Opiekowałem się nim przez osiem lat. Nikt mi za to nie podziękował

newskey24.com 2 tygodni temu

Opiekowałam się nim przez osiem lat i nikt mi nie podziękował.

Wszyscy wiedzą, jak ciężko jest dbać o chorego człowieka. choćby gdy to bliski krewny, opieka wymaga ogromnego poświęcenia, a ja przez osiem lat troszczyłam się o ojca mojej synowej. W rzeczywistości był mi całkowicie obcy. Żadne podziękowanie nie nadeszło, co pozostawiło we mnie głęboką ranę.

Mam dwadzieścia dwa lata. Historia, którą przytaczam, wydarzyła się prawie piętnaście lat temu.

Mój mąż od dawna nie żyje. Mam syna Jana, synową Bronisławę i wnuka Piotrusia. Ojciec Bronisławy, pan Marek, był człowiekiem bardzo miłym i życzliwym. Pracował jako nauczyciel matematyki, dopóki nie zachorował poważnie.

Leczyliśmy go latami, wydając przy tym setki tysięcy złotych na leki, badania i pobyty w szpitalu. W miarę możliwości wspierałam go finansowo, tak bardzo, jak potrafiłam.

Wkrótce stał się przywiązany do łóżka, a wokół nie było nikogo, kto by się nim zajmował. Mój syn Jan był zajęty pracą i częstymi delegacjami służbowymi. Piotruś wciąż studiował. Bronisława pracowała na pełen etat. Miała jeszcze starszą córkę, Magdalenę, ale ta mieszkała w Poznaniu i mogła jedynie telefonicznie wyrażać współczucie.

Bronisławie zakazano zwolnienia lekarskiego. Powiedziano jej: Albo pracujesz normalnie, albo stracisz pracę!. Oczywiście wybrała pracę, a ja przejęłam opiekę nad jej ojcem.

Na początku Bronisława poprosiła mnie, żebym przynajmniej raz dziennie przychodziła, gotowała i karmiła go. Zgodziłam się. Nie przypuszczałam, iż będę to robiła przez osiem kolejnych lat.

Początkowo spędzałam przy nim dwie godziny, po czym wracałam do domu. Z czasem Bronisława powierzając mi kolejne obowiązki, zostawiła mnie przy łóżku na cały dzień; wracałam dopiero wieczorem, a rano wędrowałam pieszo do szpitala.

Mój syn Jan współczuł mi bardzo. Widząc, jak trudna jest moja sytuacja, namawiał mnie, żebym zrezygnowała z tej dobrowolnej pomocy, choć nie protestował przeciwko żonie, bo mieszkał u niej w mieszkaniu.

Szczególnie męczyło mnie, gdy starsza siostra Bronisławy, Stanisława, dzwoniła i wydawała rozkazy: co mam robić, jak mam dbać o ich ojca. Gdy nie mogłam spełnić jej wymagań, Bronisława stawała się niezadowolona.

Mówiła nawet: jeżeli ci to nie pasuje, weź syna i odejdź! Sam sobie poradzę! Znajdę opiekunkę!. To słowa, które musiałam znosić przez osiem lat, aż w końcu pan Marek odszedł.

Żadna z córek nie podziękowała mi za lata troski o ich ojca. Najstarsza twierdziła, iż nikt mnie nie zmuszał do opieki, iż to ja sama chciałam to robić.

Tak to bywa: robisz coś dobrego dla innych, a oni są tak bezwzględni, iż nie potrafią choćby podziękować. Z tej historii wynika, iż prawdziwa wdzięczność jest najcenniejszym darem nie da się jej kupić ani wymusić, a jedynie zasługuje na szczere serce, które naprawdę doceni poświęcenie.

Idź do oryginalnego materiału