On odmawia płacenia za operację żonie, wykupuje jej miejsce na cmentarzu i wyjeżdża nad Bałtyk z kochanką.
W jednej z sal prywatnej kliniki w Warszawie spokojnie umiera młoda kobieta. Lekarze krążą wokół niej ostrożnie, jakby bali się zakłócić samą śmierć. Od czasu do czasu rzucają zaniepokojone spojrzenia na monitory, na których mrugają słabe sygnały życiowe. Wiedzą, iż choćby najwięcej pieniędzy nie zawsze przywróci człowieka z zaświatów.
W gabinecie dyrektora medycznego trwa napięte posiedzenie. Przy ciemnym, przyciemnionym stole siedzą lekarze w nienagannych fartuchach. Obok nich mąż pacjentki, zadbany biznesmen w drogim garniturze, modnej fryzurze i złotym zegarku. Młody chirurg Konstantyn jest szczególnie podniosły: gorąco naciska na operację.
Ta maść kosztuje grosze, ale wystarczy na tydzień! krzyczy niemal podniesionym głosem, uderzając długopisem w stół.
Wtedy wstaje mąż: Nie jestem lekarzem, ale ja najbliższy człowiek Jagody mam prawo decydować mówi teatralnym tonem. Jestem przeciw operacji. Po co ją męczyć? To tylko przedłuży agonię dodaje, a w jego słowach tli się łza, choć słuchacze są cyniczni.
Dyrektor niepewnie odpowiada: Może się mylicie
Konstantyn wstaje gwałtownie, głos drży od gniewu: Czy rozumiecie, iż odbieracie jej ostatnią szansę?!
Marek, jak go wzywają, pozostaje niewzruszony niczym skała. Ma własne sposoby wywierania wpływu i nie zawaha się ich użyć. Operacji nie przeprowadzamy przerywa. Podpiszę każdy odmów.
I podpisuje. Jeden zamaszy koniec pióra decyduje o losie kobiety.
Dlaczego podjął taką okrutną decyzję, wie niewielu. Wystarczy spojrzeć Marek stał się bogaty dzięki Jagodzie: jej kontaktom, pieniądzom, inteligencji. Gdy teraz wisi nad przepaścią między życiem a śmiercią, wyobraża sobie moment, w którym będzie mógł swobodnie rozporządzać jej imperium. Śmierć żony leży w jego interesie, a on nie ukrywa tego przed tymi, którzy mogliby go zdemaskować.
Dyrektorowi wręcza nagrodę, której nie da się odrzucić pieniądze, by nie popierał operacji. Sam Marek już wybrał miejsce na cmentarzu dla żywej kobiety!
Świetny działek rozważa, przechadzając się wśród nagrobków niczym ekspert od nieruchomości. Suche, podwyższone, stąd duch Jagody będzie podziwiał miasto.
Cmentarzowy nadzorca, starszy mężczyzna o głęboko osadzonych oczach, patrzy z niedowierzaniem: Kiedy przywieźcie ciało?
Jeszcze nie wiem odpowiada obojętnie Marek. Wciąż w szpitalu. Dożywa.
Nadzorca przewraca się: Więc wybraliście miejsce dla żywej osoby?
Nie zamierzam jej żywą zakopać fikuśnie odpowiada. Po prostu wierzę, iż niedługo się wyczerpie.
Marek spieszy czeka go wyjazd za granicę i długie noce z kochanką Magdą. Marzy o powrocie tuż przed pogrzebem.
Jaki to trafny plan myśli, wsiadając do swojego Audi. Polecę, wszystko gotowe, pogrzeb i wolność.
Nadzorca nie wnosi sprzeciwu. Wszystkie dokumenty są wypełnione, pieniądze zapłacone nie ma pytań, nie ma pretensji.
Tymczasem w sali Jagoda walczy o życie. Czuje, iż sił jej brak, ale nie chce się poddać. Młoda, piękna, pełna żądzy życia jak można po prostu odejść? Lekarze milczą, spuszczają oczy. Dla nich jest już jak martwy liść.
Jedynym, kto wciąż stoi po jej stronie, jest Konstantyn młody chirurg, który nie ustaje w walce o operację, mimo tarć z kierownikiem oddziału. Dyrektor, by nie psuć relacji, zawsze wybiera stronę kierownika, który podobno jest jego synem.
Nagle Jagodzie przybywa kolejny obrońca cmentarzowy nadzorca Jan Władysław. Coś w zamówieniu miejsca na drugim świecie go niepokoi. Przeglądając akta, nagle zamiera: nazwisko zmarłej jest mu znane.
To była jego była uczennica najlepsza w klasie, inteligentna i perspektywiczna. Pamięta, jak kilka lat temu zginęli jej rodzice. Teraz jest odnoszącą sukcesy bizneswoman, a jej nazwisko figuruje w dokumentach na grób
A teraz chora, a ten podły pasożyt chce ją zakopać myśli staruszek, przywołując samolubną twarz Marka. Coś jest nieczyste, zwłaszcza iż mąż Jagody, nie mając talentu, zdobył wszystko dzięki niej.
Jan nie zastanawiając się, rusza do kliniki. Chce choć pożegnać się lub coś zmienić. Nie udaje mu się porozmawiać z Jagodą.
Co z nią rozmawiać? odrzuca zmęczona pielęgniarka. Jest w śpiączce lekowej. Lepiej tak nie cierpi.
Czy dostaje pełną pomoc? pyta zaniepokojony Jan. pozostało młoda
Stara się rozmawiać z kierownikiem, potem z dyrektorem wszędzie słyszy to samo: Pacjentka beznadziejna, lekarze robią, co mogą. Zdał sobie sprawę, iż prawdy nie uzyska, i wychodzi z kliniki z łzami w oczach. Przed oczami widzi bladą twarz swojej byłej uczennicy, kiedyś pełną energii.
Wychodząc na korytarz, spotyka młody lekarz Konstantyn, który jeszcze napierał na operację.
Jan wyjaśnia, dlaczego historia go poruszyła: Nie mogę uwierzyć, iż jest skazana Wydaje mi się, iż jej mąż celowo dąży do jej śmierci.
Zgadzam się w stu procentach! woła Kostia. Można ją uratować, ale trzeba działać zdecydowanie!
Za Jagodę zrobię wszystko! odpowiada Jan.
Nagłe olśnienie Jan przypomina sobie dawnych uczniów, szuka wpływowego. Znajduje jednego wysokiego urzędnika w Ministerstwie Zdrowia, Romana. Dzwoni i opowiada mu całą historię.
Panie Romana, od pana zależy życie tej kobiety. Musi przeżyć! błaga Jan.
Dlaczego pan się tak zwraca? uśmiecha się urzędnik. Dzięki waszym lekcjom trafiłem tutaj! i od razu dzwoni do dyrektora.
Rozmowa przynosi rezultat. niedługo decyzja o operacji zmienia się na pozytywną i Jagodę wyciągają z otchłani.
Tymczasem Marek leniuchuje na nadmorskim kurorcie w Mielnie, rozkoszując się słońcem. Udało się mruczy, myśląc o bogatej spadkobierczyni, której rodzice nie żyją, a on udawał przyjaciela przy pogrzebie. Teraz jej pieniądze są moje.
Jednak zależność od żony go ciągle przygniata. Jagoda zaczyna dostrzegać jego romanse, podejrzewać prawdziwe zamiary. Choroba staje się dla niego prezentem losu nagle zostaje wolnym wdowcem.
Nigdy nie poślubię mądrą rozważa, głaszcząc Magdę po udzie. Lepiej wziąć głupią piękność, którą można łatwo oszukać.
Wtem dzwoni telefon. To pielęgniarka z kliniki. Marek marszczy brwi: Za wcześnie muszę wrócić.
Marek Arkadiuszewicz! drży głos. Twojej żonie przeprowadzili operację i przeżyła. Mówią, iż jest już poza zagrożeniem.
Jak przeprowadzili?! Co znaczy poza zagrożeniem?! ryczy, budząc zdziwione spojrzenia gości na plaży.
Uświadamiając sobie, iż teraz on sam jest w niebezpieczeństwie, Marek gorączkowo pakuję się do domu. Kochanka nie rozumie: Dokąd jedziesz, Dimo?
Wakacje skończone. Muszę się rozliczyć!
W domu żąda wyjaśnień od dyrektora. Płacił, by Jagoda zmarła, a otrzymał odwrotny rezultat. Lekarze tylko wzruszają ramionami: My też nie działamy samodzielnie. Ktoś mocniejszy podjął decyzję.
Kto? Kto jej potrzebuje? wykrzykuje wściekły.
Dyrektor wskazuje na Konstantyna, obarczając go winą. To wystarczy Markowi. Młodego chirurga zwalniają, niszcząc jego reputację tak, iż medycynę już nie może praktykować.
Kostia ledwie trzyma się na powierzchni, ale ratuje go przypadkowe spotkanie z Janem Władysławem. Jan proponuje pracę na cmentarzu: Nie patrz tak lepiej niż zniknąć całkiem. Uratowałeś czyjeś życie. To ma swoją wartość.
Kostia przyjmuje. Innej drogi nie ma.
Jagoda powoli wraca do sił. Z każdym dniem odzyskuje energię. Śmierć cofa się. Teraz musi przywrócić sobie dawną egzystencję.
Zaczyna rozkładać karty. Mąż staje się zimny, prawie nie odwiedza, nie cieszy się z jej wyzdrowienia. Koledzy z pracy zachowują się dziwnie, nie mówią wszystkiego. Najważniejsze czuje, iż pora zmienić zasady gry.
Jagoda po chwili zdaje sobie sprawę, iż problemy w firmie są poważniejsze niż choroba. Pierwsza księgowa nie wytrzymała, wybuchła płaczem i wyznała:
Jagodo, sprawy są kryzysowe! Marek Arkadiuszewicz wciągnął się w grę wymienił wszystkich, przejął władzę. Teraz jego ludzie są nie do ruszenia. Wszystko zależy od ciebie jeżeli wyzdrowiejesz, przywrócisz porządek. A jeżeli nie nie wyobrażam sobie, co będzie dalej.
Jagoda jest przygnębiona, ale zbyt słaba, by podjąć działania. Stara się uspokoić współpracownicę:
Spokojnie, niedługo wyzdrowieję i wszystko wróci do normy. Proszę, trzymajcie się i nie dawajcie mu okazji, by zobaczył naszą słabość.
Uspokajać innych okazuje się łatwiejsze niż siebie. Teraz wspierają ją tylko dwie osoby: Jan, jej dawny nauczyciel, który został cmentarzem, i Konstantyn, lekarz, który walczył o operację. Czeka na ich wizyty, potrzebuje ich wsparcia i ludzkiej obecności.
Lecz nagle przestają przychodzić. Marek znów jest szybszy płaci łapówkarzom, by ograniczyli dostęp do Jagody, zakazując wstępu Janowi i Konstantynowi. Czuje w nich zagrożenie dla swoich planów.
Gdy Jan i Konstantyn zdają sobie sprawę, iż nie są już mile widziani w klinice, Jan przypomina sobie o dawnym uczniu wpływowym urzędniku. Odrzuca jednak pomysł:
Wstyd się znowu zwracać. Po co? By wpuścić się do szpitala? Poczekajmy. Jestem pewien, iż wszystko się zmieni, gdy Jagoda wzmocnie się.
A gdy będzie za późno? mówi ponuro Kostia. Jest teraz wśród wrogów. Tam będzie niebezpiecznie.
Jagoda sama odczuwa to. Leżąc w łóżku, widzi, iż mąż szykuje dokumenty o jej niezdolności. jeżeli tak się stanie, wszystko się skończy.
Rozmowy z Markiem praktycznie zniknęły po ostatnim spotkaniu, kiedy zaczęła zadawać niewygodne pytania.
Wygląda na to, iż wciąż podajesz jej zbyt silne leki powiedział chłodno.
To już widać pomyślała Jagoda. On właśnie zaczyna działać. Chce przedstawić ją jako osobę niezdolną do samodzielnego życia.
Lekarze milczą, na każde pytanie tylko wzruszają ramionami. Jagoda nie ma jeszcze siły, by się przeciwstawić. Nikt nie pozwala jej na kontakt.
Konstantyn żyje w niepokoju, ale teraz pracuje jako grabarz po zwolnieniu stracił wszystko, na co liczył. Od czasu do czasu pomaga Janowi na cmentarzu, choć serce rozdziera go myśl o Jagodzie.
Pewnego dnia na pogrzebie starszego biznesmena dochodzi niespodziewane zdarzenie, które wszystko odwraca. Pogrzebuje się znany przedsiębiorca, wokół tłum ludzi, żałobne przemówienia. Konstantyn stoi w kącie, wyczekując swojej chwili, aż nagle spostrzega, iż zmarły ma puls!
Podbiega, chwyta zmarłego za rękę. Puls jest słaby, ale istnieje.
Zejdźcie z tego szaleńca! Co on robi?! krzyczy młoda wdowa.
Ale Konstantyn nie słyszy. Rozkazuje: Rozpraszajcie się! Potrzebny jest świeży oddech! gwałtownie wezwijcie ambulans!
Udało mu się przywrócić życie mężczyźnie. Po kilku minutach przewieziono go do szpitala. OkazałoPo uratowaniu bogatego przemysłowca, który stał się nowym opiekunem Jagody, jej firma odzyskała kontrolę, a Marek został bez wpływów, zmuszony do opuszczenia kraju i życia w cieniu własnych błędów.












