Oksana postanowiła zrobić mamie niespodziankę na Sylwestra – nie uprzedziła, iż przyjedzie. Gdy dota…

newsempire24.com 3 godzin temu

31 grudnia

Po tym wyczerpującym miesiącu marzyłem tylko o tym, by odpocząć, złapać oddech i odwiedzić rodzinę. Wszystko skrupulatnie zaplanowałem raport rozliczeniowy gotowy, ostatnia kontrola w moim zakładzie już jutro rano, a potem dwa tygodnie wolnego aż do 12 stycznia. Ze specjalną premią od szefa w kieszeni, bilet PKP Warszawa-Kraków kupiłem z wyprzedzeniem, w razie czego zamierzałem go oddać, jeżeli jednak kierownik się nie zgodzi. Biorę dolną kuszetkę, jak zawsze; wolę spać na dole, bliżej ziemi.

Wieczorem kończyłem dopracowywać raport, smakując tę ostatnią kawę przed odjazdem. Trzeba będzie rano jeszcze wyskoczyć do sklepu po upominek dla mamy. Dla mojej młodszej siostry, Malwiny, telefon już leży w torebce. Tak bardzo tęsknię za nimi

Tej nocy śnił mi się dziwny sen. Wędrowałem lasem, napotkałem małą dziewczynkę, siedziała samotnie na pniaku i przeglądała książkę. Spytałem, czy się zgubiła, a ona tylko odpowiedziała: “Jeszcze się nie znalazłam. A ty uważaj, żebyś nie przespał swojego losu, bo wieczorem go spotkasz. Wstawaj, czas na raport!”

Obudziłem się z tłukącym sercem, spojrzałem na zegarek. Ledwo nie zaspałem! Dodatkowe dziesięć minut i już kończyłem szybki, schludny makijaż. Kawa czekała na mnie w pracy, więc gwałtownie narzuciłem kurtkę, zbiegłem po schodach na autobus. Przystanek mam pięć minut od mieszkania, więc po kilku przystankach dosiadałem się do innych pasażerów. Rozglądając się w autobusie, kątem oka zauważyłem dziewczynkę z mojego snu! Uśmiechnęła się, puściła mi oczko, a za chwilę już jej nie było.

“Zmęczenie. Chyba już zaczynam widzieć zjawy przez ten cały miesiąc,” pomyślałem.

W pracy już wszyscy byli na miejscu, pełne zamieszanie. Oddałem raport bez zastrzeżeń, szef pan Tomasz Wójcik uniósł kciuk w górę i uśmiechnął się szeroko.

“Dobra robota, jesteś wolny. A to na święta należy ci się,” powiedział, wręczając mi kopertę z pięciuset złotymi. “Wesołych Świąt, Danielu!”

“Najlepsze życzenia i dla Pana, panie Tomaszu. Dziękuję!”

Za premię kupiłem mamie piękną chustę, Malwinie modną bluzeczkę, a do tego ciasto z cukierni i butelkę dobrego szampana. Z torbami i lekkim niedowierzaniem, iż w końcu mam wolne, o 19:30 wbiegłem do wagonu. Pokładając bagaż przy swoim przedziale, zaczepiłem się o czyjś plecak i poleciałem jak długi w korytarzu. Niemal się popłakałem ale czyjeś silne ręce pomogły mi wstać.

“Przepraszam, to przeze mnie, nie zdążyłem zapakować plecaka!” powiedział nieznajomy z sympatyczną twarzą. Rozpoznałem w nim współpasażera z mojego przedziału.

“Nic się nie stało,” odpowiedziałem.

Okazało się, iż Andrzej bo tak miał na imię także jedzie do Krakowa, do pracy na jeden dzień i zaraz wraca do Warszawy.

“A Pan do Krakowa na długo?” spytał.

“Do mamy i siostry. W końcu urlop, pierwsze spotkanie od miesięcy. A pan rodzina czeka?”

“Nie, sam. Jeszcze nie spotkałem nikogo, z kim chciałbym spędzić Nowy Rok. Może dziś los się odmieni”

Poczułem, iż to może być ta chwila przypomniałem sobie sen o dziewczynce. Los? Może to on?

Andrzej wyjął domowy jabłecznik, herbata już parowała; jeszcze tylko starsza pani z wnukiem dołączyli, którzy jechali do córki w Katowicach, i wszyscy razem piliśmy herbatę, dzieląc się ciasteczkami.

Potem staliśmy długo w korytarzu, patrzyliśmy na oświetlony świątecznymi lampkami Kraków.

“Może wymienimy się numerami?” zapytał Andrzej.

“Chętnie.”

“Wracasz do Warszawy?”

“10 stycznia wracam.”

“W takim razie mamy jeszcze czas. Wiesz, z tobą rozmawia mi się lekko, czuję się, jakbyśmy się znali od lat.”

“Może to magia pociągu,” odpowiedziałem półżartem. “Dusze podróżnych na chwilę się spotykają, potem każdy rusza w swoją stronę.”

Przytaknął.

Poranek, 1 stycznia

Wysiadłem w Krakowie rodzina nie wiedziała, iż przyjadę, klucze, tak jak zawsze, znajdowały się pod doniczką. Pożegnałem się z Andrzejem przed taksówką życzyłem mu, żeby tej nocy spotkał kogoś wyjątkowego.

“Obyś ty też spotkał kogoś, z kim zapragniesz zostać na zawsze,” odpowiedział.

Uśmiechnęliśmy się do siebie i każdy poszedł w swoją stronę. Chociaż poczułem, iż coś między nami zaiskrzyło, bałem się być natrętny a takie spotkania zdarzają się tylko raz.

Dotarłem pod dom rodziców, uśmiechnąłem się do wspomnień i zapukałem do drzwi. Malwina, jak zawsze energiczna, wpadła w moje ramiona.

Dzień minął na przygotowywaniu sałatek, mama ugotowała mój ulubiony schab po szwajcarsku. Wieczorem żartowała: “Miałam przeczucie, iż wrócisz, choćby więcej jajek kupiłam. A może nie sam przyjechałeś? Od czasu Eryka z nikim cię nie widuję”

Przerwałem temat, gdy nagle zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz i aż usiadłem ze zdumienia Andrzej.

“Cześć, zdążyłeś już wrócić?” zapytałem.

“Nie, i dzwonię zapytać, czy samotny podróżnik może do was dołączyć. W tym mieście, poza tobą, nie znam nikogo, a do Warszawy nie udało mi się kupić biletu.”

Uśmiechnąłem się szeroko i spytałem mamę, czy nie miałaby nic przeciwko gościowi. Rozpromieniona: “Zapraszamy, odmłodzi nam towarzystwo!”

Wpisałem Andrzejowi adres, a serce zabiło mi szybciej ze szczęścia. Ta dziewczynka ze snu chyba rzeczywiście wiedziała, co mówi. Dzięki niej nie tylko zdążyłem oddać raport, ale jeszcze tego samego wieczoru spotkałem swój los. Być może właśnie tak działa przeznaczenie: pojawia się wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy, jeżeli tylko damy sobie szansę.

Idź do oryginalnego materiału