Ziemniak rzadko bywa bohaterem designu. Jest zbyt zwyczajny. A jednak w pracowni ceramicznej stał się narzędziem do podważania najbardziej oczywistych form – talerza, miski, półmiska. O tym, jak naczynie staje się jednocześnie architekturą, obiektem i pytaniem, z Arkadiuszem Szwedem, szefem studia ceramicznego w School of Form Uniwersytetu SWPS, rozmawia Bogna Świątkowska.
Bogna Świątkowska: Podczas ubiegłorocznej edycji Łódź Design Festival można było oglądać intrygujące wyniki waszej pracy skoncentrowanej na ziemniaku. Jak przystąpiliście do tego ćwiczenia z projektowania naczyń?
Arkadiusz Szwed: Najpierw wybraliśmy obiekt. Ziemniaka – bo jest niejednoznaczny, nieheroiczny, a jednocześnie skrajnie plastyczny. Może być paćką i może być bryłą. Może być tylko nacięty, pieczony, rozdrobniony, przetarty, sprasowany. Ma różne kształty, faktury, gęstości. Właśnie ta rozpiętość – od amorficzności po niemal geometryczną zwartość – stała się dla nas punktem wyjścia.
Potraktowaliśmy ziemniaka nie jako motyw dekoracyjny, ale jako zmienny materiał kulturowy. Warzywo obecne w kuchni codziennej, w historii niedostatku i w gastronomicznej kreatywności. Do współpracy zaprosiliśmy Biobazar w Fabryce Norblina, który przygotował dwadzieścia dań – tyle, ile osób studenckich biorących udział w ćwiczeniu. Każde danie oparte było na ziemniaku lub czyniło z niego główny składnik. Potrawy, czyli tematy, były losowane. To istotne: przypadek wprowadzał element oporu. Były rozczarowania, były emocje – i z tym też trzeba było pracować.
Zadanie nie polegało na zaprojektowaniu naczynia w tradycyjnym sensie. Chodziło o stworzenie nośnika – formy, która nie tyle podaje danie, ile zmienia perspektywę jego oglądu. Interesowało nas, jak projekt może wpłynąć na sposób widzenia i doświadczania czegoś tak oswojonego jak ziemniak.

Klara Arrowsmith, Frytki, projekt Bulwa, School Of Form, 2025
I jakie pytania postawiliście? Proste czy skomplikowane?
AS: Zaczęliśmy od pytań bardzo prostych, niemal dziecięcych. A potem pozwoliliśmy im się skomplikować. Czy kisiel jemy łyżeczką, czy może lizawką? A jeżeli lizawką, to jaką? Czy jej kształt wynika z konsystencji potrawy, czy z gestu? I czy taka lizawka może jednocześnie stać się naszyjnikiem – czymś, co nosimy na ciele, zanim trafi do ust?
Jeśli mamy barszcz z ziemniakami, to czy naczynie musi być miską? A może może być planszą do gry – jak w statki – gdzie ziemniaki są pionkami, a jedzenie staje się rozgrywką? Czy danie może zostać ułożone jak totem? Czy forma może przejąć skalę architektury? Czy zupę ziemniaczaną da się wypić jak szota, jednym gestem, skracając dystans między kuchnią a barem?
Mnożyliśmy pytania, bo to one miały rozszczelnić oczywistość. Naszą rolą jako prowadzących było maksymalne odrealnienie pojęcia „naczynia”. Nie chodziło o ergonomię ani o poprawność użytkową. Interesował nas obiekt, który sytuuje się pomiędzy architekturą, sztuką i designem użytkowym – obiekt, który balansuje na granicy funkcji i spekulacji.
Wasza ekspozycja przyciągała uwagę, bo uwalniała wyobraźnię – pozwalała zobaczyć, jak daleko można odejść od oczywistego sposobu podawania i jedzenia. A ty? Czy również brałeś udział w losowaniu?
AS: Byłem odpowiedzialny za wszystkie te projekty, więc trudno mówić o jednym „wylosowanym” zadaniu. Ale skoro już schodzimy na poziom prywatny – moją ulubioną formą ziemniaka są frytki. Frytka jest idealnym obiektem projektowym. Można ją układać, piętrzyć, nadziewać, łamać, przekłuwać. Każdy z tych gestów może stać się punktem wyjścia do zaprojektowania innego nośnika. I to było dla mnie interesujące – nie sama frytka, ale czynności, które wokół niej wykonujemy.

Anatol Grewiński, Placki ziemniaczane, projekt Bulwa, School Of Form, 2025
Jako prowadzący musiałem przede wszystkim zaopiekować się studentami – dać im wolność, ale jednocześnie nieustannie zadawać trudne pytania. Nie tylko o kształt, ale o kontekst. Skąd jest ziemniak? Jaką ma historię? Jakie znaczenia niesie? W tym sensie ogromną rolę odegrała też Maria, która wprowadzała perspektywę kulturową i historyczną.
Z mojej strony najważniejsze było jedno: odkleić się od formy talerza. Głęboki, płytki, mały, duży, półmisek – wszyscy to znamy. Interesowało mnie, czy jedzenie może stać się doświadczeniem nie tylko smakowym, ale i przestrzennym. Czy sposób podniesienia obiektu, jego ciężar, konieczność przechylenia, ukrycia czy odsłonięcia potrawy zmieniają nasze postrzeganie? Były zatem naczynia zasłaniające danie. Były takie, które działały jak durszlak, pozwalając tłuszczowi kapać – odzierając potrawę z nadmiaru, który zwykle uznajemy za jej esencję. Czasem atrakcyjność była podważana, czasem wręcz sabotowana.
To nie były projekty wdrożeniowe. Te formy powstawały w technikach manualnego modelowania, ale też z użyciem druku 3D, z którego tworzyliśmy matryce. Żadna fabryka nie podjęłaby się ich seryjnej produkcji – byłyby zbyt kosztowne, zbyt czasochłonne, zbyt „ryzykowne”. Dlatego bliżej im do małych dzieł sztuki niż do produktu. Krótkie serie, unikatowość, rzemieślnicza precyzja.
I może właśnie w tym tkwiła wartość: w opowiedzeniu bardzo prostej historii – purée, placka ziemniaczanego – w taki sposób, żeby nagle okazało się, iż placek może być ołtarzem. To była przestrzeń zabawy i spekulacji, wokół której krążyliśmy.

Łukasz Machnowski, Barszcz, projekt Bulwa, School Of Form, 2025
To teraz z innej strony. Czy ziemniak w ceramice jest wdzięcznym tematem jako materia prowokująca jakieś nowe rozwiązania?
AS: Ziemniak jest wdzięczny nie dlatego, iż jest „ładny”, ale dlatego, iż jest plastyczny – dosłownie i metaforycznie. Zanim zaczęliśmy projektować naczynia, pracowaliśmy nad czymś pozornie banalnym: nowym kształtem frytki. To był świetny warsztat projektowy. Wybraliśmy konkretne miejsce na mapie Polski i wyobraziliśmy sobie małą restaurację, która chce stworzyć autorski, rozpoznawalny format frytki. Nie pasek, nie spiralka – coś bardziej przewrotnego, bardziej zmysłowego, coś, co przyciąga formą, jeszcze zanim trafi do ust.
Ziemniak daje ogromną swobodę myślenia o kształcie. Każdy z nas wycinał z niego pieczątki, bawił się jego miękkością, obserwował, jak reaguje na cięcie. To pierwszy, intuicyjny kontakt z modelowaniem. A dla mnie – jako osoby z małej miejscowości – to także doświadczenie bardzo fizyczne. Wiem, jak ziemniak rośnie, jak wygląda wyciągany z ziemi, jak bulwy łączą się pod powierzchnią w coś w rodzaju sieci. Nie jest głęboko ukryty, trzeba go po prostu wydobyć.
Nie przeceniałbym jednak jego potencjału w sensie technologicznym. Oczywiście skrobia ziemniaczana stanowi dziś podstawę wielu eksperymentów – od bioplastików po papier czerpany – ale w tym projekcie nie chodziło o rewolucję materiałową.
Dla mnie ważniejsze jest to, iż ziemniak jest „żywicielem ludu”. Ma ciężar kulturowy. Pochodzę z województwa świętokrzyskiego, gdzie zalewajka – gęsta zupa ziemniaczana, w której łyżka powinna stać – była realnym, codziennym pokarmem. To nie jest neutralny składnik. To nośnik historii niedostatku, pracy fizycznej, wspólnotowości. I może właśnie dlatego tak dobrze działa jako punkt wyjścia do projektowania: łączy w sobie materię, pamięć i bardzo konkretny smak.

Pola Oleszczyk, ziemniak hasselback, projekt Bulwa, School Of Form, 2025
Arkadiusz Szwed – ceramik, który hakuje procesy, podważa zasady, bawi się materiałem. Zajmuje się designem użytkowym, twórczością konceptualną i edukacją z dziedziny wzornictwa przemysłowego w School of Form Uniwersytetu SWPS. Jego prace to wizualne odzwierciedlenie chaosu, który kryje się w jego głowie, a także kolaż wiedzy technicznej, wrażliwości i kreatywności.













