O tym, iż Olek przyjedzie, wiedziała już cała wieś. Dziewczyny szykowały się, robiły fryzury. A Ania, sierotka, po co miałaby stroić się w dziewczęce sztuczki? Jaka jest, taka jest. A on od razu się w niej zakochał.

newskey24.com 19 godzin temu

O tym, iż Przemek przyjeżdża, cała wieś wiedziała już od dawna. Dziewczyny się szykowały, upięcia włosów, makijaże. A Zosia sierota co jej po tych wszystkich dziewczęcych sztuczkach? Była taka, jaka była. I właśnie taką od razu się Przemek nią zauroczył.

Zazdrościli Zosi na wsi, iż trafił jej się taki chłopak. Jak tylko pojawił się pierwszy raz, wszystkie dziewczyny straciły dla niego głowę wysoki, barczysty, przystojny. I jeszcze z miasta, wykształcony, za granicą studiował. Rodzice bogaci.

Dziadek Przemka, pan Jan, był kiedyś sołtysem. Wszystkie dzieci na ludzi wyprowadził, teraz już tylko na wnuki czekał, gotował się do tej roli i z ich sukcesów dumny był.

O tym, iż Przemek przyjeżdża, cała wieś wiedziała od dawna. Dziewczyny fryzury poplotły, nowe sukienki szykowały. A Zosia, sierota, choćby sobie nie zawracała głowy po co jej te wszystkie dziewczyńskie machinacje? Jaka jest, taka jest. I właśnie taka spodobała się Przemkowi od pierwszej chwili.

Jak inne dziewczyny nie próbowały zwrócić na siebie jego uwagi, wszystko na nic. Po urlopie zabrał Zosię do siebie, do miasta. Dziadek Jan powiedział mu tylko: Nie miała lekko w życiu, Zosi nie krzywdź. Przemek obiecał.

W mieście życie toczyło się zupełnie inaczej, szybciej, głośniej. Zosia miała nadzieję, iż Przemek zawsze będzie dla niej taki opiekuńczy i czuły. Na początku, gdy przygotowywali się do ślubu, troski dzielili wspólnie, czułość nie znikała.

Po miesiącu miodowym wszystko się odwróciło. Jakby się zaczął swojej młodej żony wstydzić. Teściowa rozmawiała ledwie przez zęby, zimna, wyniosła, w każdej rozmowie Zosia czuła, iż nie jest godna jej przystojnego syna.

Zupa przesolona, koszule źle wyprane, choćby podłogę niewłaściwie myła. Zosia bardzo się tym przejmowała, ale dokąd miała uciec, skoro mieszkali razem? Do pracy nie udało się zaczepić, a Przemek nie pozwalał:

Co ty tam zarobisz z taką edukacją? Siedź już w domu.

Więc siedziała. Kiedy zaszła w ciążę, Przemek był szczęśliwy jak nigdy. Wydawało się, iż wszystko się układa. choćby teściowa przestała mieć pretensje i na syna krzyczała, żeby żonę dobrze traktował. A potem nieszczęście. Zosia straciła dziecko. I zrobiło się jeszcze gorzej.

Do niczego się nie nadajesz, ani mądra, ani zdrowa. Tylko ładna buzia, ale co z niej wzdychała teściowa. Przemek uśmiechał się zadowolony, jakby nie o jego żonie mówiono.

Druga ciąża Przemka już nie ucieszyła. Nie było już dawnej troski, żadnego oczekiwania. Zamiast tego irytacja iż sylwetka już nie taka. Teściowa gderała na Przemka, żeby żony nie ranił, bo dziecko powinno urodzić się w miłości.

Ale co to za miłość Zosia czuła, iż mąż całkiem już do niej ostygł. Zaczęli spać osobno, Przemek stale śpieszył się do pracy. Wracał, gdy ona już spała.

Noce całe Zosia przepłakiwała, ale gdzie miała wracać, skoro rodziców nie miała, a dziecku takiego losu jak swój nie chciała. Bardzo się starała rodzinę utrzymać. Nie pokazywała urazy, starała się być dzielna.

Nie było komu jej zawieźć do szpitala, bo Przemek od tygodnia nie wracał do domu. W końcu Zosia sama zadzwoniła po karetkę. Urodziła i choćby nie zadzwoniła do nikogo, nie wiedziała, gdzie wracać. A tu przy wyjściu spod szpitala stoi samochód przystrojony balonami. Ucieszyła się, wyszła a tam ani śladu Przemka. Stoi teściowa i pan Jan, odświętnie ubrani, z kwiatami.

Dziękuję ci, wnuczko, za taki prezent! Lepiej niż nasza prawnuczka nie ma nikogo na świecie cieszył się dziadek Jan. A teściowa powściągliwa, ale widać było, iż od wnuczki nie może oderwać oczu. Cały czas krząta się wokół niej.

W domu stół już nakryty, a na nim ulubione Zosi ciasto, które upiekła jej teściowa.

Nie myślałam, iż taki łobuz z Przemka nie powstrzymała się pani Helena. Poszedł w świat, a dziewczynę samą z dzieckiem zostawił. Ale nic to. Damy sobie radę. Zobaczymy, ile wytrzyma bez nas. Nie pozwolimy cię skrzywdzić. Wypiszemy go z mieszkania, niech sobie radzi, jak chce. Bo tu już miejsca nie ma, a przecież jeszcze niejedną żonę może sprowadzić.

Jak damy imię? zapytał dziadek Jan. Może Anusia, tak jak twoja mama miała na imię?

Zosia się rozpłakała. Dawno nie dała sobie na to pozwolenia. A teściowa głowę jej głaskała:

Nie martw się, dziecko, jeszcze szczęśliwa będziesz. Patrz, jak ci dobrze w macierzyństwie. Jemu się nie udało dostrzec, co stracił.

Wrócę na wieś, tam nam będzie lepiej.

I dobrze poparł ją dziadek. Wspólnie wnuczkę wychowamy.

***

Dwa lata po powrocie Zosi do domu oświadczył jej się Michał, prosty chłopak z pobliskiej wsi. Jeszcze niedawno, zanim poznała Przemka, nigdy by na niego nie spojrzała. Ale teraz wymagania względem mężczyzny się zmieniły: miał być kochający i taki, który nie pozwoli jej skrzywdzić.

Wyjdź, gdzie ty drugiego takiego znajdziesz? Porządny, znasz go od dzieciństwa. A jeżeli Przemek wróci?

Zosia nie dała dokończyć.

Nie wróci. Zresztą przestałam go już kochać.

I dobrze ucieszył się dziadek Jan. Będziemy się do wesela przygotowywać.

***

Na wesele przyjechała pani Helena.

Jak ty się do Zosi odnosisz, Michał? dopytywała z niezadowoleniem. Dziś szła pieszo z pracy, a w domu nieporządek, rajstopki Anusi nieuprasowane.

Kim pani jest? oburzył się pan młody.

Teściowa.

Była poprawił Michał.

Dajcie już spokój roześmiała się Zosia teściowa zawsze zostaje teściową.

To przez nerwy tłumaczyła się pani Helena. Boję się tylko, iż nie pozwolicie mi widywać się z wnuczką.

Przyjeżdżaj, kiedy chcesz odpowiedział Michał ale my swoje życie będziemy układać po swojemu, bez wtrącania.

Z dumą spojrzałam na Michała Ten za mnie się nie da, pomyślałam i uśmiechnęłam się przez łzy.

Idź do oryginalnego materiału