Odmówił zapłacić za operację żonie, wybrał jej miejsce na cmentarzu i odjechał nad Bałtyk z kochanką.
W jednej z cichych izba w prywatnym szpitalu przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie gasła młoda kobieta. Lekarze krążyli wokół niej jakby bali się rozbudzić samą śmierć. Co jakiś moment rzucali nerwowe spojrzenia na monitory, na których słabo migotały wskaźniki życiowe. Wiedzieli dobrze: choćby najgrubszy portfel nie zawsze przywróci człowieka z zaświatów.
W gabinecie dyrektora szpitala toczyło się napięte zebranie. Przy stole w półmroku siedzieli lekarze w nieskazitelnych fartuchach. Obok nich jej mąż, zadbany biznesmen w drogim garniturze, z modną fryzurą i złotym zegarkiem. Młody chirurg Krzysztof był wyjątkowo podniecony: gorąco nalegał na operację.
Ta maść kosztuje grosik, a po tygodniu stopy będą jak nowe! krzyknął, stukając długopisem w blat.
Jeszcze nie wszystko stracone! Możemy ją ocalić! podniósł głos, prawie rycząc.
Wtedy wstał mąż: Nie jestem lekarzem, ale ja najbliższy człowiek Jadwigi jestem przeciw operacji. Po co narażać ją na męki? To tylko wydłuży agonię. Jego słowa przetoczyły się po sali jak zimna woda, a choćby najbardziej cyniczni obecni poczuli łzę w oku.
Dyrektor niepewnie mruknął: Może się mylicie
Krzyknął Krzysztof, podskakując z miejsca, głos drżał od gniewu: Czy rozumiecie, iż odbieracie jej ostatnią szansę?!.
Jednak Dariusz tak miał na imię mąż stał niewzruszony jak skała. Operacja nie będzie przeprowadzona, odcięło go. Podpiszę każdy odmowny dokument.
Jedno pociągnięcie pióra i los Jadwigi został rozstrzygnięty.
Dlaczego taki okrutny wybór? Niewielu wiedziało, iż Dariusz wzbogacił się dzięki niej: jej kontaktom, pieniądzom, inteligencji. Gdy ona wisiała nad przepaścią życia i śmierci, on już wyobrażał sobie moment, w którym będzie mógł dowolnie rozporządzać jej imperium. Śmierć żony była dla niego korzystna nie ukrywał tego przed nikim, kto mógłby go zdemaskować.
Dyrektor otrzymał nagrodę, której nie dało się odmówić zadośćuczynienie za zniechęcenie do operacji. Sam Dariusz już wybrał miejsce na cmentarzu dla żywej kobiety.
Świetny kawałek, mruknął, przechadzając się wśród nagrobków, jakby był ekspertem od nieruchomości. Wysokie, suche, z widokiem Jadwiga będzie podziwiać miasto z góry.
Strażnik cmentarza, starszy mężczyzna o głęboko osadzonych oczach, zapytał: Kiedy przywieziecie ciała?
Jeszcze nie wiem, odparł obojętnie Dariusz. Wciąż w szpitalu. Dożywa.
Strażnik zachylił się: Wybraliście więc miejsce dla żywego człowieka?
Nie zamierzam jej żywcem zakopać, przerwał z sarkazmem. Po prostu wierzę, iż niedługo będzie cierpieć.
Dariusz spieszył czekała go zagraniczna podróż i długa, szczupła kochanka. Marzył o powrocie właśnie na pogrzeb.
Jakże to wygodne obliczenia, pomyślał, wsiadając do Mercedesa. Przylecę, wszystko gotowe, pogrzeb i wolność.
Strażnik nie zadał pytań. Dokumenty podpisane, pieniądze zapłacone nie było już sprzeciwu.
W międzyczasie w izbie Jadwiga walczyła o oddech. Czuła, iż sił jej brak, ale nie chciała się poddać. Młoda, piękna, spragniona życia jak mogła po prostu odejść? Lekarze milczeli, spuszczając wzrok. Dla nich była już jak suchy liść.
Jedynym, kto stał po jej stronie, był Krzysztof uparty chirurg, mimo ciągłych tarć z dyrektorem. Dyrektor zawsze wybierał stronę szefa oddziału, którego mówiono, iż jest jak syn własny.
Nagle na jej pomoc przybył kolejny obrońca strażnik cmentarza Wojciech Władysław. Coś w zamówieniu miejsca po drugiej stronie zasłuchało go w przeszłość. Po przejrzeniu dokumentów zamarł nazwisko zmarłej było mu znajome.
To była jego była uczennica, najlepsza w klasie, inteligentna i perspektywiczna. Pamiętał, jak kilka lat temu zginęli jej rodzice. Teraz stała się odnoszącą sukcesy bizneswoman, a jej imię pojawiło się w papierach dotyczących grobu.
A teraz choruje, a ten podły pasożyt chce ją pogrzebać, myślał, przypominając sobie zadufany wyraz twarzy Dariusza. Coś było nie w porządku, zwłaszcza iż mąż nie miał żadnych talentów wszystko, co miał, zdobył dzięki żonie.
Wojciech ruszył do szpitala, chcąc przynajmniej się pożegnać. Nie udało mu się porozmawiać z Jadwigą.
Co z nią zrobić? odrzuciła zmęczona pielęgniarka. Jest w farmakologicznej śmierci. Lepiej tak, nie cierpi.
A czy otrzymuje pełną opiekę? zapytał z troską. pozostało młoda
Od dyrektora po głównego lekarza słyszano to samo: Pacjentka beznadziejna, robimy, co możemy. Zrozumiawszy, iż prawdy nie wyciągnie, Wojciech opuścił szpital, trzymając łzy w garści, przywołując obraz jej dawno uśmiechniętej twarzy.
Na wyjściu spotkał Krzysztofa, który wciąż upierał się przy operacji.
Nie mogę uwierzyć, iż ona jest skazana Wydaje mi się, iż mąż celowo chce jej śmierci, wyznał Wojciech.
Zgadzam się w stu procentach! wykrzyknął Krzysiek. Możemy ją uratować, ale potrzebujemy zdecydowanych działań!
Za Jadwigę zrobię wszystko! dodał nauczyciel.
Wtem przypomniał sobie dawnych uczniów, wśród nich jednego wysokiego urzędnika w służbie zdrowia Romana Wiktora. Zadzwonił do niego i opowiedział całą historię.
Rozumiesz, Romanie, od ciebie zależy życie tej kobiety. Musi przeżyć!
Po co mi pan i pan Wiktor? zaśmiał się Roman, po czym natychmiast wybrał numer dyrektora.
Rozmowa przyniosła rezultat niedługo operacja została zatwierdzona i Jadwiga została wyrwana z otchłani.
W tym czasie Dariusz leniuchował na wybrzeżu w Sopocie, ciesząc się słońcem i własną przebiegłością. Udało się! Złapałem bogatą spadkobierczynię, kiedy jej rodzice już nie żyli, a ona była w żałobie. Pomagam przy pogrzebie, udaję przyjaciela i mam ich pieniądze.
Jednak ciężar żony ciągle go przygniatał. Zauważyła jego romanse, podejrzewała prawdziwe intencje. A teraz choroba stała się jej prezentyem losu miał stać się wolnym wdowcem.
Już nie będę żenił się za mądrą, mruknął, głaszcząc kochankę po udzie. Lepiej po prostu piękna głupka, którą da się łatwo oszukać.
Telefon zadzwonił. To była pielęgniarka z szpitala. Dariusz zmarszczył brwi: Jeszcze za wcześnie Muszę przerwać urlop.
Panie Dariuszu! Operację przeprowadzono i ona przeżyła. Mówią, iż jest już poza niebezpieczeństwem.
Jak przeprowadzono?! Co to znaczy poza niebezpieczeństwem?! ryknął, wywołując zdziwione spojrzenia wypoczywających.
Zrozumiawszy, iż sam jest w niebezpieczeństwie, Dariusz pośpieszył się do domu. Kochanka nie rozumiała: Dimo, dokąd jedziesz?
Urlop skończony. Trzeba się ogarnąć!
W domu wymagał wyjaśnień od dyrektora. Płacił, by Jadwiga umarła, a dostał odwrotny rezultat. Dyrektor wzruszył ramionami: My też nie jesteśmy sami. Są silniejsi, którzy decydują.
Kto mógł? Po co jej? wrzasnął Dariusz.
Dyrektor wskazał na Krzysztofa, zrzucając winę. Dariuszowi to wystarczyło. Młodego chirurga zwolniono, załamał się jego dorobek. Krzysiek ledwie nie popadł w otchłań, ale uratował go przypadkowy telefon od Wojciecha. Ten zaproponował pracę na cmentarzu: Lepiej niż zginąć całkiem. Ocaliłeś cudze życie to ma swoją wartość.
Krzysztof przyjął, nie mając innego wyjścia.
Jadwiga powoli odzyskiwała siły. Śmierć odsuwała się. Teraz musiała odbudować swoje życie.
Zaczęła się przyglądać otoczeniu. Mąż stał się zimny, prawie nie odwiedzał jej, nie cieszył się z jej powrotu do zdrowia. W pracy koledzy zachowywali się dziwnie, nie mówili wszystkiego. Najważniejsze, poczuła, iż nadszedł czas zmienić zasady gry.
Wkrótce przyznała się główny księgowy: Jadwigo, sprawy są fatalne! Dariusz wprowadził swoje gry wymienił wszystkich, przejął władzę. Teraz jego ludzie niczym mur nie do przebić. Wszystko zależy od Ciebie jak się wyleczysz, tak przywrócisz firmę. A jeżeli nie nie wyobrażam sobie, co będzie dalej.
Jadwiga była załamana, ale za słaba, by podjąć natychmiastowe działania. Starała się uspokoić współpracownicę:
Nie martwcie się, niedługo wrócę do zdrowia i wszystko wróci do normy. Trzymajcie się i nie dawajcie mu powodu, by pomyślał, iż coś jest nie tak.
Łatwiej było pocieszyć innych niż siebie. Wsparcia mieli tylko dwaj: Wojciech, dawny nauczyciel, i Krzysztof, lekarz, który nalegał na operację. Czekali na ich wizyty, potrzebowali ich obecności.
Lecz nagle przestali przychodzić. Dariusz znowu był szybszy podłożył kolejną łapówkę lekarzom, ograniczył dostęp do Jadwigi, zakazał wstępu dwóm obrońcom. Czuł w nich zagrożenie dla własnych planów.
Kiedy Wojciech i Krzysztof zrozumieli, iż nie są już mile widziani w szpitalu, Wojciech przypomniał sobie wpływowego absolwenta urzędnika w Ministerstwie Zdrowia. Odrzucił jednak pomysł:
Wstyd się do niego znowu zwracać. Po co? Żeby wkroczyć do szpitala? Poczekajmy, wierzę, iż wszystko się odmieni, gdy Jadwiga wzmocnie się.
A jeżeli będzie za późno? mruknął Krzysiek. Jest teraz wśród wrogów. To jej niebezpieczne.
Jadwiga sama odczuwała to niebezpieczeństwo. Leżąc w łóżku, widziała, jak mąż szykuje papiery o jej niezdolności do samodzielnego działania. Gdyby tak się stało, wszystko skończy się.
Rozmowy z Dariuszem były prawie niemożliwe przestał ją odwiedzać po ich ostatniej konfrontacji, kiedy zadawała niewygodne pytania.
Widzę, iż wciąż podajesz jej zbyt silne leki, rzucił chłodno.
Oto ona, pomyślała Jadwiga. Już wkracza w grę. Chce przedstawić ją jako osobę niezdolną do samodzielnego życia.
Lekarze milczeli, jedynie wzruszali ramionami na pytania. Jadwiga nie odzyskała jeszcze sił, by się bronić. Nikt nie wpuszczał jej do kręgu przyjaciół.
Krzysztof cierpiał ze strachu, ale teraz pracował jako grabarz na cmentarzu stracił wszystko po zwolnieniu. Co jakiś czas pomagał Wojciechowi, choć serce rozrywała myśl o Jadwidze.
Pewnego dnia na pogrzebie starszego biznesmena doszło do niespodzianki, która wszystko odwróciła. W tłumie, pośród żałobnych słów, Krzysiek spojrzał na trumnę i nagle dostrzegł puls.
Uderzając w rękę zmarłego, poczuł drżenie życia. Zabierzcie tego szaleńca! Co on robi?!, krzyczała młoda wdowa.
Krzysztof nie słyszał już hałasu. Rozkazał: Rozchódcie się! Potrzebny świeży oddech! gwałtownie wezwijcie karetkę! Udało mu się przywrócić mężczyźnie życie. Okazało się, iż jego nowa żona próbowała go otruKiedy w szpitalu przywitali go z podziękowaniami, Jadwiga uśmiechnęła się do Krzysztofa, wiedząc, iż razem odmienią losy nie tylko swoje, ale i całego miasta.












