W poprzednią środę czyli 25.02.2026 pojechaliśmy do położonego w głębi lądu historycznego miasta Orihuela. Po polsku moglibyśmy powiedzieć, iż to miasto na prawach powiatu. Miasto liczy około 60 tysięcy mieszkańców. Od miejsca gdzie w tej chwili mieszkamy (Cabo Roig) do Orihueli przejechać musieliśmy tylko 30 kilometrów, a znaleźliśmy się w całkowicie innym świecie.
Korzenie miasta sięgają czasów starożytnych. Wtedy miasto nazywało się Orcdelis.
To miejsce, gdzie możemy zobaczyć prawdziwą Hiszpanię. Hiszpanię bez tłumów turystów, ale z wieloma zabytkami, pięknymi uliczkami i z zupełnie innym klimatem niż te nadmorskie atrakcje Costa Blanca (w tym i Orihuela Costa czyli region od Punta Prima do Campoamor).
Orihuela to miasto o bogatej historii i o silnym charakterze religijnym. To tutaj w trakcie santa semana (wielki tydzień) realizowane są jedne z największych uroczystości (procesje) w całej Hiszpanii.
Nam się bardzo podobało. A do tego spotkała nas urocza niespodzianka. Usiedliśmy na kawę przy stolikach ustawionych na niewielkim rynku. Na zewnątrz znajdowało się kilkanaście stolików, ale tylko trzy były zajęte i to zajęte przez samych Polaków. Przy jednym ze stolików siedziało małżeństwo z Piły, przy drugim Polka mieszkająca pod Guardamar już od 40 lat wraz dwójką jej przyjaciół z Polski, a przy trzecim nasza czwórka. Stoliki sąsiadowały ze sobą i już po kilkunastu minutach rozpoczęliśmy wspólne konwersacje.
Do Orihueli, moim zdaniem, warto pojechać. Jest tam co oglądać, poznawać i odczuwać.
Poniżej kilka zdjęć zrobionych wówczas w tym mieście:


![]() |
| Takie platformy z figurami świętych dźwiga w trakcie wielkanocnych procesji minimum kilkunastu mężczyzn |




![]() |
| Fragment wspomnianej kawiarni "Z Polakami", ale to zdjęcie z łakomymi gołębiami. |






