No i widzisz! zawołał Szymek. Zawsze tak jest! Ostatnie słowo należy do mężczyzny!
Rano do Kwiatkowskich przyjechał z miasta dorosły wnuk, na którego weselu niedawno byli gośćmi. Szymek przyjechał po ziemniaki, bo zawsze pomagał swoim ukochanym dziadkom zarówno przy ich sadzeniu, jak i wykopkach.
No, powiedz mi wreszcie, Szymku, jak ci się żyje z twoją Jagódką? zapytała babcia, krzątając się przy kuchni.
Różnie bywa, babciu… odparł niechętnie wnuk. Różnie…
Czekaj, czekaj zapytał podejrzliwie dziadek Stanisław. Jak to różnie? Już się kłócicie, czy co?
Na razie to chyba nie przyznał się Szymek. Staramy się tylko ustalić, kto rządzi w domu.
Ojej… babcia westchnęła z lekkim uśmiechem, mieszając w garnku. I takie rzeczy ustalacie… Przecież wiadomo, jak być powinno.
No właśnie zachichotał dziadek. Wiadomo, iż główną w rodzinie była i będzie zawsze żona.
Ooo, to interesujące z kuchni znów dało się słyszeć babcię.
Dziadku, serio? zdziwił się Szymek, patrząc z zaskoczeniem na dziadka. Żartujesz chyba?
Ani trochę odparł stanowczo Stanisław. Jak nie wierzysz, zapytaj babci. No, Marysiu, powiedz, kto u nas ma ostatnie słowo w domu?
Przestań już pleść głupoty zaśmiała się babcia łagodnie.
Mów, kto w domu podejmuje ostateczne decyzje? Ty czy ja? dziadek nie rezygnował.
No, ja…
Co ty mówisz?! nie dowierzał Szymek. Jakoś nigdy tego nie zauważyłem. I w ogóle, uważam, iż w domu zawsze mężczyzna powinien być głową.
Oj, daj spokój, Szymek zaśmiał się dziadek. W prawdziwej rodzinie to wszystko wygląda nieco inaczej, niż ci się wydaje. Opowiem ci teraz parę historii, sam zrozumiesz.
Opowieść
Zaczyna się mruknęła z rezygnacją babcia. Pewnie zaraz będzie o motorze…
O jakim motorze? zdziwił się Szymek.
O tym, co zarasta kurzem w stodole ochoczo potwierdził dziadek. Niedługo stuknie mu sto lat. Wiesz, jak to się stało, iż kupiłem tego Junaka? Babcia mnie zmusiła!
Babcia? Zmusiła?
Tak, wyjęła swoje zaoszczędzone złotówki i mi dała, żeby kupić. Ale początek tej historii był zupełnie inny.
Kiedyś zarobiłem parę groszy w sam raz tyle, żeby kupić motocykl z wózkiem bocznym. Przychodzę więc do twojej babci, mówię: Marysiu, chcę motor kupić, z bocznym wózkiem, by z pola łatwiej ziemniaki wozić. Bo kiedyś mieliśmy kawałek pola pod ziemniaki kilka kilometrów od domu.
A babcia się uparła: lepiej, mówi, kolorowy telewizor kupmy. Wtedy to był luksus. Ziemniaki, mówi, zawsze woziłeś rowerem, i wystarczy.
Ustąpiłem jak zawsze. Kupiłem telewizor.
A motor? dopytywał Szymek.
Motocykl też kupiliśmy… westchnęła babcia. Tyle iż później. Jak dziadek się nadwerężył przy tych ziemniakach, to nie miałam wyjścia sama zaczęłam je wozić. I prawie wszystkie sama przetransportowałam.
A gdy na jesieni sprzedaliśmy świniaki, całą gotówkę wręczyłam dziadkowi: Jedź po ten motor, ile można! i pojechał w powiat po maszynę.
A rok później jesienią znowu parę groszy się nazbierało wtrącił dziadek. Mówię: postawię nową saunę. Stara, po moich rodzicach, dach już zgnił, a i ściany prawie się sypały. A twoja babcia od razu swoje: lepiej nowe meble! Żeby było elegancko, jak u ludzi. No to ja znowu: ostatnie słowo należy do ciebie. Kupiliśmy meble.
A wiosną bania się zawaliła dokończyła babcia. Śniegu było tyle, iż dach nie wytrzymał. Wtedy postanowiłam, iż odtąd jak Stanisław powie, tak będzie.
No i widzisz! ucieszył się Szymek. Tak powinno być! Ostatnie słowo zawsze należy do mężczyzny.
Nie, Szymku, nie zrozumiałeś… dziadek się roześmiał. Przecież zanim cokolwiek zrobię, idę do babci i pytam: Co ty na to? I jak ona powie, tak jest.
A ja po tych wszystkich latach zawsze mówię: ty zdecyduj, jak uważasz przyznała babcia.
Tak więc, Szymku, w każdej prawdziwej rodzinie ostatnie słowo należy do żony podsumował dziadek. Jasne?
Szymek chwilę się zamyślił, potem wybuchnął śmiechem. Gdy się uspokoił, coś mu się rozjaśniło w głowie.
Teraz, dziadku, rozumiem. Wrócę do domu i powiem: Dobrze, Jagódko, pojedziemy na wakacje do Chorwacji, jak chcesz. A samochodu na razie do mechanika nie oddam automat się psuje, trzeba wymieniać. Jak się zepsuje, trudno będziemy całą zimę do pracy jeździć autobusami. Po prostu wstaniemy wcześniej, świat się nie zawali… Mądrze myślę, dziadku?
Najmądrzej! pokiwał radośnie głową dziadek. Za rok-dwa, Szymku, i tak wszystko wam się w rodzinie poukłada.
A żona w rodzinie zawsze powinna być głową wtedy i mężczyzna ma spokój. Wiem coś o tymBabcia tylko się uśmiechnęła i pogłaskała Szymka po ramieniu.
A pamiętaj, Szymeczku, najważniejsze, żebyście byli razem szczęśliwi szepnęła cicho.
Szymek spojrzał na dziadków z nową wdzięcznością. Za oknem cicho szumiały lipy, a słońce złociło równiutkie grządki ziemniaków. W chwili tej poczuł, iż właśnie dostał najcenniejszą lekcję iż miłość nie polega na wygrywaniu, ale na codziennym ustępowaniu sobie nawzajem, na tych drobnych kompromisach, które sprawiają, iż zwykłe życie staje się niezwykłe.
Pożegnał dziadków, niosąc pod pachą worek ziemniaków i dużo ważniejszy bagaż rodzinnych historii. Kiedy zamykał furtkę, pomachał jeszcze babci, która stała w drzwiach z uśmiechem i machającą ścierką. W myślach powtórzył słowa dziadka: A żona w rodzinie zawsze powinna być głową wtedy i mężczyzna ma spokój.
I tamtego dnia Szymek już wiedział, iż do domu wróci nie tylko z kartoflami, ale także z cichą mądrością pokoleń i z sercem gotowym na swoje własne kompromisy.
Za płotem zaszczekał pies, słońce zamrugało z wysokości a Szymek szedł przez wieś, podgwizdując radośnie, bo przecież w jego rodzinie właśnie wszystko zaczynało się naprawdę dobrze układać.













