Proszę pana, przestań mnie śledzić! Przecież już mówiłam, iż jestem w żałobie po mężu. Proszę mnie zostawić w spokoju! Zaczynam się Pana bać! – aż podniosłem głos.
– Pamiętam, pamiętam… Ale mam wrażenie, iż tę żałobę to pan nosi po sobie. Wybaczy pani nie odpuszczał mój… adorator.
Odpoczywałem w sanatorium. Marzyłem tylko o ciszy i śpiewie ptaków, a nie o nachalnych zalotnikach. Niedawno zmarła mi żona. Potrzebowałem dojść do siebie, zrozumieć stratę, która zmieniła moje życie.
Razem z żoną Anią zaczęliśmy remont mieszkania, skrupulatnie oszczędzaliśmy złotówki, na nic sobie nie pozwalaliśmy, aż tu nagle… Ania źle się poczuła, pogotowie nie zdążyło. Drugi zawał serca. Zostałem sam, bez żony, z przerwanym remontem, za to z dwoma nastoletnimi synami. Ręce opadały. Jak przez to przejść?
Szef przydzielił mi w pracy wyjazd do sanatorium. Opierałem się, nie chciałem wychodzić z mieszkania. Koledzy jednak przekonywali:
– Nie ty pierwszy wdowiec, nie ostatni. Masz dzieci, musisz żyć! Jedź, Pawle, przewietrz głowę.
I tak, z ciężkim sercem, pojechałem.
Minęło czterdzieści dni od śmierci żony. Ból nie mijał. W pokoju zakwaterowano ze mną wesołego kolegę Wojtka. Był promieniującym energią człowiekiem, co mnie chwilami drażniło. Nie miałem ochoty dzielić się z nim smutkiem, bo i po co młodemu chłopakowi moje żale? Wojtka zaczepiał prowadzący animacje w sanatorium. W takich miejscach nie brakuje rozwodników czy samotnych wdowców. Mnie miał się na kim poznać… Przestrzegałem Wojtka przed animatorem, podejrzewałem, iż to nie pierwszy jego romans.
Wojtek zaśmiewał się:
Daj spokój, Pawle! Wiem, z kim tańczę
I znikał wieczorami. Ja zaś siedziałem przez tydzień zamknięty w pokoju. Czytałem książkę nie mam pojęcia o czym, patrzyłem w telewizor bez zrozumienia.
Pewnego ranka obudziłem się w zaskakująco dobrym nastroju. Spojrzałem przez okno przepiękna pogoda! Postanowiłem wybrać się do lasu, pooddychać świeżym powietrzem, posłuchać ptaków. I wtedy spotkałem nieznajomą.
Poznałem ją już wcześniej w jadalni. Nie przypadła mi do gustu niziutka, z bezczelnym spojrzeniem, niższa ode mnie o całą głowę. Niechętnie przyznam, coś mnie drażniło w tej kobiecie.
Trzeba przyznać, była elegancka, nienagannie ubrana, zawsze dokładnie ogolona. Przy każdym posiłku ukłon odpowiadałem zdawkowym skinieniem, z grzeczności. Aż pewnego dnia dosiadła się do mojego stolika.
Smutno panu tu samemu? spytała aksamitnym głosem.
Nie, wcale nie odpowiedziałem chłodno.
Nie kłam, panie Pawle, smutek masz wypisany na twarzy. Może mogę pomóc? dopytywała się nachalnie.
Trafiła pani. Smucę się po stracie żony. Coś jeszcze? przetarłem dłonie chusteczką i podniosłem się, dając znać, iż rozmowa skończona.
Przepraszam, nie wiedziałam. Składam wyrazy współczucia. Mimo wszystko, pozwól, iż się przedstawię. Jadwiga jestem śpieszyła się z odpowiedzią.
Widać było, iż za bardzo jej zależy, abym od niej nie uciekł.
Paweł wymamrotałem sucho i oddaliłem się.
Od tego momentu codziennie przy obiedzie dosiadała się z bukiecikiem dzwonków. Rosły wszędzie wokół. Przyznam, było to miłe, ale znajomości rozwijać nie zamierzałem.
Jadwiga nie dawała za wygraną. Dołączyła już do moich wieczornych spacerów. choćby zacząłem nosić buty na płaskiej podeszwie, by nie pogłębiać różnicy wzrostu. Jej najwyraźniej nie przeszkadzał mój niski wzrost czy łysiejąca głowa. Zorientowałem się, potrafi zwodzić głosem nigdy nie słyszałem tak przyciągającej barwy. Poczułem, iż wpadam w zastawioną przez nią pułapkę.
Zaczęliśmy wieczorami chodzić na tańce, jeździliśmy do miasta po owoce. Moja adoratorka nachalnie namawiała, bym przyszedł do niej do pokoju. Ja jednak pozostawałem nieugięty.
W końcu przed samym wyjazdem powiedziała:
Pawle, jutro wyjeżdżasz. Przyjdź wieczorem do pokoju na herbatę, dobrze?
Zastanowię się odpowiedziałem wymijająco.
Przyszedł ostatni wieczór w sanatorium. Postanowiłem nie robić jej przykrości i przyszedłem, choć wiedziałem, jak to się skończy. Stół był pięknie nakryty, jedzenie wyglądało wyśmienicie. Pewnie wzięła zastawę ze stołówki pomyślałem rozbawiony. Jadwiga była czarująca jak zawsze. Nagle pojawił się szampan.
Za co pijemy, Jadwisiu? już uśmiechnąłem się rozluźniony.
Za miłość, Pawle, za miłość! powiedziała podnosząc kieliszek.
Rano obudziliśmy się wtuleni w siebie. Boże, po co tyle się wahałem? Mogliśmy mieć więcej tych chwil! Po prostu, jak chłopiec, zakochałem się na nowo. A przecież już miałem się pakować i wracać do domu.
Pożegnałem się z Wojtkiem. Ten siedział na łóżku i płakał.
Co się dzieje, Wojtek? spytałem zatroskany.
Zosia zaszła w ciążę, a ja nie wiem, czy jestem ojcem zanosił się łkaniem.
Ten animator coś narozrabiał? próbowałem zrozumieć sytuację.
Nie wiem. Poznała jeszcze jednego, z sąsiedniego ośrodka. A on żonaty zaczął opowiadać Wojtek.
Słuchaj, Wojtek, dzwoń do jej rodziców. Powinni przyjechać i pomóc. I chodźmy do kierownika, może coś doradzi starałem się go pokrzepić.
Wojtek wybiegł z pokoju we łzach. Młodzi mają dziś za dobrze, zbyt łatwo się gubią w życiu…
Zacząłem się pakować, nie chciałem wyjeżdżać. Po tych dwudziestu czterech dniach wszystko tu stało się bliskie. Zwłaszcza Jadzia
Podjechał autobus. Jadwiga przyszła mnie odprowadzić z bukietem dzwonków. Łzy napłynęły mi do oczu. Przytuliłem ją mocno i wiedziałem, iż to już koniec. Szybki romans dobiegł końca. Serce mi ściskało, bo gdyby tylko Jadwiga zawołała porzuciłbym wszystko i wrócił.
Mieszkaliśmy z Jadwigą w różnych miastach, kontakt mogliśmy mieć tylko listowny. I wtedy odezwała się do mnie… żona Jadwigi. Napisała, iż wie o nas i żebym nie liczył na nic, bo ona ma trzydzieści lat, a ja czterdzieści. Nie odpisałem. Po co?
Po pół roku nieoczekiwanie odwiedziła mnie Jadwiga. Moi synowie zaskoczeni, ale wychowani przemilczeli wszystko.
Jadwiga? Przejeżdżasz czy… jak? liczyłem na słowa: Na zawsze do ciebie.
Na zawsze… Nie wygoni mnie Paweł? zapytała cicho u progu.
Synowie, lekko zmieszani, poszli do swojego pokoju.
Wejdź. Co się stało? List od żony przywiozłaś? droczyłem się.
Wybacz, Paweł. Pisałam do ciebie list, ale mąż znalazł… Wybaczyłam mu, rozwiedliśmy się tłumaczyła się Jadzia.
Nie wiedziałem, iż byłaś zamężna. Gdybym wiedział nic by nie było. Co dalej? byłem niepewny jej planów.
Ożeń się ze mną, Pawle padła nagle propozycja.
Nie wiem. Przecież mam dzieci. Sam widzisz. Jak się do ciebie odniosą? Nie mogę tak z marszu miałem wątpliwości, choć w głębi serca byłem szczęśliwy.
Dzieci to cudowna sprawa. Mam dziesięcioletnią córkę, zaskoczyła mnie.
Jak to? Zostawiłaś ją? zapytałem.
Ależ skąd! Wezmę ją do siebie. Matka pije… Będziemy rodziną usłyszałem i nie kryłem zdziwienia.
Poczekaj, Jadwigo, jaka rodzina od razu? Nie znam choćby twojej córki, a ty już robisz ze mnie ojca. Daj mi czas, pogadam z synami, a potem zobaczymy. Chodź, dam ci coś zjeść, narzeczona z bagażem uśmiechnąłem się.
Rodziny idealnej nie stworzyliśmy. Były awantury, odejścia z domu, trudne chwile. Każdy miał inny charakter, nie wszyscy potrafili ustąpić.
Czas mijał nieubłaganie. Mój starszy syn Andrzej i Alina, córka Jadwigi, pobrali się. A potem odwrócili się od nas. Zarzucili nam błędy z dzieciństwa, iż rozbiliśmy poprzednie rodziny, iż wszystko zrobiliśmy źle i niepotrzebnie. Opuścili nas, wyprowadzili się na wynajęte mieszkanie.
My z Jadwigą wzruszyliśmy ramionami i przez cały czas się kochaliśmy.
Minął rok.
Dzieci nie wracały, Alina dzwoniła do Jadwigi tylko na urodziny.
Trzy lata później zaprosili nas na obiad. Byliśmy zaniepokojeni, ale poszliśmy.
Okazało się, iż Alina i Andrzej zostali rodzicami syna. Wnuka, naszego wspólnego wnuka. Była radość! Przy stole poprosili nas o przebaczenie. Powiedzieli: człowiek się uczy całe życie, trzeba darować, szanować rodziców. A ich synowi dali na imię Mirosław by w rodzinie zawsze był pokój.
I tak oto przyszło do nas z Jadwigą nowo narodzone szczęście. Nauczyłem się wtedy, iż warto dać życiu szansę, choćby jeżeli droga nie jest prosta. Szczęście można odnaleźć później, niż się spodziewamy.












