No i masz! zawołałem. Widzisz, dziadku? Ostatnie słowo powinno należeć do mężczyzny.
Rano do domu Brzozowskich przyjechał z Warszawy dorosły wnuk, na którego ślubie niedawno byliśmy. Przyjechałem po ziemniaki, bo zawsze pomagałem mojej ukochanej babci z dziadkiem przy ich sadzeniu i wykopkach.
No, powiedz, Piotrek, jak się wam żyje z twoją Jagodą? zagadnęła babcia, krzątając się przy kuchni.
Bywa różnie, babciu odpowiedziałem nie bardzo chętnie. Różnie…
Poczekaj, poczekaj zareagował dziadek Stanisław, słysząc to. Co znaczy różnie? Już się kłócicie, czy co?
No, na razie to nie, próbujemy się dogadać, kto jest gospodarzem w domu przyznałem.
O rety westchnęła babcia z uśmiechem, wielkie rzeczy, co tu ustalać. Przecież to od zawsze wiadomo.
No właśnie roześmiał się dziadek. Wiadomo, iż gospodynią w rodzinie zawsze była i będzie tylko żona.
No, no dało się słyszeć z kuchni.
Dziadku, ty tak serio? Spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Żartujesz sobie, prawda?
Ani trochę odparł Stanisław. Jak nie wierzysz, zapytaj babcię. Powiedz, Janino, kto u nas w domu ma ostatnie słowo?
Daj spokój z takimi głupotami parsknęła babcia z sympatią.
No powiedz, powiedz nalegał dziadek. Kto podejmuje decyzje ty czy ja?
No, chyba ja
Jak to możliwe? zdziwiłem się. Nigdy się nie domyśliłem! Myślę, iż gospodarz powinien być mężczyzną.
Daj, Piotrek znowu się zaśmiał dziadek. W prawdziwej rodzinie to zupełnie inaczej wygląda. Zaraz ci coś opowiem i wszystko zrozumiesz.
Historia
Zaczyna się mruknęła babcia. Pewnie zaraz będzie o motocyklu.
O jakim motocyklu? zdziwiłem się.
O tym, co rdzewieje w szopie potwierdził dziadek. Zaraz stuknie mu sto lat. A wiesz, jak babcia mnie namówiła, żebym go kupił?
Babcia? Namówiła?
Taaak. Sama dała mi pieniądze. Ze swoich oszczędności. Ale wcześniej była inna historia.
Kiedyś zarobiłem nieco grosza, akurat starczało na motocykl z wózkiem. Mówię do babci Janiny: chcę kupić motocykl z wózkiem, będę ziemniaki z pola wozić. Dawniej dostawaliśmy działki poza miastem.
Babcia się postawiła. Lepiej, mówi, żebyśmy kupili kolorowy telewizor wtedy to był wydatek. Ziemniaki zawsze woziłeś rowerem, to woź dalej.
Worek na ramę i jazda. No dobrze, mówię, twoje słowo ostatnie. Kupiliśmy telewizor.
A motocykl? zapytałem.
Motocykl też kupiliśmy westchnęła babcia. Ale później, bo najpierw dziadek przeciążył się przy noszeniu i musiałam sama te ziemniaki wozić. Niemal wszystkie sama przetargałam.
A jak na jesień sprzedaliśmy świnie, oddałam mu całą gotówkę i mówię jedź do miasta, kup ten motocykl z wózkiem.
A za rok na jesieni znów zarobiliśmy trochę podjął dziadek. Mówię, iż trzeba nową saunę postawić stara, po rodzicach, dach zmurszały, ściany też. Babcia znowu swoje może byśmy lepiej jakieś meble porządne kupili, żeby w domu było jak u innych. No trudno, mówię, twoje słowo ostatnie. Kupiło się meble.
A wiosną sauna się zawaliła dokończyła babcia. Śniegu było tyle, iż dach tego nie wytrzymał Od tamtej pory postanowiłam, iż niech już Stanisław decyduje.
No i widzisz! zawołałem. Jednak trzeba, żeby ostatnie słowo należało do mężczyzny.
Nie, Piotrek, nie o to chodzi, roześmiał się dziadek. Bo ja, zanim coś zrobię, zawsze mówię Janino, myślę, żeby piec przebudować. Co ty na to? A potem jak powie, tak jest.
No i ja po tamtych sytuacjach zawsze mówię jak uważasz, tak będzie.
I widzisz, Piotrek, ostatnie słowo rzeczywiście powinna mieć żona podsumował dziadek. Zrozumiałeś mnie?
Zamyśliłem się na chwilę, ale po chwili zacząłem się śmiać. Pośmiałem się, a potem jeszcze raz się zastanowiłem, aż twarz mi się rozchmurzyła.
Teraz, dziadku, już rozumiem. Wrócę do domu i powiem: Dobrze, Jagoda, pojedziemy na wakacje do Chorwacji, jak chcesz. A samochód na razie do mechanika nie oddam skrzynia biegów ledwo działa, ale niech będzie.
Jak się zepsuje trudno, całą zimę do pracy będziemy dojeżdżać autobusami. Po prostu trzeba wstawać godzinę wcześniej, co w tym złego Dobrze myślę, dziadku?
Doskonale, dziadek pokiwał głową z uśmiechem. Tak, Piotrek, za rok czy dwa, wszystko wam się w rodzinie ułoży.
A żona naprawdę powinna być głową rodziny. Mężowi wtedy spokojniej. Wiem po sobie…
Dzisiaj nauczyłem się, iż szczęście i zgoda w domu to nie kto ma rację, a kto potrafi ustąpić i szanować drugą osobę najlepiej, jak to potrafi polska rodzina.















