Zuzanna i jej teściowa siedziały na starym łóżku pod ciężkimi kocami. Zima zapanowała na całego, a w chacie dopiero co rozpalono piec. Nie martw się, mamusiu, damy radę. Poradzimy sobie. Zaraz dam ci leki szeptała Zuzanna, zaciskając zęby, by jej głos nie drżał.
Starała się jak mogła, żeby uspokoić Jadwigę, choć przecież nie była to jej matka tylko teściowa, i to prawie już była teściowa, a jednak bardzo bliska sercu. Życie sprawiło, iż zostały teraz tylko we dwie.
W domu mieszkali kiedyś we troje: matka, syn i żona Zuzanna. Za mąż wyszła późno, dopiero po trzydziestce. Była dla Piotra drugą żoną, ale ich miłość nie rozbiła czyjegoś szczęścia Piotr był już rozwiedziony, gdy się poznali.
Jadwiga od razu polubiła Zuzannę, a ona odwzajemniła ten sentyment. Znalazła w teściowej ciepło, którego brakowało jej przez lata rodziców straciła wcześnie, wychowywała się sama. Jadwiga potrafiła przytulić, wysłuchać, zrozumieć. Po kilku miesiącach wszyscy żartowali, iż są zmową kobiet przeciw Piotrowi.
Pięć szczęśliwych lat minęło jak z bicza trzasł. Potem Piotr zmienił się nie do poznania. Stał się opryskliwy, a w domu czuć było coraz więcej napięć. Piotr złościł się i na żonę, i na matkę. Coraz częściej znikał z domu; tajemnice, kobiety, alkohol Zanim Zuzanna zdążyła się spakować po ostatniej kłótni, Piotr wprowadził do domu nową wybrankę.
Może specjalnie chciała się pokazać wysoka, platynowa blondynka w sztucznych rzęsach, z ustami tak pełnymi, iż prawie śmiesznie trudno było jej mówić. Zuzanna wybuchnęła śmiechem.
Zamieniłeś mnie na takie coś? No cóż, szczęścia życzę. Ja ani trochę nie żałuję.
Za to ona jest wesoła, nie to co wy dwie kwoki odgryzł się Piotr.
Czepiasz się nas obu, a matkę swoją obrażasz? syknęła Zuzanna.
Skarbie, a co z twoją mamą, będzie tu dalej mieszkać? zapiszczała nowa kochanka.
Tak, mamo, czas żebyś się wyprowadziła Piotr choćby na nią nie spojrzał.
Gdzie pójdę? Oddałam ci wszystkie pieniądze ze sprzedaży mieszkania, żebyś mógł ten dom postawić Jadwiga chwyciła się za serce.
Dobra, możesz zostać, ale nie wychodź ze swojego pokoju. Teraz tędy rządzi Malwina fuknął Piotr.
Zuzanno starsza kobieta spojrzała błagalnie.
Jedziemy na wieś, mamo. Tu nas nic nie trzyma.
Lepiej już na wieś niż zostać przy takim synu
Szybko wrzuciły rzeczy do walizek. Leki, dokumenty, trochę ubranek. Malwina syknęła tylko złośliwie: Zabierajcie wszystko, psałterz mi niepotrzebny!
Piotr patrzył bez słowa. Czuł, iż matka mu tego nie wybaczy albo jednak wybaczy, bo matki wybaczają choćby największą podłość.
Po pół godzinie Zuzanna z Jadwigą siedziały już w starej skodzie. Jadwiga płakała po cichu, choćby nie spojrzała w stronę syna. Poświęciła wszystko, a została z niczym.
Jak my, dziecko, damy sobie radę? cicho wyszeptała kobieta.
Spokojnie, mama. Mam trochę oszczędności. Twoja emerytura też nam pomoże. Poradzimy sobie, na chleb z masłem wystarczy.
Zatrzymały się w małej wsi pod Lublinem, w domu, gdzie Zuzanna spędziła dzieciństwo. Było zimno, ale gwałtownie rozgrzała piec, przyniosła wodę, postawiła czajnik.
Ale sprawnie ci to idzie uśmiechnęła się Jadwiga. Jakbyś tu całe życie mieszkała.
Dziadek wszystko mnie nauczył. Dobrze, iż chociaż zakupy zrobiłyśmy i nie muszę iść do sklepu nie lubię tych wiejskich plotek.
Wkrótce dom zaczął pachnieć herbatą. Gdy uporządkowały pudła, ktoś zapukał. To sąsiad, pan Władysław.
O, Zuzanka z powrotem! Co, zimą wróciłaś? Kłopoty jakieś?
Wszystko w porządku, panie Władku ukrywała łzy Może pan wpadnie na herbatę, pogadamy kiedy indziej.
Przez kolejny tydzień doprowadzały dom do porządku. Pojawiło się trochę ciepła i spokoju. Jadwiga patrzyła na Zuzannę tak bardzo przypominała jej zmarłą córkę.
Wiesz, byłam kiedyś taką zwykłą wiejską dziewczyną, a wyszłam za miastowego. Piotr miał 23 lata, gdy zginął mój mąż. Całe życie oddałam synowi, a zobacz, jak się odwdzięczył
Nie płacz, mamusiu Zuzanna przytuliła ją. Jeszcze będą wnuki, zobaczysz.
Po tej jego Malwinie? Życie A pan Władek od zawsze sam mieszka?
Sam, żona mu się utopiła ratując sąsiada. Od lat żyje tylko z kotem i wspomnieniami. Był przyjacielem mojego dziadka, choć młodszy. No i w twoim wieku, mamo.
Minął miesiąc. Piotr nie zadzwonił, nie dał znaku życia. Aż pewnego dnia odezwał się nieznany numer.
Zuzanna? Tu policja. Pański mąż nie żyje. Zginął w aucie, był pod wpływem alkoholu. Jechał z kobietą, ona przeżyła wypadek. Proszę przyjechać na identyfikację.
Serce Zuzanny zamarło. Jak powiedzieć o tym Jadwidze?
Mamo Piotra już nie ma.
Staruszka zawyła z rozpaczy. To moja wina! Opuściłam go! rozpaczała.
On cię wyrzucił! Nie win siebie! Zuzanna tuliła ją do siebie.
Pan Władysław nie zastanawiał się długo: Jedziemy razem. Pakujcie się, dziewczyny, ja prowadzę.
Pogrzeb był krótki i skromny. Po wszystkim Zuzanna z Jadwigą postanowiły wrócić do domu Piotra. Teraz miał przypaść im w spadku Piotr nie zdążył wnieść pozwu o rozwód.
W środku było jednak pustkowie i brud, bałagan. Brudne ubrania, sterty naczyń, wszędzie śmierdziało alkoholem. Ze sypialni wyszła Malwina z nowym partnerem. Zrobiła się awantura.
Pokaż dokumenty! podniósł głos pan Władysław.
Piotr umarł, jestem jego żoną! Było wesele! zacięcie krzyczała Malwina.
Nie było rozwodu, a wesele nie wystarczy. Wynoście się stąd!
Pan Władysław dopilnował, by zabrali wszystkie swoje rzeczy. Potem wymienił zamki, przejrzał dokumenty wszystko wyglądało w porządku.
Zuzanna i Jadwiga posprzątały, wywaliły większość rzeczy. Władek trzymał się blisko.
Szkoda, iż musicie stąd wyjeżdżać. Przyzwyczaiłem się do was.
Przyjeżdżaj do nas na wieś uśmiechała się Jadwiga coraz cieplej.
Ty ją lubisz, panie Władku! droczyła się Zuzanna.
Co ty, dziewczyno Ale oczy mi się śmieją, gdy na nią patrzę przyznał się w końcu samotnik.
Minął rok. Pan Władysław ożenił się z Jadwigą. Zamieszkali we troje z Zuzanną, która stała się dla nich jak córka. ale z czasem Zuzanna doczekała się dwójki dzieci przyjęła pod opiekę rodzeństwo z domu dziecka. Nie potrafiła wybrać tylko jednego.
Okazało się, iż miłość, dom i rodzinę można stworzyć choćby wtedy, gdy życie rzuca cię na kolana. Czasem to właśnie los decyduje, kto stanie się nam rodziną.







