– No widzisz! – zawołał Saszka. – Tak właśnie powinno być! Ostatnie słowo w domu zawsze należy do mężczyzny Rano do państwa Jędrzejewskich przyjechał dorosły wnuk z Warszawy, na którego weselu byli niedawno. Saszka przyjechał po ziemniaki, bo zawsze pomagał swoim ukochanym dziadkom te ziemniaki sadzić i wykopywać. – No, powiedz, Saszka, jak ci się żyje ze swoją Sylwią? – dopytywała się babcia, krzątając się przy kuchni. – Różnie bywa, babciu… – odpowiedział wnuk niechętnie. – Różnie… – Zaraz, zaraz – zaniepokoił się dziadek Jan. – To znaczy, iż się już kłócicie? – Niby nie… Staramy się ustalić, kto w domu rządzi – przyznał się wnuk. – Oj… – babcia westchnęła z uśmiechem, – przecież to od zawsze wiadomo. – No właśnie – roześmiał się dziadek. – Od zawsze głową rodziny była i będzie żona. – No, no… – znowu dobiegło znad kuchni. – Dziadku, żartujesz? – Saszka spojrzał na dziadka zdziwiony. – To chyba żart, nie? – Ani trochę – odparł Jan. – Jak nie wierzysz, zapytaj babcię. No, Krysiu, czyje u nas w domu ostatnie słowo? – Daj spokój, co ty tam opowiadasz – zaśmiała się babcia. – Nie, powiedz – nalegał Jan. – Kto u nas zawsze podejmuje ostateczne decyzje, ty czy ja? – No… ja… – Jak to? – zdziwił się wnuk. – Nigdy nie zauważyłem. Ja uważam, iż gospodarzem w domu musi być facet. – Oj daj spokój, Saszka – dziadek znów się roześmiał. – W porządnej rodzinie to wszystko wygląda inaczej, niż myślisz. Posłuchaj kilku historii, sam zrozumiesz. Historia – Zaczyna się… – mruknęła babcia z niezadowoleniem. – Pewnie zaraz będzie o tym motocyklu… – O którym motocyklu? – zdziwił się wnuk. – O tym, co rdzewieje w szopie – przytaknął dziadek. – Ze sto lat już ma. Chcesz wiedzieć, jak babcia mnie do zakupu zmusiła? – Babcia? Zmusiła? – Tak. Sama mi dała pieniądze, ze swoich oszczędności. Ale najpierw była inna historia. Zarobiłem kiedyś trochę, akurat na motocykl z wózkiem bocznym. Mówię do Krysi – twojej babci – kupię taki, bo ziemniaki z pola łatwiej wozić. Kiedyś przyznawali działkę pod ziemniaki z dala od domu. A babcia się uparła. Kupmy lepiej kolorowy telewizor, były bardzo drogie wtedy. Mówi: ziemniaki zawsze na rowerze woziłeś, to dalej woź. Worek na ramę i jazda. No dobrze, mówię – ostatnie słowo należy do ciebie. Kupiliśmy telewizor. – A motocykl? – zapytał wnuk. – Też kupiliśmy – westchnęła babcia. – Ale później. Jak dziadek kręgosłup rozwalił, to ja sama musiałam całe te ziemniaki wozić. Większość przewiozłam. A jak w listopadzie sprzedaliśmy świnie na mięso, dałam mu wszystkie pieniądze i mówię: jedź do miasta po motocykl z wózkiem. – Rok później znowu odłożyliśmy trochę grosza – ciągnął dziadek – ja mówię, trzeba postawić nową saunę. Ta po rodzicach już się sypała – dach i ściany zgniły. A babcia znów w poprzek – meble kupmy. Żeby było jak u ludzi. Znowu mówię – twoje słowo ostatnie. Kupiliśmy meble. – Na wiosnę sauna się zawaliła – dokończyła babcia historię. – Śniegu było dużo, dach nie wytrzymał… Od tego czasu zdecydowałam: jak Janek powie, tak już będzie. – No widzisz! – wykrzyknął Saszka – Tak trzeba! Ostatnie słowo zawsze należeć powinno do mężczyzny. – Ależ, Saszka, nie zrozumiałeś – roześmiał się dziadek. – Ja zanim coś robię, przychodzę do twojej babci i pytam: chcę przebudować piec – zgoda? I jak ona powie, tak będzie. – To ja też, od tamtej pory zawsze mówię – jak ty uważasz, tak robimy. – Widzisz, Saszka, ostatnie słowo w rodzinie należy do żony – podsumował dziadek. – Rozumiesz mnie? Saszka zamyślił się, potem nagle wybuchnął śmiechem. Gdy się wyśmiał, twarz mu się rozjaśniła. – Teraz już rozumiem, dziadku. Wrócę do domu i powiem: „Dobrze, Sylwia, jedziemy na wakacje do Turcji, jak chcesz. A samochodu na razie nie oddam do naprawy. Automat się psuje, trzeba wymienić. Jak się popsuje na parkingu – trudno. Całą zimę będziemy jeździć autobusami do pracy. Po prostu trzeba będzie wcześnej wstać, i tyle…” Dobrze myślę, dziadku? – Świetna decyzja – kiwnął dziadek z uśmiechem. – I zobaczysz, za rok czy dwa dojdziecie do porozumienia. A w rodzinie to zawsze kobieta powinna być głową. Facet śpi spokojniej. Wiem coś o tym…

polregion.pl 5 godzin temu

No i widzisz! zawołał Szymek. Wszystko się zgadza! Ostatnie słowo zawsze musi należeć do mężczyzny!

Od rana do Węgrzynów przyjechał z Warszawy dorosły wnuk, na którego weselu byli niedawno. Szymek przyjechał po ziemniaki, bo od zawsze pomagał swoim ukochanym dziadkom je sadzić i wykopywać.

No to powiedz, Szymku, jak ci się żyje z twoją Hanią? zapytała z ciekawością babcia, mieszając w garnkach przy kuchni.

Różnie bywa, babciu odpowiedział niechętnie wnuk. Różnie

Czekaj, czekaj wtrącił się dziadek Antoni. Co to znaczy różnie? Już się kłócicie czy co?

Niby jeszcze się nie kłócimy. Próbujemy tylko ustalić, kto u nas rządzi w domu przyznał wnuk.

Hm babcia Maria uśmiechnęła się pod nosem. Nie ma co ustalać. To przecież oczywiste.

Jasne zaśmiał się i dziadek. Wiadomo, iż główną w domu zawsze była i będzie żona.

No, no dobiegło z kuchni.

Dziadku, serio? zdziwił się wnuk spoglądając na Antoniego. Ty sobie żartujesz czy jak?

Ani trochę nie żartuję odparł dziadek. Jak nie wierzysz, zapytaj babcię. No, Marysiu, powiedz, czyje w naszym domu ostatnie słowo?

Przestań wygadywać głupoty zażartowała babcia.

Nie, mów! Kto u nas podejmuje ostateczne decyzje? Ja czy ty?

No, chyba ja

Co? nie dowierzał wnuk. Nigdy tego nie zauważyłem w tym domu. Poza tym uważam, iż gospodarz w domu zawsze powinien być mężczyzna.

Oj daj spokój, Szymek znowu parsknął śmiechem dziadek Antoni. W prawdziwej rodzinie wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż ci się wydaje. Posłuchaj kilku historii, to sam zrozumiesz.

Historia

I znowu zaczyna mruknęła babcia Maria. Pewnie zaraz o motocyklu opowie.

O jakim motocyklu? zdziwił się wnuk.

O tym, co rdzewieje w stodole odparł z zapałem dziadek. Ma już pewnie z pięćdziesiąt lat. I wiesz jak babcia zmusiła mnie, żebym go kupił?

Babcia? Zmusiła?

Otóż to. Sama dała mi na niego pieniądze. Ze swoich, ciułanych latami. Ale nim to się stało, była inna historia.

Pewnego razu zarobiłem trochę pieniędzy, akurat tyle, żeby wystarczyło na motor z przyczepką. Mówię do twojej babci: Marysiu, chcę kupić motor, taki z koszem, żeby ziemniaki z pola przywozić. W tamtych czasach działki pod ziemniaki były poza wsią.

Babcia się uparła. Mówi, iż lepiej kolorowy telewizor kupić, bo teraz są w sklepach, choć drogie. A ziemniaki, mówi, zawsze woziłeś rowerem, to woź dalej.

Wrzucałem worek na ramę i pedałowałem. Dobra, mówię, twoje słowo ostatnie. Kupiliśmy telewizor.

A motor? zdziwił się wnuk.

Motor też kupiliśmy westchnęła babcia. Tylko później. Najpierw dziadek tak sobie nadwyrężył plecy od tych worków, iż ja potem wszystko sama woziłam.

A jak w listopadzie zarżnęliśmy świniaki, oddałam wszystkie zarobione złotówki dziadkowi i mówię: Jedź do powiatu po motor z przyczepką.

A następnej jesieni znowu mieliśmy trochę pieniędzy podjął dziadek. Mówię: trzeba za to postawić nową saunę. Stara, ta po rodzicach, dach już przeciekał, ściany się rozlatywały. Ale twoja babcia znowu postawiła na swoim: lepiej kupmy meble. Żeby było jak u ludzi. Trudno, mówię, twoje ostatnie słowo. Kupiliśmy meble.

A wiosną sauna się zawaliła dokończyła babcia. Śniegu wtedy porządnie napadało. Dach nie wytrzymał Od tamtej pory stwierdziłam, iż będzie jak dziadek powie.

No widzisz! zawołał Szymek. Wszystko się zgadza! Ostatnie słowo zawsze powinno być po stronie mężczyzny.

Niezupełnie, Szymku, nie zrozumiałeś roześmiał się dziadek. Bo zanim cokolwiek zrobię, zawsze podchodzę do babci i mówię: chcę przełożyć piec, zgadzasz się? A potem jak ona powie, tak będzie.

To ja po tych historiach zawsze mówię: jak myślisz, rób tak.

Tak więc, Szymku, w każdej rodzinie ostatnie słowo ma żona podsumował dziadek. Rozumiesz już?

Szymek chwilę się zamyślił, potem nagle wybuchnął śmiechem. Gdy się wyśmiał, twarz mu się rozjaśniła.

Teraz rozumiem, dziadku. Pojadę do domu i powiem: Dobrze, Haniu, polecimy na urlop do Turcji, jak chcesz. A samochodu oddawać do naprawy jeszcze nie będę. Automat szwankuje, trzeba wymienić. Jak się zepsuje, trudno. Przez całą zimę będziemy dojeżdżać do pracy autobusami. Wystarczy, iż będziemy wstawać godzinę wcześniej, przecież nic się nie stanie Dobrze myślę, dziadku?

Bardzo mądrze, pokiwał głową dziadek z uśmiechem. Zobaczysz, Szymku, za rok, dwa, wszystko się w waszej rodzinie wyrówna.

A żona w domu musi być najważniejsza. Od tego i mężczyźnie lżej na sercu. Wiem to po sobieWnuk przysunął się bliżej do stołu, spojrzał na babcię i dziadka, a potem nagle z powagą wyciągnął dłoń nad ziemniakami.

To jednak coś w tym jest, co? zamyślił się, a w głosie zabrzmiała nuta podziwu. Wy to jakoś potraficie się dogadać bez wielkich słów.

Babcia spojrzała na niego ciepło i, odkładając chochlę, pogładziła go po ramieniu.

Widzisz, Szymeczku szepnęła. Ważne, żeby sobie ufać i dobrze życzyć. A kto ma ostatnie słowo to już naprawdę nieistotne.

Dziadek skinął głową, wesoło mrugając okiem.

Bo wiesz, życie to nie wyścig, Szymek. Czasem wystarczy się uśmiechnąć i odpuścić. To cała tajemnica naszego szczęścia.

Za oknem cicho padał deszcz, a w starym domu Węgrzynów pachniało zupą i świeżo wykopanymi ziemniakami. Szymek wstał, rozprostował plecy i spojrzał na dziadków z nową, głęboką sympatią.

No to zbieram te ziemniaki i lecę do domu powiedział. Ale zanim pojadę, chyba zadzwonię do Hani i zapytam, jaki makaron kupić do kolacji. W końcu niech ma ostatnie słowo.

Babcia i dziadek roześmiali się serdecznie, a ich śmiech jeszcze długo wibrował po cichych ścianach starego domu, niosąc w sobie prostą, sprawdzoną przez lata mądrość: iż najlepsze ostatnie słowo jest wtedy, gdy wypowiada się je razem.

Idź do oryginalnego materiału