No i masz! krzyknął Szymek. Wszystko się zgadza! Ostatnie słowo zawsze należy do mężczyzny.
O świcie do Kwiatkowskich przyjechał z Warszawy dorosły wnuk, na którego weselu byli niedawno. Szymek przyjechał po ziemniaki, bo od dziecka pomagał swoim ukochanym dziadkom zarówno przy sadzeniu, jak i kopaniu ziemniaków.
Powiedz, Szymku, jak ci się żyje z twoją Malwiną? zagadnęła babcia, krzątając się przy kaflowym piecu.
Bywa różnie, babciu odparł Szymek bez zapału. Różnie bywa
Czekaj, czekaj wtrącił się dziadek Henryk, z powagą podnosząc brew. To znaczy co, różnie? Już się kłócicie?
Jeszcze nie zaczęliśmy się na dobre kłócić. Próbujemy ustalić, kto rządzi w domu przyznał wnuk.
Eeech babcia Jadwiga westchnęła z łagodnym uśmiechem, mieszając w garnku. Cóż to za sprawa do ustalania. I tak wszystko powinno być jasne.
No tak ryknął śmiechem dziadek. Jasne jak słońce, iż w rodzinie najważniejsza od zawsze jest żona.
A to dobre rzuciła babcia zza pieca.
Dziadku, żartujesz chyba Szymek spojrzał z niedowierzaniem na Henryka.
Ani trochę nie żartuję uciął dziadek. jeżeli nie wierzysz, zapytaj babci. No, Jadwigo, powiedz, czyje zdanie w naszym domu zawsze się liczy na końcu?
Daj spokój, nie wygaduj głupstw odpowiedziała babcia z pobłażaniem.
Mówię serio obstawał dziadek. Kto decyduje na koniec, ty czy ja?
No ja
Naprawdę? zdziwił się Szymek. Jakoś nigdy tego nie zauważyłem. Uważam, iż głowa powinna być jedna i to mężczyzna.
Oj, Szymku roześmiał się dziadek. W prawdziwej rodzinie jest zupełnie inaczej, niż ci się wydaje. Opowiem ci zaraz parę historii i wszystko zrozumiesz.
Opowieść
Zaczyna się mruknęła babcia z niepokojem. Teraz pewnie będzie o tym starym motorze.
O jakim motorze? zainteresował się wnuk.
O tym, co już pół wieku rdzewieje w stodole pokiwał głową dziadek. Milion lat już tam stoi. Wiesz, jak babcia mnie zmusiła, żebym go kupił?
Babcia? Zmusiła?
Tak. Dała mi na niego swoje własne oszczędności. Ale zanim to się wydarzyło, była inna historia.
Raz w życiu uzbierałem trochę pieniędzy, akurat tyle, żeby kupić motor z wózkiem bocznym. Mówię Jadwidze twojej babci chcę kupić motor, będę nim ziemniaki z pola zwoził. Bo kiedyś dostawaliśmy własne działki pod uprawę.
Ale twoja babcia się uparła. Lepiej, mówi, kupmy kolorowy telewizor. Wtedy to był luksus. Ziemniaki przenoś, jak zawsze, rowerem. Worek na ramę i wio!
No to mówię: twoje słowo ostatnie. Kupiliśmy telewizor.
A motor? spytał Szymek zdziwiony.
Motor też w końcu kupiliśmy westchnęła babcia. Ale potem. Twój dziadek się wtedy tak zapracował, aż kręgosłup go rozbolał, i całą jesień ja sama te worki z pola woziłam.
Aż w listopadzie zabiliśmy świniaka i wszystkie oszczędności oddałam dziadkowi i mówię: jedź do powiatu, kupuj motor z wózkiem.
A za rok jesienią znów trochę się uzbierało podjął dziadek. Mówię: stawiamy nową saunę, bo stara, jeszcze po moich rodzicach, się rozpada. Ale Jadwiga znów swoje lepiej komplet mebli, by było porządnie jak u ludzi. No to mówię: twoje słowo ostatnie. Kupiliśmy meble.
A na wiosnę sauna się zawaliła dokończyła babcia. Śniegu narosło tyle, iż dach nie wytrzymał Od tamtej pory, co Henryk powie, to ja już się nie wtrącam.
No widzisz! wykrzyknął Szymek. Mówię przecież! Ostatnie słowo należy do mężczyzny!
Nie do końca, Szymku zachichotał dziadek. Bo ja, zanim coś postanowię, pytam: Mogę stawiać piec? Dostanę pozwolenie? To robię. jeżeli nie to nie. Jak Jadwiga powie, tak będzie.
Ja od tamtej pory mówię zawsze: Zrób, jak uważasz.
I tak, Szymku, w każdej rodzinie powinno być tak, iż ostatnie słowo ma żona zakończył dziadek. Zrozumiałeś?
Szymek zadumał się głęboko, potem nagle wybuchnął śmiechem. Kiedy się wyśmiał, jeszcze na moment popadł w zamyślenie, aż twarz mu się rozjaśniła.
No to teraz już wiem, dziadku. Jak wrócę, powiem: Dobra, Malwina, polecimy nad Bałtyk, jak chcesz. A samochodu na razie nie oddam do warsztatu. Automat szwankuje, ale niech tam
Jak auto padnie trudno. Przez całą zimę będziemy do pracy jeździć autobusami i wstawać godzinę wcześniej. Cóż w tym takiego strasznego Tak myślę, dziadku dobrze?
Znakomicie! roześmiał się dziadek. Jeszcze rok, dwa i wszystko wam się wyrówna.
A żona powinna być najważniejsza i mężczyzna ma wtedy spokój. Sam po sobie wiemBabcia uśmiechnęła się pod nosem, kładąc na stole parujący talerz jajecznicy.
Najważniejsze, Szymku, żebyście zawsze byli razem. Nieważne, kto ma ostatnie słowo, bylebyście potrafili się śmiać, kiedy piec się zawali albo motor zardzewieje.
Szymek spojrzał na dziadków, jakby po raz pierwszy widział w nich dawnych siebie: dwoje ludzi, którzy więcej przeżyli razem, niż sam zdążył sobie jeszcze wyobrazić.
Może my za dużo o tym, kto rządzi odezwał się po chwili. A lepiej czasem pogodzić się z losem. I z Malwiną.
Dziadek poklepał go po ramieniu.
I dobrze mówisz! Bo wiesz, w rodzinie czasem największą wygraną jest umieć przegrać.
Szymek roześmiał się, trochę melancholijnie.
No to biorę ziemniaki, zanim babcia mi zabroni!
Babcia śmiała się, podsuwając mu stary kosz.
Prędko, zanim zmienię zdanie, Szymeczku.
Kiedy już wychodził na podwórko, przez uchylone drzwi kuchni jeszcze usłyszał, jak dziadek szepcze do babci:
Wiesz co, Jadwigo? Zawsze się człowiek czegoś od ciebie nauczy.
Babcia odpowiedziała cicho:
I o to chodzi, kochany…
Na progu Szymek odwrócił się jeszcze raz. Złapali się z babcią wzrokiem, jakby przekazywali sobie tajny rodzinny szyfr uśmiech, który mówił więcej niż tysiąc słów. Wyszedł na chłodne sierpniowe powietrze, a jego serce było lżejsze niż poranna mgiełka nad polem.
Po latach opowiadał tę historię własnym dzieciom: jak w prawdziwej rodzinie ważniejsze od racji jest to, by być razem choćby jeżeli czasem ostatnie słowo należy po prostu do miłości.













