„Strach u Nowinnej Drogi”, to legenda nie tylko dla maluchów, którą przypominamy przy okazji Dnia Dziecka. Jej sensem jest przypowieść o tym, iż warto być uczynnym i przyzwoitym, iż warto służyć innym ludziom, nawet, jeżeli byłoby to trudne. I, iż warto wierzyć w coś, co czasem wydaje się niesprawdzalne.
Strach u Nowinnej Drogi
Wśród pól tuż za Sulejowem, przy trasie nazywanej Nowinną Drogą, stał śliczny strach na wróble, którego na co dzień nie wszyscy jednak zauważali. Kiedy kogoś pytano o tego stracha, to jedni mówili, iż stoi on na polu Rucińskiej, inni – iż na polu Sarleja, a jeszcze inni zarzekali się, iż widzieli go na ziemi należącej do Leszczyńskich. Zdarzało się nawet, iż życzliwi zwykle wobec siebie sulejowscy gospodarze, zapalczywie kłócili się o tą sprawę. Najgłośniej było o awanturze Kuczyńskiego z Warmuzińskim, którzy z kłonicami i orczykiem od wozu w dłoniach gotowi byli udowodnić sobie, który z nich ma rację. Przyglądało się temu całe mnóstwo gapiów, a awanturę zakończyło dopiero przybycie burmistrza z woźnym i jednym strażnikiem z miejskiego aresztu. Adwersarze uspokoili się i podali sobie dłonie, jednak każdy z nich pozostał przy swoim zdaniu.
Kiedy opadły emocje o strachu rozmawiano całkiem spokojnie, tak jak się rozmawia o codziennych sprawach. Mówiono, iż stracha widziano w różnych miejscach, i iż czasem ubrany był w inne portki czy koszulę. Jednak żaden z sulejowskich obywateli nie potrafił powiedzieć, kto i kiedy ustawił tego stracha. Młodzi nie byli w stanie niczego sobie przypomnieć, a starsi tylko wzruszali ramionami. Żadnych efektów nie dawało też rozpytywanie mieszkańców okolicznych wsi, którzy mieli tu kawałki swoich pól dawno temu odziedziczone po rodzicach.
W końcu zapadła decyzja, iż absolutnie trzeba wyjaśnić tą sprawę. Postanowiono, iż przy polu Chyli, który dopiero co zasiał nowe żyto, nocą zostaną ustawione straże. Kilkunastu co bardziej odważnych mężczyzn i choćby kilka kobiet, ukryło się w niedalekim lesie, oczekując na rozwój wypadków.
Zaraz po północy niebo rozpogodziło się i w blasku księżyca ukazała się jakaś postać zmierzająca w stronę Chylowego pola. Nie był to człowiek – nie szedł bowiem na nogach. Nie był to także duch – gdyż nie snuł się nad ziemią i nie fruwał niczym ptak. Kiedy znalazł się nieco bliżej wszyscy zobaczyli, iż skacze on na jednej nodze. Tak, to był ich strach!
Wśród zebranych rozległy się szepty, a choćby nieśmiałe okrzyki euforii z powodu rozwikłania całej tajemnicy. niedługo jednak szmer ucichł zupełnie, a to z powodu dwóch kolejnych postaci, które pojawiły się na horyzoncie. One także zmierzały w stronę chylowego pola na jednej nodze. Tym razem wszyscy zaniepokoili się tym widokiem. Kto tylko mógł, to zaraz wstrzymywał oddech i nerwowo wciskał się w jakieś zagłębienie ziemi lub pod najmniejszy choćby krzaczek. Tak spędzili resztę nocy.
Rankiem, gdy wysłannicy wrócili do Sulejowa, nikt nie chciał wierzyć w to, co ich spotkało. Znowu zwołano naradę i ustalono, iż następnej nocy zostanie zorganizowana kolejna wyprawa, która sprawdzi to, co oni mówili. Tak też się stało.
Kiedy nowi zwiadowcy przybyli na pole zobaczyli trzy strachy wesoło o czymś rozmawiające, a choćby przygrywające sobie na różnych instrumentach. Niczego jednak nie było słychać. Kilku odważnych podeszło bliżej i wtedy ktoś zauważył, iż ich strach przypomina nieszczęśliwego Wojtka, którego zaraz po śmierci rodziców z domu wygnali pazerni bracia. Zabrali mu wtedy cały spadek i skazali go na tułaczkę. W kolejnym strachu rozpoznali Antosię, która w obłąkanie popadła za młodu. Była wtedy piękną i zakochaną dziewczyną, ale tuż przed ślubem porzucił ją Wicek, który później ożenił się ze starszawą i całkiem szpetną, ale za to bogatą wdową. Trzeci strach był niczym Zofirka, która straciła zmysły po śmierci męża w jakiejś dalekiej wojnie. Wszyscy – skrzywdzeni przez los, wzgardzeni za życia przez innych, teraz już po swojej śmierci, postanowili pozostać wśród ludzi, służąc im swoją pomocą.
Wreszcie stało się jasne, dlaczego stracha widywano w różnych miejscach. Nikogo już nie dziwiło, iż strach pojawiał się nagle na polu, które dopiero co zostało obsiane przez właściciela ziarnem. Nikt nie był zaskoczony tym, iż dzisiaj strach ma inny ubiór niż jeszcze wczoraj. Od tamtej chwili nikt też więcej nie szydził z polnych strachów. Czasem choćby niektórzy do nich przyjaźnie przemawiali, jakby to byli najzwyklejsi ludzie.
→ Tomasz Miller
1.06.2026
• obraz: Katarzyna Jagodzińska
• więcej tekstów autora: > tutaj








