą. Ot, tak, bez „dzień dobry”, bez „co słychać” od razu: Pomieszkamy. Nie „czy można” czy „czy wygodnie”. Po prostu: Pomieszkamy. Kropka.

Ciociu Natalio Julia starała się, by jej głos brzmiał łagodnie cieszę się, iż dzwonisz. Ale z tym mieszkaniem Może lepiej pomogę wam znaleźć niedrogi hotel? Teraz sporo fajnych opcji.

Jaki znowu hotel? ciotka parsknęła, jakby Julia palnęła piramidalną głupotę. Po co pieniądze wywalać? Przecież masz po ojcu całe mieszkanie trzypokojowe! Takie lokum dla jednej osoby!

Julia przymknęła na chwilę oczy. I zaczęło się…

To moje mieszkanie, ciociu.

Twoje? głos nabrał ostrego tonu, aż nieprzyjemnie było słuchać. A ojciec twój? Czyżby był nie z naszej rodziny? Krew to nie woda, Julka. My nie jesteśmy obcy, a ty chcesz nas wyrzucić jak psy do hotelu!

Ja nikogo nie wyrzucam. Po prostu nie dam rady was przyjąć.

A to czemu niby?

„Bo ostatnim razem urządziliście mi piekło na ziemi” pomyślała Julia, ale powiedziała łagodniej:

Po prostu mam swoje sprawy, ciociu. Nie mogę was gościć.

Sprawy u niej ciotka już nie kryła irytacji. Trzy pokoje stoją puste, a ona sprawy! Ojciec twój by rodziny za próg nie wystawił! A ty zupełnie jak twoja matka…

Ciociu…

Co ciociu? W sobotę przyjeżdżamy na obiad. Maksym i Paweł są ze mną. Przyjmiesz nas.

Przepraszam, ale nie mogę.

Julka! ton zrobił się twardy, rozkazujący. Nie dyskutuj. W sobotę jesteśmy.

W słuchawce rozległy się krótkie sygnały.

Julia powoli odłożyła telefon na stół. Przez chwilę siedziała bez ruchu, patrząc w jeden punkt. Głęboko westchnęła i opadła na oparcie krzesła.

Zawsze tak samo.

Dwa lata temu ciocia Natalia już „gościła”. Wparowała z całą rodziną miało być trzy dni, przeciągnęło się do dwóch tygodni. Julia do dziś pamiętała ten koszmar: Maksym, mąż ciotki, rozkładał się na jej kanapie w butach i przełączał pilotem do trzeciej nad ranem. Paweł, ich przerośnięty dwudziestotrzyletni syn, wyjadał wszystko z lodówki i ani razu nie umył po sobie talerza. Sama ciocia Natalia panoszyła się po kuchni, krytykując wszystko od zasłon aż po „złą” glazurę na podłodze.

A kiedy w końcu się wyprowadzili, Julia naliczyła przepaloną tapicerkę fotela, rozbitą półkę w łazience oraz jakieś dziwne plamy na dywanie w salonie. O pieniądzach cisza. Ani na jedzenie, ani na czynsz. Po prostu spakowali walizki i wyszli, rzucając na odchodnym: „Dziękujemy, Julka, jesteś skarbem.”

Julia potarła skronie.

Nie. Więcej tego nie będzie. Choćby ciotka krzyczała o ojcu i rodzinie. Niech przyjeżdża w sobotę drzwi zostaną zamknięte.

Zabrała się do szukania hotelu. Musiał być dobry, z wygodami. Wyśle adres i jasno napisze, iż to jedyna pomoc, na jaką mogą liczyć.

A jeżeli nie zrozumieją trudno. To już nie jej problem.

Przez dwa dni panowała błoga cisza. Julia pracowała, chodziła wieczorami na spacery, gotowała sobie kolacje na jedną osobę i prawie uwierzyła, iż rozmowa z ciotką to tylko zły sen. Może się rozmyślą? Może znajdą innych krewnych, których można obciążyć?

Telefon zadzwonił w czwartek, tuż przed wieczorem. „Ciocia Natalia” na ekranie żołądek Julii ścisnął się nieprzyjemnie.

Julka, to ja! energiczny głos wdarł się w ciszę mieszkania. Jutro przyjeżdżamy, pociąg jest o drugiej! Przywitasz nas i stół nakryjesz, porządnie trzeba zjeść po podróży!

Julia powoli usiadła na krawędzi sofy. Palce aż zbielały na telefonie.

Ciociu Natalio mówiła wyraźnie, każde słowo osobno już powiedziałam: nie wpuszczę was do mieszkania. Nie przyjeżdżajcie do mnie.

Daj spokój! ciotka zaśmiała się, jakby usłyszała kiepski żart. Przestań się wygłupiać. Nie wpuszczę, wpuszczę… My bilety już mamy!

To wasz problem.

Julka, co się stało? ton najpierw się zdziwił, potem wrócił stary nacisk. Jesteś rodziną czy nie? Rodzinie trzeba pomagać, bo tak się powinno!

Nikomu nie jestem nic winna.

Oj, jesteś! Ojciec twój, spoczywaj w pokoju…

Dosyć o ojcu, ciociu. Mówię „nie”. I to ostatecznie.

Ciotka westchnęła głośno, demonstracyjnie, jak przed dzieckiem, które marudzi:

Julcia, nikogo tu nie interesuje, co myślisz, rozumiesz? Jesteśmy rodziną. A ty tu pokazujesz charakter, jakbyśmy ci wrogowie. Jutro o drugiej, nie zapomnij!

Powtarzam…

No, całuję, do zobaczenia!

Sygnał…

Julia przez kilka sekund patrzyła na czarny ekran. W środku narastało coś gorącego i bolesnego. Rzuciła telefon na kanapę i zaczęła chodzić po pokoju trzy kroki w jedną stronę, trzy w drugą, niczym zwierzę w klatce.

Czyli jej zdanie nikogo nie obchodzi. Cudownie. Po prostu cudownie.

Nagle się zatrzymała.

No to proszę bardzo, szanowna cioteczko…

Julia wybrała w kontaktach „Mama”.

Halo? Julka? głos był ciepły, lekko zdziwiony. Stało się coś?

Mamo, hej. Słuchaj, chciałabym do ciebie przyjechać. Jutro. Na tydzień, może trochę dłużej.

Cisza.

Jutro? Kochanie, przecież dopiero miesiąc temu byłaś…

Wiem. Ale naprawdę muszę. Pracuję zdalnie, więc to bez różnicy. Przyjmiesz?

Mama zamilkła na moment, Julia wręcz widziała jej zamyśloną twarz po drugiej stronie.

Oczywiście, przyjeżdżaj. Zawsze jesteś mile widziana. Wszystko na pewno w porządku?

Tak, mamo, wszystko dobrze. Po prostu tęsknię.

Rozłączyła się i pozwoliła sobie na uśmiech. Jutro ciocia Natalia z rodziną zjawi się pod zamkniętymi drzwiami. Można dzwonić, walić, awanturować się pod blokiem gospodyni nie będzie w domu. Ani na zakupach, ani u koleżanki. W innym mieście, o trzysta kilometrów dalej.

Julia sprawdziła bilety. Poranny pociąg, 6:45. Idealnie. Akurat wtedy, gdy ciotka będzie pod jej blokiem, ona popijać będzie herbatę w kuchni u mamy.

Niech krew nie będzie wodą, ale czasem warto w rodzinie usłyszeć „nie”.

W pociągu Julia wsłuchiwała się w stukot kół i myślała, jaką minę zrobi ciotka wobec zamkniętych drzwi. Oczy jej się kleiły, głowa ciążyła, ale w duszy panował spokój.

Mama czekała na peronie, mocno przytuliła i zabrała do domu. Nakarmiła naleśnikami z twarogiem, napoiła gorącą herbatą i wysłała spać.

Pogadamy później powiedziała, zabierając pustą filiżankę. Najpierw porządnie się wyśpij.

Julia zasnęła, ledwo dotknęła poduszki.

Obudził ją piskliwy dźwięk telefonu. Ręka odruchowo szukała go na szafce nocnej, oczy ledwo łapały ostrość. „Ciocia Natalia”.

Julka! krzyk ciotki był tak głośny, iż Julia musiała oddalić słuchawkę. Stoimy pod twoimi drzwiami już dwadzieścia minut! Otwieraj!

Julia usiadła na łóżku, przetarła twarz dłonią. Za oknem zachodziło słońce przespała pół dnia.

Bo mnie tam nie ma parsknęła z rozbawieniem.

Co to znaczy?! Gdzie jesteś?!

W innym mieście.

Cisza. Potem wybuch:

Zwariowałaś?! Wiedziałaś, iż przyjedziemy, i uciekłaś?! Jak mogłaś?!

Łatwo. Uprzedzałam, iż was nie wpuszczę. Nie posłuchałaś.

Jak śmiesz! ciotka aż się dławiła. Na pewno masz zapasowe klucze u sąsiadki lub przyjaciółki! Zadzwoń, niech przyniesie! I bez ciebie sobie poradzimy, nie jesteśmy dziećmi!

Julia zamarła. To dopiero bezczelność.

Ciociu, ty naprawdę?

Oczywiście! Jesteśmy zmęczeni, a ty robisz cyrk!

Nie zamierzam mieszkać z wami. I nie wpuszczę do siebie nikogo pod moją nieobecność.

A ty!

Drzwi do pokoju skrzypnęły. Mama stanęła w progu szlafrok, potargane włosy, zmrużone oczy. Bez słowa wyciągnęła rękę, a Julia, sama nie wiedząc czemu, oddała jej telefon.

Natalia głos mamy był lodowaty. Tu Wiera. Słuchaj uważnie i nie przerywaj.

Z telefonu dobiegało bełkotanie.

Twój brat nigdy cię nie lubił mówiła dalej mama. Przez całe życie. Ja wiem to najlepiej. Więc dlaczego pchasz się do jego córki? Czego od niej chcesz?

Julia słyszała, jak ciotka próbuje coś powiedzieć jąka się, krztusi…

I dobrze ucięła mama. Do Julii już nie dzwoń. Nigdy. Ona ma na kogo liczyć i na pewno nie na ciebie. To wszystko.

Odłożyła słuchawkę i zwróciła Julii telefon.

Julia patrzyła na nią, jakby widziała ją po raz pierwszy.

Mamo Ty Nigdy nie widziałam cię takiej.

Mama prychnęła, poprawiła szlafrok:

Tego nauczył mnie twój ojciec. Mówił, iż z Natalią tylko tak można. Raz rykniesz, drugi raz się nie zbliży przez rok.

Nagle się uśmiechnęła, a wokół oczu rozbiegły się promienne zmarszczki:

przez cały czas działa, wyobrażasz sobie?

Julia roześmiała się głośno, szczerze, uwalniając całą złość ostatnich dni. Mama zaraz dołączyła.

Dobra machnęła ręką w stronę kuchni chodź na herbatę. Opowiesz, co się adekwatnie wydarzyłoJulia wstała lekko, jakby uciekł z niej kamień nie, cała sterta kamieni. W kuchni parowała świeża herbata, na blacie mama ukroiła jeszcze kawałek szarlotki. Przez otwarte okno wpadał zapach letniego popołudnia. Siedziały naprzeciwko siebie, obie z kubkami w dłoniach, śmiejąc się z absurdów i z siebie samych.

Wiesz, mamo Julia zaczęła cicho czasem myślę, iż więcej odwagi trzeba powiedzieć „nie”, niż „tak”. adekwatnie… chyba nauczyłam się tego dopiero dziś.

Mama spojrzała na nią z dumą.

Zawsze byłaś odważniejsza niż ci się wydawało. Tylko nie pozwól już nikomu tej odwagi odbierać.

Za oknem ktoś śmiał się na podwórku, kot przeciągnął się na parapecie, a Julia po raz pierwszy od dawna poczuła, iż naprawdę jest u siebie. Po chwili mama położyła dłoń na jej ręce, ciepłą, pewną, obecną i Julia wiedziała, iż tu, przy tym stole, zaczyna się nowy rozdział, w którym to ona wybiera, kogo wpuszcza do swojego świata.

I już nikt nie przekroczy tych granic bez jej zgody.

Herbata smakowała dziś inaczej: jak spokój, wolność i własna siła.

Idź do oryginalnego materiału