Dziennik 4 listopada, Warszawa Obudziłem się dziś punktualnie o 7:00. Nie przez budzik, tylko ZOSIA mój domowy system zarządzania powoli zwiększyła intensywność światła, naśladując świt. Zasłony rozsunęły się cicho, wpuszczając blade, listopadowe światło Warszawy. Temperatura w sypialni wzrosła z nocnych osiemnastu do dwudziestu dwóch stopni. Dzień dobry, Arturze odezwał się z głośników przyjemny kobiecy głos. […]