Noworoczny Cud w Polskim Bloku – Jak Piotr Zapomniał o Prezentach, A Wszystko Uratował Biały Kotek (Historia o Zapomnianym Prezentie, Rodzinnych Tradycjach, Prawdziwym Świętowaniu i Dobrej Duszy Bezdomnych na Polską Wigilię)

newskey24.com 3 godzin temu

Cud pod Sylwestra

Pawle, wytłumacz mi, proszę, JAK mogłeś zapomnieć?! Przecież rano kilka razy ci przypominałam, a sms też ci napisałam! Zosia patrzyła na męża z dezaprobatą.

Paweł stał przy drzwiach kuchni z miną zbitego psa i tylko wzruszał ramionami.

No sam nie wiem, po prostu mi wyleciało z głowy, Zosiu próbował się tłumaczyć.

A telefon?

Telefon był cały dzień w kieszeni, nie zaglądałem, dlatego nie zobaczyłem wiadomości

Zosi aż para uszami szła.

Czyli nowego akumulatora do samochodu nie zapomniałeś kupić, a o prezencie dla Martynki pod choinkę już tak?!

Wyleciało mi No bo sklep z akumulatorami czynny do osiemnastej był, to się spieszyłem Przepraszam.

Czasami myślę, Paweł, iż ta twoja stara gruchotka, co się psuje co miesiąc, jest dla ciebie ważniejsza niż własna córka westchnęła ciężko Zosia, siadając na taborecie i zerkając na zegar.

Było pięć minut do jedenastej. Późno, na dworze ciemno jak w beczce, a tu już nic się nie dało zrobić. A przez to, iż nic nie można, humor jeszcze bardziej zjeżdża w dół.

Oj Zosiu, co ty opowiadasz! Ja Martynkę kocham, przecież wiesz! Po prostu zapomniałem. Każdemu się zdarza.

Mi się nie zdarza, Paweł! syczała Zosia, starając się jednak nie podnieść głosu, by Martynka przypadkiem nie podsłuchała.

Paweł chciał ją objąć, może przytulić dla rozładowania napięcia, ale ona odsunęła się, odwróciła plecami i zaczęła nakładać sałatkę jarzynową do miski.

Połowę dnia spędziłam na gotowaniu, żeby mu zrobić przyjemność, a on a o prezencie dla dziecka zapomniał!

Wiedziałam, iż trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce burczała pod nosem Zosia. Ale nie, zaufałam, iż się ogarniesz. Myślałam, iż jesteś odpowiedzialny.

Wiem, iż zawaliłem, ale w sumie bez tragedii. Powiemy Martynce, że

Że co, kochany? Że tata sklerozy dostał przed czterdziestką? Czy może, iż dla niego ważniejszy był akumulator niż córka?

Że w tym roku Mikołaj miał wyjątkowo dużo roboty i nie zdążył do wszystkich dzieci A rano kupię prezent i uroczyście wręczę, niby od Mikołaja.

A gdzie ty niby kupisz?! Jutro większość sklepów zamknięta! Może jakieś biedronki tylko otwarte Ech, Paweł

No można Zosię zrozumieć. Od kiedy pojawiła się Martynka, co roku po północy wszyscy gromadzili się wokół choinki i znajdowali tam prezenty.

Najbardziej cieszyła się Martynka, bo jak każde dziecko w jej wieku wierzyła i w Świętego Mikołaja, i w świąteczne cuda. euforia Martynki była tak szczera ledwo rozpakowała swój wymarzony prezent, już wrzeszczała z zachwytu.

I dzisiaj dziewczynka już kilka razy zaglądała pod choinkę (a nuż Mikołaj wcześniej coś zostawił) i cała podekscytowana opowiadała mamie, jak bardzo czeka na upominek.

Ciekawe, co Mikołaj mi w tym roku przyniesie? rozmyślała głośno. Chciałabym rower, jak Szymon z drugiego piętra, ale jeżeli będą rolki, też super!

Zosia patrzyła z czułością. Poprosiła Pawła, by kupił rolki nie rower, ale rolki, bo przecież po mieszkaniu jeździć lepiej nie próbować.

Zwykle to ona wybierała prezent, ale dzisiaj Paweł miał wrócić z pracy i po drodze zahaczyć o sklep. Po co jechać specjalnie, skoro on przejedzie obok?

Po osiemnastej był już w domu a Zosia, nakrywając do stołu, zagadkowo zapytała o prezent. I wtedy Paweł przypomniał sobie, iż zapomniał.

Paweł próbował jeszcze ratować sytuację, wyciągał ręce do żony. Nie psujmy sobie humoru na zakończenie roku. Przypadek. Chcesz, pogadam z Martynką, na pewno zrozumie.

A Zosia milczała i tylko dalej rozstawiała talerze. Po policzku spłynęła łza. No jak można było o tym zapomnieć?!

Do końca wierzyła, iż Paweł gdzieś ten prezent ukrył i zaraz wyciągnie z szafy. Ale tu już wszystko pozamykane, nic nie kupisz

Pomóc ci w czymś? Paweł nieśmiało spytał, widząc jak Zosia ustawia sztućce.

Dzięki, już pomogłeś

W tym momencie wpadła Martynka, cała w skowronkach po maratonie bajek świątecznych.

Mamo, tato! Godzina do Nowego Roku! Zaraz Mikołaj przyjdzie!

Zosia rzuciła na Pawła spojrzenie piorunujące, ale zaraz odwróciła wzrok, żeby nie zepsuć dziecku świąt.

Musiała coś wymyślić więc pod choinkę postanowiła włożyć kopertę z pieniędzmi, a na niej napisać: Na rolki dla Martynki. No nie to samo, jasne, ale lepsze to niż nic.

*****

Gdy cała rodzina usiadła do kolacji parę minut po jedenastej, ktoś zapukał do drzwi.

Paweł, ty kogoś zapraszałeś? zdziwiła się Zosia. Bo ja na pewno nie.

Też nie. Może sąsiedzi? Idę sprawdzić, a wy nalejcie sok odparł Paweł.

Otwiera drzwi, a tam brodaty facet w czerwonej, podartej kurtce. Wcale nie wyglądał jak Mikołaj. Bardziej jak bezdomny. I po wyglądzie, i po zapachu (perfum nie czuć, raczej aromat dworca PKP).

Słucham? Pomylił pan mieszkania czy przyszedł po drobne? Mówię od razu, nie dostanie pan ani złotówki. I tak to pewnie na piwo pójdzie.

Nie, nie. Ja nie po pieniądze odparł pogodnie nieznajomy.

No interesujące Paweł prawie parsknął śmiechem. Litości mu nie było brak, altruistą nie był, ale teksty faceta Nie bieduję!.

Czego pan chce?

Bo ja znalazłem tu na klatce takiego kotka Zobaczcie, jaki śliczny wyciągnął spod kurtki białą puchatą kulkę. To może wasz? Może ktoś wam zginął?

Paweł aż się uśmiechnął.

Widocznie uznał, iż na kasę nie ma szans, więc próbuje kota upchnąć pomyślał.

Pierwszy raz go widzę. Zresztą, u nas nigdy zwierząt nie było.

A może jednak weźmiecie? jeżeli macie córkę, pewnie byłaby zachwycona.

No tak! myśli Paweł teraz będzie próbował kota wcisnąć.

Nie, dziękuję.

Rozumiem to pójdę, wyrzucę go na śmietnik.

Już się obracał, chowając kotka pod kurtkę, gdy Paweł złapał go za ramię.

Ej, zaraz, zaraz. Po co na śmietnik? Zostaw go w piwnicy.

Tam go zaraz pogonią na dwór. Na śmietniku chociaż karton jest, można się schować. No i jedzenia łatwiej poszukać.

Paweł zwierząt nigdy nie lubił, ale jakoś zrobiło mu się żal tej kruchej istotki.

Wyobraził sobie, jak biedny maluch marznie całą noc Niby nie jego sprawa, a jednak coś ruszyło w środku.

Dobra, dawaj go wyrwał mu kotka z rąk. Niech będzie.

Jak wolisz nieznajomy uśmiechnął się serdecznie i zniknął na klatce.

*****

Wracając do mieszkania, Paweł szukał strategii: schować kota i potem wyjaśnić. Bo jak Zosia się dowie wyrzuci kota, a może i męża w pakiecie.

Kto to był? Zosia patrzyła podejrzliwie.

A, nasz sąsiad, Stefan z trzeciego piętra. Akumulator wybiera.

No jasne, bo ty taki specjalista Dobra, idź umyj ręce i siadaj do stołu!

Gdy tylko uciekli do kuchni, Paweł latał po domu jak szalony, szukając kryjówki dla kota na balkonie zimno, w łazience ryzykownie, w sypialni nie wypada, dziecięcy pokój też nie. Zostaje salon… Otworzył szafę, wsadził kociaka na dolną półkę i zostawił szparę, żeby miał powietrze.

*****

Szczęśliwego nowego roooooku! wrzasnęli na dworze.

Paweł wycałował żonę i córkę, tradycyjnie życząc zdrowia i mniej awarii auta.

A Martynka już pędzi do salonu. Zosia nagle przypomina sobie o kopercie i groźnie patrzy na męża No dzięki, przez ciebie!

Teraz to ty będziesz pocieszał dziecko!

Ale Martynka nie była wcale rozczarowana. Wręcz przeciwnie po chwili wrzasnęła z euforii tak głośno, iż choćby petardy za oknem tego nie zagłuszyły.

Mamo! Tato! Chodźcie szybko! Mikołaj zostawił mi pod choinką kotka!

Paweł i Zosia wbiegli do salonu i zamarli. Obok choinki stała Martynka, a pod nią leżał biały kotek.

Tak marzyłam o kotku! Mikołaj wiedział! Nazwę go Śnieżek!

Zachwycona dziewczynka tuliła kociaka, a Zosia odciągnęła Pawła do kuchni.

To twoje sprawka? Skąd ten kot?!

Zosiu, tylko się nie złość, zaraz wszystko wyjaśnię

Złościć się? Zobacz, jaka Martynka szczęśliwa. Ale wiesz Mogłeś mi powiedzieć, iż szykujesz niespodziankę. Przepraszać cię powinnam za całą awanturę! Zosia uściskała męża i pocałowała w policzek.

Paweł patrzył z niedowierzaniem tak to można świętować! I córka szczęśliwa i żona już nie w szale.

Czy to nie prawda, iż w Sylwestra cuda chodzą parami? I wszystko przez tego białego kota!

W tym momencie przypomniał sobie o bezdomnym.

Zosiu, muszę jeszcze wyskoczyć

Paweł coś jej szepnął do ucha, Zosia pokiwała głową na zgodę.

*****

No i Franek, udało się! Wszystkie kotki rozeszły się do ludzi. Możemy wracać do piwnicy, póki jeszcze otwarta odetchnął z ulgą brodaty mężczyzna, uderzając kumpla w plecy.

No, trochę fartu zachichotał drugi. Dobre miałeś z tą opowieścią o śmietniku.

Myślisz? Ja się bałem, iż z klatki wykopią zanim coś załatwię.

Ryzyko było, ale tylko ktoś z sercem nie pozwoli na kota wyrzucić.

Prawda to.

Siedzieli na ławce pod blokiem, z którego tego wieczora wprowadziło się cztery kotki. Ludzie kręcili głowami, ale nikt ich nie przeganiał, niektórzy choćby życzyli wszystkiego dobrego na nowy rok.

Nagle drzwi się otworzyły i z klatki wybiegł Paweł. Rozejrzał się dookoła, zamachał ręką i podbiegł do nich.

Oho, co jest? Zmienił zdanie o kocie? mruknął Franek.

To ten, co go uraczyłem ostatnim kociakiem?

Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! uśmiechnął się Paweł, wręczając im wielką siatkę. Z żoną złożyliśmy wam mały noworoczny poczęstunek.

O kurczę, nie spodziewaliśmy się! podziękowali, szczerze zaskoczeni.

A ode mnie butelka szampana. Bo w Sylwestra toast musi być!

No to teraz, Franek, świętujemy normalnie. Cuda się zdarzają! ucieszył się brodaty, zacierając ręce.

Paweł już ruszył w stronę domu, ale zawrócił.

A gdzie będziecie świętować?

A tu, niedaleko, w piwnicy. Ciepło, dach nad głową i kartony pod ręką.

Wiecie co? Chodźcie ze mną.

Parę minut później byli już w garażu. Paweł otworzył drzwi, pokazał składany tapczan, grzejnik, stół, kubki.

Tutaj rozgośćcie się po ludzku. A samochód przestawię na dwór.

Zmieścimy się razem, naprawdę nie trzeba zaczęli się tłumaczyć.

Nie ma mowy! Auto nie zając. Tylko mi nie upijcie się za bardzo!

Tylko toast symboliczny zapewniał Franek.

Wierzę wam. Jutro przyjdę, pogadamy, może coś wymyślę dla was kto wie, może i was gdzieś przytulimy.

Niezły numer pokiwał głową jeden.

Takie rzeczy przyznał drugi.

No i taki to był Sylwester. Prawdziwie noworoczny i naprawdę cudowny.

Idź do oryginalnego materiału