No i widzisz! zawołał Szymek. Wszystko się zgadza! Ostatnie słowo zawsze musi należeć do mężczyzny!
Od rana do Węgrzynów przyjechał z Warszawy dorosły wnuk, na którego weselu byli niedawno. Szymek przyjechał po ziemniaki, bo od zawsze pomagał swoim ukochanym dziadkom je sadzić i wykopywać.
No to powiedz, Szymku, jak ci się żyje z twoją Hanią? zapytała z ciekawością babcia, mieszając w garnkach przy kuchni.
Różnie bywa, babciu odpowiedział niechętnie wnuk. Różnie
Czekaj, czekaj wtrącił się dziadek Antoni. Co to znaczy różnie? Już się kłócicie czy co?
Niby jeszcze się nie kłócimy. Próbujemy tylko ustalić, kto u nas rządzi w domu przyznał wnuk.
Hm babcia Maria uśmiechnęła się pod nosem. Nie ma co ustalać. To przecież oczywiste.
Jasne zaśmiał się i dziadek. Wiadomo, iż główną w domu zawsze była i będzie żona.
No, no dobiegło z kuchni.
Dziadku, serio? zdziwił się wnuk spoglądając na Antoniego. Ty sobie żartujesz czy jak?
Ani trochę nie żartuję odparł dziadek. Jak nie wierzysz, zapytaj babcię. No, Marysiu, powiedz, czyje w naszym domu ostatnie słowo?
Przestań wygadywać głupoty zażartowała babcia.
Nie, mów! Kto u nas podejmuje ostateczne decyzje? Ja czy ty?
No, chyba ja
Co? nie dowierzał wnuk. Nigdy tego nie zauważyłem w tym domu. Poza tym uważam, iż gospodarz w domu zawsze powinien być mężczyzna.
Oj daj spokój, Szymek znowu parsknął śmiechem dziadek Antoni. W prawdziwej rodzinie wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż ci się wydaje. Posłuchaj kilku historii, to sam zrozumiesz.
Historia
I znowu zaczyna mruknęła babcia Maria. Pewnie zaraz o motocyklu opowie.
O jakim motocyklu? zdziwił się wnuk.
O tym, co rdzewieje w stodole odparł z zapałem dziadek. Ma już pewnie z pięćdziesiąt lat. I wiesz jak babcia zmusiła mnie, żebym go kupił?
Babcia? Zmusiła?
Otóż to. Sama dała mi na niego pieniądze. Ze swoich, ciułanych latami. Ale nim to się stało, była inna historia.
Pewnego razu zarobiłem trochę pieniędzy, akurat tyle, żeby wystarczyło na motor z przyczepką. Mówię do twojej babci: Marysiu, chcę kupić motor, taki z koszem, żeby ziemniaki z pola przywozić. W tamtych czasach działki pod ziemniaki były poza wsią.
Babcia się uparła. Mówi, iż lepiej kolorowy telewizor kupić, bo teraz są w sklepach, choć drogie. A ziemniaki, mówi, zawsze woziłeś rowerem, to woź dalej.
Wrzucałem worek na ramę i pedałowałem. Dobra, mówię, twoje słowo ostatnie. Kupiliśmy telewizor.
A motor? zdziwił się wnuk.
Motor też kupiliśmy westchnęła babcia. Tylko później. Najpierw dziadek tak sobie nadwyrężył plecy od tych worków, iż ja potem wszystko sama woziłam.
A jak w listopadzie zarżnęliśmy świniaki, oddałam wszystkie zarobione złotówki dziadkowi i mówię: Jedź do powiatu po motor z przyczepką.
A następnej jesieni znowu mieliśmy trochę pieniędzy podjął dziadek. Mówię: trzeba za to postawić nową saunę. Stara, ta po rodzicach, dach już przeciekał, ściany się rozlatywały. Ale twoja babcia znowu postawiła na swoim: lepiej kupmy meble. Żeby było jak u ludzi. Trudno, mówię, twoje ostatnie słowo. Kupiliśmy meble.
A wiosną sauna się zawaliła dokończyła babcia. Śniegu wtedy porządnie napadało. Dach nie wytrzymał Od tamtej pory stwierdziłam, iż będzie jak dziadek powie.
No widzisz! zawołał Szymek. Wszystko się zgadza! Ostatnie słowo zawsze powinno być po stronie mężczyzny.
Niezupełnie, Szymku, nie zrozumiałeś roześmiał się dziadek. Bo zanim cokolwiek zrobię, zawsze podchodzę do babci i mówię: chcę przełożyć piec, zgadzasz się? A potem jak ona powie, tak będzie.
To ja po tych historiach zawsze mówię: jak myślisz, rób tak.
Tak więc, Szymku, w każdej rodzinie ostatnie słowo ma żona podsumował dziadek. Rozumiesz już?
Szymek chwilę się zamyślił, potem nagle wybuchnął śmiechem. Gdy się wyśmiał, twarz mu się rozjaśniła.
Teraz rozumiem, dziadku. Pojadę do domu i powiem: Dobrze, Haniu, polecimy na urlop do Turcji, jak chcesz. A samochodu oddawać do naprawy jeszcze nie będę. Automat szwankuje, trzeba wymienić. Jak się zepsuje, trudno. Przez całą zimę będziemy dojeżdżać do pracy autobusami. Wystarczy, iż będziemy wstawać godzinę wcześniej, przecież nic się nie stanie Dobrze myślę, dziadku?
Bardzo mądrze, pokiwał głową dziadek z uśmiechem. Zobaczysz, Szymku, za rok, dwa, wszystko się w waszej rodzinie wyrówna.
A żona w domu musi być najważniejsza. Od tego i mężczyźnie lżej na sercu. Wiem to po sobieWnuk przysunął się bliżej do stołu, spojrzał na babcię i dziadka, a potem nagle z powagą wyciągnął dłoń nad ziemniakami.
To jednak coś w tym jest, co? zamyślił się, a w głosie zabrzmiała nuta podziwu. Wy to jakoś potraficie się dogadać bez wielkich słów.
Babcia spojrzała na niego ciepło i, odkładając chochlę, pogładziła go po ramieniu.
Widzisz, Szymeczku szepnęła. Ważne, żeby sobie ufać i dobrze życzyć. A kto ma ostatnie słowo to już naprawdę nieistotne.
Dziadek skinął głową, wesoło mrugając okiem.
Bo wiesz, życie to nie wyścig, Szymek. Czasem wystarczy się uśmiechnąć i odpuścić. To cała tajemnica naszego szczęścia.
Za oknem cicho padał deszcz, a w starym domu Węgrzynów pachniało zupą i świeżo wykopanymi ziemniakami. Szymek wstał, rozprostował plecy i spojrzał na dziadków z nową, głęboką sympatią.
No to zbieram te ziemniaki i lecę do domu powiedział. Ale zanim pojadę, chyba zadzwonię do Hani i zapytam, jaki makaron kupić do kolacji. W końcu niech ma ostatnie słowo.
Babcia i dziadek roześmiali się serdecznie, a ich śmiech jeszcze długo wibrował po cichych ścianach starego domu, niosąc w sobie prostą, sprawdzoną przez lata mądrość: iż najlepsze ostatnie słowo jest wtedy, gdy wypowiada się je razem.














