O tym, iż Olgierdz przyjedzie, wiedziała już od dawna cała wieś. Dziewczyny się szykowały, fryzury układały. Ale Ania była sierotą, na co jej te wszystkie dziewczęce sztuczki? Jaka jest, taka jest. I właśnie w niej Olgierd zakochał się od pierwszego wejrzenia.

newsempire24.com 13 godzin temu

Wieść o tym, iż do wsi przyjeżdżał Olek, rozeszła się już dawno. Wszystkie dziewczyny szykowały się, fryzury układały i sukienki przymierzały. Tylko Zosia była sierotą, więc po co miała stroić się i kombinować? Zawsze była taka, jaka jest. A jednak to właśnie w niej Olek zakochał się od pierwszego wejrzenia.

Zazdrościły Zosi dziewczyny ze wsi; taki chłopak jej się trafił. Kiedy Olek pojawił się pierwszy raz na wiejskiej drodze, wszystkie panny zachwycały się nim: wysoki, postawny, przystojny, a do tego z miasta i wykształcony. Słyszano, iż za granicą się kształcił, rodzice mieli majątek, byli poważani.

Dziadek Stanisław, co kiedyś był sołtysem, wszystkim dzieciom pomógł w życiu. Teraz doczekał się wnuka i chwalił się jego sukcesami, czekając, aż przyjdzie czas na prawnuki.

Wieść o przyjeździe Olka rozchodziła się po wsi jak burza. Panny szykowały się, fryzury zmieniały. A Zosia, sierota, bez takich dziewczęcych zabiegów pozostała sobą. Właśnie taką ją Olek pokochał od razu.

Inne dziewczyny próbowały przyciągnąć jego uwagę na różne sposoby, ale wszystko na próżno. Po wakacjach Olek zabrał Zosię do miasta. Dziadek Stanisław dał jej błogosławieństwo: W życiu jej nielekko było, dbaj o nią, synku. Olek przyrzekł.

W mieście życie toczyło się zupełnie inaczej, pełne pośpiechu i gwaru. Zosia miała nadzieję, iż Olek pozostanie taki sam czuły i otwarty. Na początku, podczas przygotowań do ślubu, jeszcze troszczyli się o siebie wzajemnie.

Po miesiącu miodowym Olek zmienił się. Jakby zaczął się wstydzić młodej żony. Teściowa ledwo z nią rozmawiała, traktując ją z wyższością. Zosia w każdym jej słowie czuła: Nie jesteś równa mojemu synowi.

Zosi zarzucano, iż zupę gotuje za rzadką, koszule źle prasuje, a choćby podłogę myje nie tak, jak trzeba. Przejmowała się teściową, ale gdzie miała uciec, skoro mieszkali w jednym mieszkaniu? O pracy też nie było mowy, bo Olek nie pozwalał.

Ile ty tam zarobisz ze swoim wykształceniem? Siedź już w domu.

Więc siedziała. Kiedy zaszła w ciążę, Olek był wniebowzięty. Myślała, iż wszystko się ułoży. Teściowa przestała czepiać się Zosi, strofując za to syna, by bardziej dbał o żonę. Potem nieszczęście się wydarzyło Zosia straciła dziecko, a sytuacja tylko się pogorszyła.

Ani zdrowia, ani rozumu, ani niczego do życia się nie nadajesz. Ot, tylko buzia ładna, a co z tego? westchnęła teściowa, a Olek uśmiechał się pogardliwie, jakby to nie o jego żonie mówiono.

Druga ciąża już nie przyniosła mężowi radości. Już się o nią nie troszczył, nie oczekiwał dziecka z miłością. Zaczął się złościć, iż figura żony już nie taka jak dawniej. Teściowa znowu strofowała syna, by żony nie ranił, bo dziecko w miłości ma być wychowane.

Ale o jakiej miłości mowa, skoro Zosia czuła, iż Olek jest już zimny i obcy? Zaczęli sypiać w osobnych pokojach, Olek coraz dłużej zostawał w pracy, wracał późno, kiedy Zosia spała.

Płakała nocami, ale co miała zrobić? Rodziców nie miała, a dla dziecka chciała utrzymać rodzinę, nie pokazywać żalu.

Nie było komu zawieźć jej do szpitala, bo Olek od tygodnia już się nie pokazywał. Zosia sama wezwała karetkę. Urodziła, nie zadzwoniła do nikogo. I choćby nie wiedziała, gdzie wrócić. Przy wyjściu ze szpitala czekało na nią auto z balonami i kwiatami. Ucieszyła się, ale Olka nie było. Była za to teściowa i dziadek Stanisław, eleganccy z kwiatami.

Dziękuję ci, wnuczko, za taki skarb. Lepszej prawnuczki nie mogłem sobie wymarzyć cieszył się dziadek. Teściowa niby wyniosła, ale Zosię i wnuczkę tuliła, jakby chciała nadrobić wszystko.

W domu czekał stół zastawiony, ulubione ciasto Zosi, które upiekła teściowa.

Nie sądziłam, iż Olek okaże się takim draniem nie wytrzymała Natalia, teściowa. Zawiódł, porzucił młodą dziewczynę z dzieckiem. Ale my sobie poradzimy. Zobaczymy, ile wytrzyma bez nas. Nie pozwolę was skrzywdzić. Wypiszę go z mieszkania, niech sobie żyje, jak chce bo tu miejsca dla niego nie ma, jeszcze inną sobie przyprowadzi.

Jak damy na imię? spytał dziadek Stanisław Może Hania, jak twoja mama?

Zosia rozpłakała się szczerze, pierwszy raz od dawna. Teściowa pogłaskała ją po głowie:

Nie martw się. Jeszcze będzie z ciebie szczęśliwa kobieta. Matczyństwo ci w duszy gra. A ten nicpoń nie potrafił tego docenić.

Chcę wrócić na wieś, tu będzie nam lepiej.

I dobrze, poparł ją dziadek. Razem wychowamy wnuczkę.

***

Po dwóch latach Zosia zamieszkała z powrotem na wsi, aż tu oświadczył się jej Andrzej, prosty wiejski chłopak. Kiedyś choćby by nie spojrzała w jego stronę, ale po przejściach Zosia wiedziała już, co w mężczyźnie ważne: by kochał i nie pozwolił zrobić jej krzywdy.

Zgódź się, gdzie lepszego znajdziesz? Porządny chłopak, znasz go od dziecka. A jeżeli Olek wróci?

Zosia przerwała dziadkowi w pół zdania.

Nie wróci. I już go nie kocham.

No i dobrze ucieszył się dziadek. Zaczniemy szykować wesele!

***

Na wesele przyjechała choćby Natalia.

Jak ty traktujesz Zosię mówiła z niezadowoleniem do Andrzeja Dzisiaj wracała z pracy na piechotę. A w domu porządku nie ma, rajstopki Hani nieuprasowane.

Kim pani jest? zirytował się Andrzej.

Teściowa!

Była poprawił Andrzej.

Dajcie spokój, uśmiechnęła się Zosia teściową się do końca życia zostaje.

Ja po prostu martwię się, iż nie pozwolicie mi się widywać z wnuczką tłumaczyła się Natalia.

Proszę przyjeżdżać, kiedy tylko zechcecie powiedział Andrzej ale rodzinę budujemy sami, bez cudzych rad.

Zosia spojrzała dumna na Andrzeja: Ten to mnie już nie skrzywdzi pomyślała i uśmiechnęła się szeroko.

Idź do oryginalnego materiału