Oksana wraca niespodziewanie na Nowy Rok do mamy i siostry. Gdy zapukała do drzwi, pierwsza przywitała ją rozradowana Hania! Cały dzień minął im na wspólnych przygotowaniach, mama przyrządziła ukochane przez Oksanę mięso po francusku. – Przeczuwałam, iż przyjedziesz – powiedziała mama. – Ale myślałam, iż może ktoś ci będzie towarzyszył. Po rozstaniu z Igorem, nikogo nie widujesz? – Nie, mamo – zbyła Oksana, gdy nagle zadzwonił jej telefon. Spojrzała na ekran i aż usiadła z wrażenia…

polregion.pl 4 godzin temu

Aleksandra pojawiła się pod blokiem swojej mamy w Poznaniu w sylwestrowy poranek. Przyjechała niespodziewanie, nie mówiąc nikomu ani słowa chciała zrobić wszystkim niespodziankę. Podeszła do ciężkich drzwi i zapukała, czując, jak pod maską własnego cienia przemyka przez klatkę schodową dziwne uczucie nierzeczywistości. W tej samej chwili z otwartymi ramionami wybiegała przez korytarz jej młodsza siostrzyczka Jagódka. Czas wygiął się wtedy osobliwie, dzień zamienił się w wir makaronów, śledzi, grzybów, nocnych świateł choinki i szeptu śniegu za oknem.

Gdy Aleksandra z Jagódką kroiły warzywa na sałatkę jarzynową, mama piekła jej ukochany schab po warszawsku. Wiedziałam, iż przyjedziesz, chyba czułam to w powietrzu powiedziała mama, wstawiając kolejną tacę pierników do piekarnika. Ale myślałam, iż nie przyjedziesz sama Po Igorze już z nikim się nie spotykasz? Nie, mamo odburknęła Aleksandra i gwałtownie odwróciła temat, rozczerwieniając się lekko.

Nagle rozległ się dźwięk telefonu, a ekran rozbłysnął niczym ślepy neon w nocy.

*

Matko, kocham i nienawidzę Sylwestra jęknęła wcześniej, siedząc w swoim mieszkaniu na Ratajach przy komputerze, kończąc roczne zestawienie finansowe dla biura. Przez te podsumowania, sprawozdania, papierologię Jutro ostatni dzień kontroli, jeżeli komisja nie znajdzie błędów, będę wolna aż do 12 stycznia! Jak ja się zmęczyłam tym miesiącem

Szef powiedział jej, iż ma szansę na wolne, jeżeli raport przejdzie bez zastrzeżeń. To wszystko z myślą o krótkiej odwilży wśród rodzinnych twarzy i głosów. W planach miała jeszcze szybki zakup prezentów: nowy szal dla mamy, a dla Jagódki telefon, już od tygodnia schowany w szafie.

Bilet na pociąg InterCity do rodzinnego miasta kupiła pod koniec listopada gdyby coś poszło nie tak, zawsze mogła bilet zwrócić. Wybrała dolną kuszetkę na wszelki wypadek, pomyślała przewrotnie.

*

W nocy przyśnił jej się dziwny sen, gdzie czas zwijał się niczym pasek makowca. Spotkała tam w lesie samotną dziewczynkę o imieniu Rozalia, która siedziała na omszałym pniaku i wertowała oprawioną w czerwoną okładkę książkę z wytłoczonym napisem Przypadek.

Jesteś tu sama? spytała Aleksandra.

Nie zgubiłam się. Po prostu jeszcze się nie odnalazłam odpowiedziała dziewczynka, poprawiając wianek ze śnieżnych jagód. Ale ty wstawaj, bo przegapisz swoją szansę. Wieczorem spotkasz to, po co idziesz. I nie zapomnij oddać raportu!

Aleksandra przebudziła się nagle, z poczuciem, iż czas jej umyka. Dochodziła już ósma. Chryste Panie, zaspałam! szepnęła. Ostatnia kontrola miała być dokładnie o dziewiątej.

Biegała po mieszkaniu jak zaczarowana, pół godziny później poprawiała już tylko rzęsy, na kawę postanowiła zlecieć do biura. Narzuciła puchową kurtkę, spadła jak płatek śniegu na przystanek i wsiadła do lśniącego autobusu, gdzie na szczęście miejsce przy oknie czekało puste.

Oparła głowę o szybę, spojrzała przed siebie i zamarła. Dziewczynka ze snu siedziała naprzeciwko niej i kokieteryjnie mrugnąwszy okiem zniknęła, gdy ktoś brutalnie zahaczył plecakiem o jej kolano. Aleksandra spojrzała groźnie na nastolatka, a potem nabrała wątpliwości, czy dziewczynka w ogóle tam była.

*

Cóż za durny sen Chyba naprawdę potrzebuję odpoczynku, uznała.

W biurze już od rana wszyscy kotłowali się po gabinetach, papierów jak listków laurowych na śledziach. Aleksandra wtopiła się w biurowy zgiełk. O dziwo, raport przeszedł bezbłędnie, szef pan Władysław Michalak podniósł w górę kciuk, po czym wręczył jej kopertę z premią. Wesołych Świąt, pani Aleksandro!

Za te paręset złotych kupiła mamie miękki, kaszmirowy szal, Jagódce dorzuciła jeszcze bordową bluzkę, potem kilka bombonierek, bakalii, butelkę musującego polskiego cydru z Warki. O 19.30, już sapiąc w biegu, wpadła do przedziału w pociągu, przewróciła się przez cudzy plecak leżący w przejściu obraz świata wywrócił się na lewą stronę, przez chwilę nie wiedziała czy płakać, czy się śmiać.

*

Ktoś podniósł ją ostrożnie z podłogi wysoki brunet z ciepłym głosem. Przepraszam, wina moja, nie zdążyłem wrzucić plecaka na półkę!

Nic się nie stało Aleksandra zaczerwieniła się, próbując ukryć rozbawienie i zmieszanie.

Przypadkiem byli w tym samym przedziale. On nazywał się Mateusz i jechał do Poznania na jeden dzień w interesach, musiał wrócić przed Nowym Rokiem, by nie przegapić rodzinnego opłatka. Pomógł jej ze wszystkimi torbami, gestem zaprosił do siedzenia. Rozmawiali coraz śmielej, patrząc na siebie jak przez mgłę.

Aleksandrze przemknęły przez myśl słowa dziewczynki z lasu o spotkaniu wieczorem własnego przeznaczenia. Czy to on? Z taką dolą mogłabym spróbować żyć, zażartowała sobie w myślach.

Po chwili do przedziału weszła pani Genowefa z wnuczkiem Bartkiem, jechali odwiedzić córkę do Krakowa. Wszyscy razem pili herbatę z jabłecznikiem, rozmawiali, a świat za oknem nabierał kolorów choinkowych lampek, które ślizgały się po zmarzniętej szybie.

Po jakimś czasie Mateusz zaproponował, by wymienili się numerami telefonów. Z tobą się rozmawia jak z kimś, kogo znałem całe życie przyznał cicho. Mam nadzieję, iż kiedyś jeszcze zdarzy się taki pociąg, taki przedział

Może to tylko magia sylwestrowej nocy roześmiała się Aleksandra, patrząc w okno na mrugające światło wielkiej stacji.

Przed świtem wysiedli razem pod blokiem Aleksandry; pożegnali się serdecznie przy taksówkach. Życzę ci, żebyś w ten Nowy Rok poznała kogoś, z kim będziesz chciała spędzić całe życie powiedział Mateusz.

Tobie życzę tego samego, po stokroć odpowiedziała, czując, jak świat wokół niej miękkoje jak wata cukrowa.

Chociaż serce dyktowało inne słowa zostań, dajmy temu magii szansę Aleksandra nigdy nie potrafiła nikogo trzymać na siłę. Opróżniła głowę z tych myśli, pozwalając im rozpłynąć się jak mgła.

*

Minęło kilka godzin. Aleksandra wciąż słyszała śmiech Jagódki, gdy po cichu skradała się pod drzwi mamy. Zadzwoniła. Rozwarły się drzwi, a jej mała siostra rzuciła się jej na szyję.

Cały dzień mijał w wirze gotowania i rozmów, a dom pachniał pieczonym mięsem i przyprawami korzennymi. Gdy siedli wieczorem przy stole, mama uśmiechnęła się: Kupiłam dziś drugi karton jajek, miałam takie przeczucie, iż będziesz, może choćby nie sama Ciągle po Igorze nie ma nikogo?

Nie, mamo, i dajmy temu spokój

W tym momencie zabrzmiał telefon, na ekranie pojawiło się: Mateusz.

Aleksandra skoczyła z zaskoczenia.

Cześć, zdążyłeś wrócić do domu? zapytała szybko.

No właśnie nie zdążyłem. Chciałem się spytać, bo w tym mieście nikogo nie znam czy samotny wędrowiec może dołączyć do waszego świętowania?

Aleksandra roześmiała się szczerze, aż echo zatańczyło we wnętrzu mieszkania.

Zaczekaj, muszę zapytać szefowej domowej zażartowała do matki. Mamo, czy możemy ugościć jeszcze jednego gościa? Przyjechał tu służbowo, a pociągi już nie kursują

Oczywiście, przy takim stole zawsze jest miejsce na jeszcze jedno serce!

Aleksandra zanotowała adres, mrugnęła do mamy, ściskając szczęście w garści.

Dziewczynka ze snu miała rację wszystko wydarzyło się we adekwatnym czasie. Raport zdany, dom ciepły, nowa przyjaźń rozgrzewała jak wigilijny barszcz, a w sercu Aleksandry zaczynał kiełkować zupełnie nowy rozdział snu.

Idź do oryginalnego materiału