Nowy Rynek starych wspomnień

kulturaupodstaw.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: fot. Tomasz Dalinkiewicz, koloryzacja przy pomocy SI


W tym kwartale miasta kaliszanie handlowali od niepamiętnych czasów. Do lat 70. XIX stulecia działało tutaj tzw. świńskie targowisko. Później, po wybrukowaniu nazwane zostało placem św. Mikołaja. W międzywojniu zmieniło się tutaj niewiele. Powstała fontanna, którą przed ostatnie prawie półwiecze, zasłaniały stragany.

Zapomniana i zaniedbana – dziś znów jest oglądana, choć raczej sporo wody w pobliskiej Prośnie upłynie zanim zobaczymy wodę w tym zabytkowym wodotrysku.

Modernistyczna sylwetka fontanny jest trochę jak z innego świata. Przez to fascynuje. A już na pewno interesuje publiczną opinię.

Dziś plac noworynkowy najczęściej przezywany jest placem „pod Tęczą”. Nazwa ta utarła się w dojrzałym PRL. I właśnie z doby Polski Ludowej zarchwizowano najwięcej impresji z Nowego Rynku. Nieformalne społeczne archiwum kaliszan.

Zmiany

„Co dalej z Nowym Rynkiem?” – pytają mieszkańcy.

Gwoli wyjaśnienia – znajdujący się w centrum miasta plac handlowy jest na początku procesu rewitalizacji. Jako, iż to praca na żywym, gwarnym, przy tym poczesnym miejscu w historycznej tkance Kalisza, czas zmian wymaga przemyślanych racjonalnych decyzji.

Fontanna na Nowym Rynku. Foto współczesne. Blog historia Kalisza na zdjęciach

Wcześniejsze plany dotyczące rewitalizacji Nowego Rynku zakładały przeniesienie całości targowiska na zmodernizowany plac przy ulicy 3-go Maja i zmianę dotychczasowej funkcji placu „Pod Tęczą”. W pierwszej koncepcji zakładano m.in. powstanie wielofunkcyjnego, przeszklonego pawilonu a pozostałej części placu wyznaczono funkcje rekreacyjne z możliwością organizacji imprez i koncertów. Przewidziano również nasadzenia oraz miejsca parkingowe.

Dziś już wiemy, iż plany te zostaną zmienione. Władze miasta mają zrezygnować z budowy pawilonu, a większa część przestrzeni Nowego Rynku otrzymać ma funkcje rekreacyjne – z dużą ilością zieleni i parkingami na obrzeżach. Rozważana jest także budowa parkingu podziemnego pod Nowym Rynkiem, który pełniłby również rolę schronu.

Będzie to bodaj najpoważniejsza transformacja placu „pod Tęczą”od początku jego funkcjonowania. Archeolodzy już mogą zacierać ręce do pracy a i urząd konserwatorski nie będzie miał łatwego zadania w ustalaniu zakresu prac i dopasowania nowego ze starym.

Retrospekcje znad lady

Plac od swojego zarania służył i sprzyjał handlowaniu. W 1896 r. gubernator Michał Piotrowicz Daragan otworzył trzydniowe targi kaliskie, podczas których sprzedano 1500 koni. Po 1909 r. powstały tzw. sukiennice i kamienica przy ulicy ul. Babina 11. To na jej parterze zachowało się jedyne wnętrze sklepowe z pocz. XX w.

Nowy Rynek w latach 30. XX wieku. Zbiory Anny Siekluckiej

Co ciekawe, w czasach kiedy plac ratuszowy był zabudowany kamienicami dwupiętrowymi, wokół Nowego Rynku już wznoszono kamienice o piętro wyższe.

Plac nigdy nie zyskał jednak jednorodnego charakteru; wielkomiejska kamienica sąsiadowała tutaj z lichą zabudową. I tak pozostało do dzisiaj.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej, zmieniło się tutaj od międzywojnia i dużo i niewiele. Dużo, bo swoich towarów nie wystawiali tutaj już Żydzi. Mało, bo zarówno garderoby sprzedawców którzy uszli z życiem z wojny służyły im przez kolejne 20 lat, a garnitur czterech pierzei rynkowych aż do lat 60 nie był remontowany.

Nie powstał też w dwóch pierwszych dekadach PRL-u ani jeden nowy budynek. Powiatowy, powojenny Kalisz, był miastem biednym.

Towary

Czym handlowano tutaj po 1945 roku? Wachlarz asortymentu był szeroki. Każde z powojennych dzieci chadzało na targ z mamą, by pomóc w noszeniu siatek z zakupami. A dalej, bliżej gazowni na Majkowskiej stały wozy z końmi, którymi mężowie przywieźli gospodynie z produktami na targowisko.

Zbiory – fotoblog Kalisz czasem malowany

„Tam też można było kupić żywe kury, kaczki, gęsi, króliki, gołębie a choćby małe psy.” – zaczyna opowiadać Majka Frankowska – i dodaje, iż sprzedający przyjeżdżali tutaj z miejscowości oddalonych 50 kilometrów od Kalisza.

Drugim najważniejszym targiem w tej części pogranicza Wielkopolski i Ziemi Łódzkiej był targ w Błaszkach. W Kaliszu, według wspomnień Szczepana Kowalskiego, handlowano choćby pijawkami, nęcąc klientelę charakterystycznym głosem i lwowską gwarą.

W dni targowe było gwarno i ciasno. Prawdziwym rarytasem z Rynku był bułeczki od pani Janki – wiecznie zagadującej miłej starszej pani.

„Chodziłam „pod Tęczę” z mamą po kury na rosół, miały związane pazurki. Ich obróbka temperaturą w domu była koszmarem. Mieszający się zapach palonej skóry na denaturacie zostawał w domu na długo.” – wspomina Wiesława Czeszkiewicz

Na noworynkowym targu funkcjonowała tzw. „starówka”. Choć to nazwa własna zespołu urbanistycznego Starego Miasta w stolicy, to w Kaliszu też funkcjonowała, jednakowoż w zupełnie innym kontekście „Starówką” nazywano miejsce (kilka kramów), gdzie każdy mógł sprzedać co miał zbędnego w domu i w gospodarstwie.

„Ze starówki korzystała moja rodzina, natomiast pod ścianami budynku Straży pożarnej Romowie handlowali patelniami.” – dopowiada Małgorzata Ludwiczak.

Koloryzacja zdjęcia z lat 60. XX wieku.

Tata Jolanty Zdobych pracował we wspomnianej wyżej Straży Pożarnej i jak wspomina:

„Na Rynek szło się do Pani Szewczyk po najlepszą kiszoną kapustę w mieście – taką prosto z beczki. Sprzedawała też kiszone ogórki i pomidory.”

Końskie pączki u przekupek

Dawne, tłuste i wytrawne pączki, które w polskiej tradycji kulinarnej, zwłaszcza w okresie ostatków, nadziewano słoniną, boczkiem lub skwarkami, a nie słodką konfiturą, był przezywane końskimi pączkami. Były one smażone na smalcu i stanowiły popularną przekąskę mięsną, często spożywaną w zapusty, co kontrastuje ze współczesnym słodkim wariantem tego wypieku.

„Pachniało na Rynku warzywami, owocami i końskimi pączkami. Niech sobie mówią co chcą, jest co wspominać. Pamiętam to targowisko i mnóstwo sprzedawanych tam kwiatów: kolorowe, świeże, cięte, pojedynczo i w bukietach” – uzupełnia portret miejsca Grażyna Generowicz.

Koloryzacja zdjęcia z lat 60. XX wieku. Zbiory Tomasza Dalinkiewicza

„Były też kwiaty sztuczne – jak mówi Janina Woźniak – sprzedawano sztuczne tulipany, chryzantemy, gerbery i róże. Wystawiano bukiety jak i pojedyncze kwiecie pod murami straży ogniowej, obok handlujących patelniami Cyganek. Tam też można było zasięgnąć wróżb i kupić nalewki.”

Przy wspomnianym budynku strażaków wędkarze sprzedawali świeżo złowione ryby a przekupki kusiły klientelę świeżym mlekiem, masłem, serem, śmietaną i jajkami. Często wystawiano tutaj wypieki na naturalnych składnikach które produkowała wieś. Bogdan Kornacki dodaje:

„że można było tutaj zaopatrzyć się w najlepsze smakołyki z wiejskich gospodarstw, tak pożądane dzisiaj bo najzdrowsze.”

„W dzieciństwie chodziłam z mamą po przeciwnej stronie fontanny na najlepsze lody w Kaliszu. lodziarnia znajdowała się w kamienicy a smak lodów na prawdziwej śmietanie pamiętam do dziś. Rynek może wtedy nie był najczystszy, ale pełen życia, piękny od towarów tutaj sprzedawanych. Pamiętam koncerty orkiestr dętych i występy grup artystycznych z domów kultury. – opowiada Klara Trzęsowska.

Dzisiaj Nowy Rynek w Kaliszu to arena zmagań prywatnej inicjatywy oraz naczelników magistratu. Konsensus jest bliski co do funkcji, ale nie tak wyraźnie widoczny w kontekście wyglądu tego miejsca. Póki co, zachodni luksus miesza się tutaj ze wschodnią szarzyzną, a ceny niektórych towarów śmiało gonią te sklepowe.

Nieodparte wrażenie ogarnia wielu, iż arena Merkurego – bożka handlu, powoli, ale nieuchronnie znika z tego miejsca. I ta kolej rzeczy ma tyle samo zwolenników co przeciwników.

Idź do oryginalnego materiału