O powrocie na śmieci, stare, choć w sumie nowe…

wschodni24.pl 2 godzin temu

Tak się rozmyślaniom o życiu codziennym co raz oddając, często sentyment
człowieka dopada… Tak i ja co raz do lat i miejsc młodości i dziecięctwa swego
myślami wracam, co też i tu co raz wyrażam. Ach jakże to fajne czasy były, takie
beztroskie dzieciństwo, takie młodzieżowe tu i teraz, takie życie szweja w
zasadniczej służbie wojskowej, pierwsza praca, poznawanie świata, ludzi, życia…
Ech…wróciłby człek tam „Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała” jak
pisał wieszcz Mickiewicz. Tylko „Co to (…) jest świerzop?” pyta filmowy klasyk… No
ja nie wiem, podobno wujek Google wie, więc ja to bardziej tak zwyczajnie, o
„powrocie na stare śmieci” powiedzieć coś mogę…
„Powrót na stare śmieci” to określenie kojarzymy chyba wszyscy, bo to przecież
powrót do miejsc, ludzi czy też zajęć dobrze nam znanych a niegdyś będących
codziennością w ów czasie minionym. A dziś, cóż, tenże „powrót na stare śmieci” stał
się mą codziennością wielokrotną, kiedy tylko próg domu swego przekroczyć jest
dane. I nie chodzi o to, iż wybywam z niego na długi czas, ani też, iż zbyt daleko się
od niego nie oddalam, ot po prostu, dosłownie, bo to kubłów w domu na odpady
mam już tyle co garnków do gotowania w kuchni…
Bo to kubeł BIO, bo to kubeł na zmieszane, bo to kubeł na papier, bo to też i na
tworzywa sztuczne – i tu uwaga – nie wszystkie… Puszek to nie zgniatam już,
stawiam je, jak to w latach dziewięćdziesiątych było, na szafkach, komodzie,
półkach… Butelki to na balkonie stajają, szklane oczywiście tylko, co by wiatr ich nie
zabrał powiewem drzewa łamiącym. A i tak dzwonią, bryzą wiosenną smyrane, iż już
dzwonków bambusowych wieszać nie trzeba. A jeszcze butelki plastikowe, bym
zapomniał wspomnieć, te zaś w przedpokoju pod lustrem stawiam… Chyba to już
wszystko… no jednak nie… Toć portki stare i koszulka z dziurą w okolicy pach, też w
miejscu zacnym w pokoju sypialnianym składuję, szacunek im za wspólnie czas
spędzony oddaję i do PSZOK osobiście zawiozę dieslem Euro6 moim… Kłopot
jednak taki, iż nie ma kiedy, bo jak on otwarty to ja jestem w pracy….
I tak wchodzę do domu, jak do punktu segregacji śmieci, ekologicznego co prawda,
bo to na 48m2 tylko utworzonego, w garści papierów nowych porcję ze skrzynki
pocztowej donosząc. Wchodzę… segreguję… reklamy to w większości są. Skąd te
firmy wiedzą, iż segreguję, skąd wiedzę mają nie wiem, ja się nie ogłaszam nigdzie,
oni zaś codziennie podrzucają tych papierów stosy…
Ot koperta mi została jeszcze… nim wyrzucę to otworzę… patrzę… czytam…
nie rozumiem…płacić coraz więcej będę, za to wszystko co wyrzucam i co
pilnie segreguję…

Idź do oryginalnego materiału